Reklama

Bardzo męski wieczór

22/08/2012 10:05
- Celowali pistoletami, pryskali gazem po oczach - taka była kiedyś milicja, a nie policja w demokratycznym kraju. - Nie było użycia broni ani gazu. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem - odżegnuje się policja

21-letni mieszkaniec Płytnicy ma postawiony zarzut naruszenia nietykalności cielesnej policjanta i jest oskarżony o zniewagę funkcjonariusza. Grozi mu za to grzywna albo kara pozbawienia wolności do lat trzech. Na etapie śledztwa jest sprawa 29-letniego mieszkańca Płytnicy, który może być oskarżony o prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. W poniedziałek przesłuchiwani byli świadkowie w jego sprawie, postępowanie prowadzone jest pod nadzorem prokuratury. Policja twierdzi, że w tej sprawie wszystko jest jasne, natomiast uczestnicy zdarzenia przedstawiają zupełnie inną wersję wydarzeń, tłumacząc, że wszystko, co wydarzyło się feralnej nocy, jest jedną wielką pomyłką, a oni jak w "Procesie" Kafki zostali uwikłani w sprawę, która nie ich dotyczy.

Grill i sporo alkoholu

Wszystko zaczęło się wieczorem 4 sierpnia. Grupa przyjaciół znających się od dziecka umówiła się na grilla. - Z braćmi Dawidem i Piotrem jesteśmy kolegami od małego. To u nich spotykamy się na piwku, na kawie - opowiada jeden z uczestników imprezy. - Nie siedzimy pod sklepami, jak chcemy wypić to pijemy u nich na prywatnej posesji - mówi mężczyzna. Impreza z godziny na godzinę rozkręcała się. Do trzech kolegów dołączyło jeszcze czterech dobrych kumpli. Męski wieczór zapowiadał się dobrze. Zwłaszcza, że w tygodniu panowie ciężko pracują. Takie chwile coraz rzadziej im się zdarzają. Jak męski wieczór to i alkohol, jak otwarcie przyznają, nie żałowali go sobie tego wieczoru. - Przywiozłem ryby, kolega jest dobrym kucharzem, smacznie je przyrządził. Wszystko było jak zawsze - dodaje.
W pewnym momencie na posesję wjechał policyjny radiowóz. Było około 21.00. Dwóch z siedmiu mężczyzn, którzy spędzali sobotni wieczór we własnym gronie, podeszło do policjantów, żeby dowiedzieć się, co się stało i dlaczego policjanci wjechali na prywatną posesję. - Policjanci twierdzili, że zielonym mercedesem, który stał na podwórku, ktoś przed chwilą jechał - opowiada Rafał, który podobnie jak pozostali uczestnicy tego wieczoru zapewnia, że żaden z nich samochodem nie wyjeżdżał, że samochód stał na podwórku od kilku godzin. - Przecież mogli otworzyć maskę, sprawdzić, czy silnik jest ciepły. Nic takiego nie zrobili. Mogli wezwać techników, żeby to stwierdzili. Ubzdurali sobie, że ktoś jechał tym samochodem. Zaczęły się poszukiwania kierowcy.

Zupełnie inną wersję wydarzeń przedstawia złotowska policja. - Policjanci otrzymali wezwanie na interwencję od jednego z mieszkańców Płytnicy, który poinformował, że źle zaparkowany samochód blokuje wjazd na posesję - o powodach wizyty policjantów mówi Alicja Fidler z zespołu prasowego Komendy Powiatowej Policji w Złotowie. - Kiedy policjanci dojechali na miejsce zdarzenia samochód właśnie odjeżdżał. Policjanci ruszyli za nim. Chcieli kierowcę pouczyć, że nie można w tym miejscu parkować, nawet nie chcieli karać mandatem, ale zachowanie kierowcy wskazywało na to, że może on być pod wpływem alkoholu. W notatce służbowej policjanci napisali, że gdy wjechali na drogę leśną włączyli sygnalizację świetlną i dźwiękową, aby zatrzymać kierowcę. - W tym czasie mężczyzna zaczął przyspieszać i wjechał na teren posesji. Policjanci mieli poczuć od kierowcy woń alkoholu, a ponadto widzieli, że po wyjściu z samochodu chwiał się on na nogach. - Dlatego chcieli go przebadać alkomatem, ale w wyniku zamieszania, do którego doszło po wjeździe na posesję, kierowca znikł im z oczu i zamknął się w domu - tłumaczy Alicja Fidler, dodając, że mężczyzna był już notowany za przestępstwa o podobnym charakterze.
- Nie prowadziłem samochodu tego wieczoru, gdy cała akcja miała miejsce dawno spałem - przekonuje 29-letni mężczyzna, od którego miała zacząć się akcja. - Na pewno nie prowadziłem - raz jeszcze zapewnia.

[[nowa_strona]]

Agresja

Sytuacja wymknęła się spod kontroli. Policjanci upierali się, aby mężczyzna wyszedł dobrowolnie z domu, podczas gdy koledzy przekonywali, że ich przyjaciel nie prowadził żadnego samochodu. Obstawali przy swoim i cały czas żądali, aby policjanci opuścili posesję, bo, jak mówią, przecież wiedzieli, że Piotr nie wytrzymał tempa i od ósmej godziny spał. - Oczywiście byliśmy pod wpływem alkoholu i nie podobało nam się, że policja szuka u nas przestępców. My przecież siedzieliśmy na prywatnej posesji, nikomu nie szkodziliśmy. Fakt, byliśmy nerwowi - przyznają panowie, którzy otwarcie mówią, że nie prosili grzecznie policjantów, aby sobie poszli. - Poleciały przekleństwa, były ostre słowa, ale policjanci okazali się jeszcze bardziej nerwowi niż my - opowiadają. W pewnym momencie mieli wyciągnąć broń i celować w kierunku dwóch najbardziej agresywnych mężczyzn. - Gdy schowali ją, dostaliśmy gazem po oczach - są przekonani.
- Absolutnie nie było celowania bronią ani użycia gazu - dementuje Alicja Fidler.

Podbite oko, obdukcja

- Mnie skuli w kajdanki, rzucili na ziemię i przycisnęli nogą. Efekt? Jak wynika z obdukcji, którą mężczyzna wykonał 10 sierpnia, obrzęk ok. 2 cm pod lewym okiem, otarcie naskórka na lewym i prawym barku. "Pacjent skarży się na ból w odcinku C kręgosłupa" - czytamy w obdukcji wykonanej przez lekarza pierwszego kontaktu. - Do dzisiaj mam problemy, żeby obrócić głowę w lewo – zapewnia mężczyzna.

I tę informację dementuje policja. - Taka sytuacja nie miała miejsca. Skąd więc ślady pobicia? Mężczyzna zapewnia, że to efekt interwencji policjantów, w notatce służbowej nie ma po tym śladu. - Nie wierzę, aby policjanci zataili taki fakt, dla własnego bezpieczeństwa zawiera się informacje o konieczności użycia siły w notatce służbowej - tłumaczy Alicja Fidler. - Jedynymi osobami, które zostały zakute w kajdanki był 21-latek, który ma zarzut naruszenia nietykalności cielesnej policjanta i 29-latek, wobec którego toczy się postępowanie o prowadzenie pod wpływem alkoholu.

[[reklama]]

Do pierwszej w nocy

Interwencja przedłużała się. Żadna ze stron nie chciała odpuścić. W końcu policjanci wezwali posiłki. Na posesję zajechały jeszcze dwa radiowozy. - Jeździli po wsi, pytali, gdzie mieszka moja rodzina - mówi wzburzony właściciel posesji, którego w tym czasie nie było w domu. - Reputację mi psują. Pewnie gdybym był wtedy na miejscu inaczej to by się skończyło. Zażądałbym jakiegoś nakazu wjazdu na prywatną posesję, a z tego, co mówią chłopcy, to policjanci, którzy pierwsi tu przyjechali, nawet się nie wylegitymowali. Do dzisiaj nie wiemy, kto to był.

W końcu około pierwszej policjanci mieli wyciągnąć z łóżka śpiącego Piotra, który miał prowadzić tego wieczoru zielonego mercedesa. - Najpierw chcieli wyważyć drzwi, w końcu, gdy śpiący w tym pokoju kolega otworzył im, ściągnęli go z tapczanu. Skuli go w kajdanki i jak szmatę wciągnęli do radiowozu, a potem oskarżyli o prowadzenie pod wpływem alkoholu - mówią koledzy. Tym oskarżeniom również zaprzecza policja. - Nikt nie ściągał nikogo z łóżka. Mężczyzna sam otworzył drzwi i wyszedł z domu. Wtedy właśnie został poproszony do radiowozu i przebadany alkotestem - tłumaczy policja.

- Na siłę wkładali mi ustnik, żebym dmuchał w alkomat - skarży się Piotr, który wynajął adwokata i zapewnia, że nie da się policji zastraszyć. - Na komendzie dawali mi różne papiery do odpisywania. Nic nie podpisałem, nie dam się w to wmanewrować - mówi wzburzony.

Niewiele pamiętam

Największe problemy po feralnym wieczorze ma najmniejszy i najmłodszy uczestnik imprezy, któremu zarzuca się naruszenie nietykalności cielesnej policjanta. - Ten policjant cofał się i sam przewrócił się o widłaka - zapewniają jego koledzy. Policjanci są jednak innego zdania. - Mężczyzna był już przesłuchany i przyznał się do tego, co zrobił - zapewnia Alicja Fidler. - Stad zarzuty, sprawa jest jasna. - Nikt nie mówi tutaj o tym, że policjant został pobity. On nawet nie miał żadnych obrażeń - przyznaje policjantka - ale jest coś takiego jak naruszenie nietykalności. Jeśli popchnie się, uderzy lekko ręką… Nie możemy przecież pozwolić na to, aby popychano policjanta na służbie. A 21-latek? Niewiele z tego wieczoru pamięta. - Nie wiem, jak to było - mówi wyraźnie podłamany całą sytuacją drobnej postawy mężczyzna, który wcześniej nie był notowany. Na komendzie zeznał, że może popchnął policjanta, ale, jak mówi, siedział tam ponad 30 godzin i był zdezorientowany, niewiele z tego wieczoru pamiętał. Grozi mu kara pozbawienia wolności i konsekwencje finansowe.
- Policjanci pomylili posesję. Byli wezwani do sąsiada obok, a wjechali do nas - mówią mężczyźni. - Przecież mamy prawo sobie wypić. Cały tydzień pracujemy, kto nam tego zabroni? A po drugie znamy właściciela posesji obok, też jeździ zielonym samochodem. To wszystko to jedna wielka pomyłka. Uczepili się mercedesa i koniec. Policja zachowała się jak milicja. W demokratycznym kraju?
Policja twierdzi, że w tej sprawie wszystko jest jasne, są też dowody, które obciążają obu mężczyzn, a wszystko, co działo się w nocy z 4 na 5 sierpnia, odbywało się zgodnie z procedurami i przepisami, które obowiązują funkcjonariuszy na służbie. Teraz o karze lub uniewinnieniu mężczyzn zadecyduje sąd.


A. Głyżewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości