Ma pod sobą 142 ludzi, jest szefową największej organizacji na terenie gminy. W tym tygodniu kończy się kadencja zarządu. Czy Janina Szczerbiak ponownie wystartuje na szefową Koła?
Minął piąty rok Pani kadencji jako szefowej Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów Koło w Tarnówce. Jaka to była kadencja?
Dobra. Lubię z ludźmi pracować, zaoferować im coś i pomóc, jeśli proszą mnie o to. Nie lubię plotek o tym, że jedna baba drugiej babie... Mnie cieszy, gdy seniorzy integrują się, łączą, a nie dzielą. Nieważne czy to jest rencista, czy emeryt, ważne, że to jest nasz człowiek. W tych pięciu latach były różne chwile i dobre, i gorsze.
Co było dobrego?
Cieszy mnie to, że ludzie chcą być razem, że mają ochotę wyjechać na wycieczkę. Mam wrażenie, że seniorzy są pewniejsi siebie, widać, że mają jeszcze dużo do zrobienia, czują się potrzebni. Jeszcze wiele chcą zobaczyć. W ubiegłym roku pojechaliśmy do Kołobrzegu. Jedna z moich pań stanęła na plaży i długo patrzyła na morze. Gdy zapytałam, dlaczego tak stoi, odpowiedziała, że dzięki nam po raz pierwszy widzi morze. Po ponad sześćdziesięciu latach życia. Są i takie osoby w naszym Związku. Kiedyś jakiekolwiek działania szły oporniej. Może dlatego, że nasze koło odmłodziło się. Gdy przejmowałam seniorów były to osoby wiekowe, dziś też są tacy jak pani Szymaniak, która ma ponad dziewięćdziesiąt lat, ale są też osoby młodsze z Piecewa, z Płytnicy, niebawem być może będą dojeżdżać do nas seniorzy z Plecemina, pani sołtys zapraszała mnie na spotkanie z zainteresowanymi.
Takich wyjazdów jak ten nad morze też było sporo. Co zobaczyliście przez te pięć lat?
Dziewiętnaście razy spotykaliśmy się na dniu seniora, na wieczorku karnawałowym albo powitaniu lata. Wycieczki zaczęliśmy od Rymu, byliśmy w Licheniu, w Sarbinowie, w Karpaczu, Jeleniej Górze, Pradze, Wrocławiu, kilka razy w Mielnie, Świętej Lipce, na Mazurach i Warmii, w Olszynie, Kołobrzegu, w Poznaniu, Międzyzdrojach, Świnoujściu, w Szczecinie, w Zakopanem. W tym roku byliśmy na kanale Elbląskim, w Darłówku, a niedawno wróciliśmy z Warszawy. W grudniu emeryci będą ponownie w Zakopanem. Chętnie jeździlibyśmy więcej, jeszcze sporo mamy do zwiedzenia. [[reklama]]
A co się w ciągu tych pięciu lat nie udało, były takie sprawy?
Raczej nie, jedyne co smutno wspominamy, i to właściwie w każdym roku musimy z tym się mierzyć, to odchodzący od nas na zawsze nasi członkowie. W tych pięciu latach pożegnaliśmy 24 osoby. Cieszy mnie natomiast, że aż 38 osób wstąpiło w nasze szeregi. Seniorzy muszą trzymać się razem, żeby było nam raźniej. Ja zawsze powtarzam, że babcie nie są tylko do pilnowania wnuczków czy dla renty lub emerytury, ale mają jeszcze swoje prawa, życie i wyjścia.
Będzie Pani kandydowała na kolejną, już trzecią kadencję?
Chyba tak, ludzie przychodzą do mnie i proszą, abym dalej pracowała. To jest bardzo sympatyczne. Miło, gdy ludzie doceniają moją pracę. Tak było w Niepokalanowie, gdy od wszystkich uczestników wycieczki usłyszałam gromkie sto lat i dostałam słodkości. Nogi się pode mną ugięły ze wzruszenia. Bo trzeba to powiedzieć wprost, gdy wyjeżdżamy ktoś musi zorganizować wycieczkę, kupić bilety, podzielić ludzi w pokojach, co wcale nie jest takie proste, bo trzeba być do tego zorientowanym, kto z kim aktualnie rozmawia, a kto dzisiaj się nie lubi. Ludzie często nie widzą tej pracy.
A więc widzi Pani sens w tego typu organizacjach jak związki emerytów i rencistów?
No pewnie że tak, takie koła są bardzo potrzebne. W tym wieku, w którym my jesteśmy, każdy senior chodzi z tabletkami. Większość z nas ma przyznaną grupę inwalidzką, ale wciąż chcemy być czynni, na tyle, na ile pozwala nam zdrowie. Oj gdyby lekarze widzieli swoich pacjentów na wieczorku tanecznym, to pewnie zastanowiliby się, czy to ten sam człowiek. Po drugie seniorzy to dobrze zgrana paka ludzi, aż przyjemnie razem wyjeżdżać. Droga szybko nam mija, śpiewnik, mikrofon i jedziemy. A gdy jedziemy do Lichenia to droga mija nam na modlitwie i śpiewaniu pieśni - zawsze odpowiednio do celu. Potem zwiedzamy, uczestniczymy we mszy. No i wyjeżdżamy z Lichenia, przejeżdżamy jakieś 30 km, jest ostatnia pieśń i wtedy "Głęboka studzienka". Było coś dla ducha, było, teraz coś dla ciała.
Niemal piętnaście lat szefuje Pani seniorom w Tarnówce. Nie ma Pani jeszcze dosyć?
Nie, bo lubię ludzi. Robię to co uważam i to, co sumienie mi nakazuje. Myślę, że jestem taka normalna dla wszystkich.
Rozmawiała A. Głyżewska-Klofik
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze