Radny opozycji przerywa domysły oraz spekulacje i deklaruje wyborcze starcie z Ireneuszem Baranem. Z Jackiem Mościckim rozmawia Piotr Steffen
Bardzo stresuje się Pan przy okazji publicznych wystąpień? Początki zawsze są trudne, więc te pierwsze wypowiedzi dostarczają mi trochę stresu. Pytam a propos tego, co było na sesji budżetowej – gdy czytał Pan przygotowane przez siebie przemówienie wypadł gorzej niż kilka minut później, gdy wszedł Pan spontanicznie w wymianę zdań z wójtem... (Uśmiech) Wiem, że w tej drugiej części wypadłem dużo naturalniej. Ale taki już jestem, wolę formułować i wyrażać myśli szybko niż przedstawiać to, co mam wcześniej napisane.
Relacjonując sesję napisałem, że była to pierwsza zapowiedź wyborczego starcia między Panem a wójtem Baranem – miałem nosa? Zdecydowanie tak. To, że wymianę zdań można było odebrać jako zapowiedź naszej konfrontacji w wyborach wyraźnie dało się odczuć.
[[reklama]]
Kilka miesięcy temu nie wykluczał Pan możliwości startu w wyborach na wójta – rozumiem, że dzisiaj jest to już pełne przekonanie? Tak. Z każdym tygodniem i miesiącem to przekonanie było w ostatnim czasie coraz większe. Dlatego, że mamy z wójtem zupełnie odmienne wizje funkcjonowania gminy. Działania, których podejmował się wójt, pomijały społeczeństwo, wielu radnych, sołtysów. Sądzę, że najwyższy czas to zmienić.
Wójt od tego jest, żeby rządzić – może, ale nie musi nikogo pytać o zdanie. To nie jest mój styl. Ja cenię sobie współpracę i społeczną konsultację. Głos społeczeństwa powinien być odczuwalny, chociażby przy konstruowaniu budżetu. Także przy pracy wójta w ciągu całego roku. Niewyobrażalne jest dla mnie, że wójt jest nieobecny na zebraniach wiejskich. To przykre, smutne, niewłaściwe. Takie spotkania wręcz powinny być inicjowane przez gospodarza gminy.
To tylko fragment artykułu Piotra Steffena z AL 03/2014, s.31
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze