Reklama

Białoruskie wakacje

01/08/2017 12:00
Bracia Żydałowicz udowadniają, że wszystko można. W poszukiwaniu korzeni na Białoruś wybrali się... żukiem A15C!

Szeroka, trzypasmowa droga, tuż za granicą polsko–białoruską.

Do Mińska już niedaleko. Teraz pójdzie gładko

– pomyśleli. Nie mieli racji. Głośny dźwięk syreny milicyjnej pozbawił ich resztek optymizmu. Zjechali na pobocze. W bocznym lusterku obserwowali, jak w ich kierunku kroczy milicjant. Białoruski milicjant. Na filmach widzieli, że spotkanie z nim nigdy nie kończyło się dobrze.

Szto eto za maszyna?

– nie prosząc o żadne dokument pyta kierowcę mundurowy.

Eto... Żuk strażacki! A15C z 1977 roku

– odpowiada łamanym rosyjskim, białoruskim i polskim zdezorientowany Wojtek. Zapada cisza. Funkcjonariusze obchodzą auto, dokładnie się mu przyglądając. Reszta ekipy chwyta za kieszenie, gdzie ma pochowane dolary i euro – tak na wszelki wypadek, gdyby jakąś łapówkę trzeba było wręczyć. Starsi, co 30 lat temu na Białoruś jeździli, doradzali.

Reklama

Weźcie, przyda się

– mówili.

A tak w ogóle to po jaką cholerę wy tam jedziecie? Toż tam nic dobrego was nie czeka

– przestrzegali. No ale teraz już nic się nie da zrobić. Milicja już tu jest. Uciekać nie będą, zresztą czym. Żuczek nie da rady. To na pewno dobrze się nie skończy... Nagle milicjant uśmiecha się szeroko i, ku zaskoczeniu wszystkich, nakazuje jechać dalej. Co więcej, życzy miłego pobytu. Ruszyli, z ulgą i przeświadczeniem, że chyba nie taka straszna ta Białoruś jak ją im malowali.

Kupiłem, to będę jeździł

Przygoda życia braci: Wojtka, Tomka, Karola Żydałowiczów i ich kolegi Przemka Derkacza zaczęła się w 2016 roku od hasła: „A może tym moim żukiem pojechalibyśmy na Białoruś? Rodzinę odwiedzić, korzeni poszukać?”. Ten „mój żuk” to nic innego jak kolejny ocalony, którego Wojtek uratował od wiecznego zapomnienia. A15C należał do strażaków z gminy Szczecinek. Od lat już im jednak nie służył. Właściwe to stał i czekał na zezłomowanie. Dla braci Żydałowiczów, a szczególnie najstarszego Wojtka to jednak nie żaden rupieć a cacko, które może dostarczyć jeszcze wiele satysfakcji i zabawy.

Reklama

Nas jest 7 chłopaków i 2 dziewczyny. Ojciec był mechanikiem, wpajał w nas zatem tę wiedzę. Dziś jest tak, że jeździmy po Polsce i szukamy takich gratów, wyciągamy je z krzaków i reperujemy. Potem całą rodziną jeździmy na zloty, np. do Bornego Sulinowa, a ostatnio wróciliśmy z Darłowa. To taka nasza pasja. Skąd? W sumie to nie wiem

– tłumaczy najstarszy z braci. Przez takie poszukiwania Wojtek wraz z żoną trafili zresztą do Lotynia. Przyjechali kupić stary motocykl, zamiast niego kupili dom. I tak w 1998 roku wsiąknęli w tę społeczność. Daleko nie mieli, przyjechali bowiem ze Szczecinka, gdzie dorastało rodzeństwo Żydałowiczów. Ich korzenie sięgają jednak znacznie dalej, aż za wschodnią granicę. Od hasła „jedziemy” minęło pół roku. Wcześniej pomysłu nie dało się wcielić w życie. Żuk, choć jeździł, nie nadawał się na wielokilometrową trasę. Trzeba było naprawić silnik, wstawić fotele i go wygłuszyć. W końcu komfort jazdy też się liczy. Prace zakończyły się cztery dni przed planowanym wyjazdem, 11 czerwca.

Reklama

Wizyta u cioci Teresy, koło Wiśniewa. Spotkanie pokoleń po latach (fot. arch. W. Żydałowicz)

Bo za naszych czasów...

Babcia chłopaków nadal żyje, poza tym mają kontakt z ciocią mieszkającą w Mińsku. Dzięki temu otrzymali zaproszenie, które upoważniało ich do wjazdu na teren Białorusi. Nestorka rodu przed wyjazdem raczyła ich opowieściami z życia rodziny, które mogą być przydatne. Nie omieszkała również dać im kilku cennych rad, na co za granicą trzeba uważać.

Ja tam byłem 29 lat temu. Jeździliśmy z ojcem i babcią na zakupy. Pamiętam, jak byliśmy po telewizor. U nas wtedy w sklepach nic nie było, ale były pieniądze, a tam odwrotnie. Pamiętam tamtą Białoruś, tę za komuny. Ogólnie to mi się podobało. Zawsze byłem jednak ciekaw, jak tam jest teraz

Reklama

– wtrąca Wojtek. Rady dawała nie tylko babcia, ale także starzy kierowcy. W końcu z A15C w takiej trasie wszystko się może zdarzyć. I się zdarzyło. Trzy razy, jeszcze przed przekroczeniem granicy. Mówili im, żeby wzięli dodatkowy cylinderek hamulcowy, aparat zapłonowy, pompkę paliwa i pompę wody. Co ciekawe, to wszystko było potrzebne. Dzięki temu nie musieli przerywać eskapady. Nie przewidzieli jednak, że na ich drodze może stanąć coś zupełnie innego. Gdy 16 czerwca po 24 godzinach od wyjazdu z Lotynia dotarli do granicy, czekała na nich kontrola graniczna. Jedna bramka – ok, druga bramka – ok, trzecia bramka...

Nie możecie tym wjechać

Reklama

– powiedziała celniczka. Rozwiązanie było jedno: odstawić auto do Białegostoku i dalej pociągiem. Coś ich skusiło, żeby spróbować jednak raz jeszcze. „Może trzeba dać jej w łapę” – pomyśleli. Wojtek podszedł do funkcjonariuszki, przybliżył się, dając do zrozumienia, że pieniądze nie grają roli. Celniczka, nieco oburzona, zwróciła jego uwagę na kamerę przypiętą do munduru, że musi być on w niej widoczny. Nie chciała pieniędzy. Dała się jednak przekonać. „Żuczek” dostał specjalny dokument, na mocy którego może się poruszać po kraju. Nie wolno go jednak prowadzić nikomu innemu oprócz Wojtka, ponadto do końca grudnia musi opuścić Białoruś. W ten sposób udało im się przekroczyć granicę, ale jak już wspominaliśmy, to nie był koniec atrakcji...

W Mińsku jak w Pekinie

Pierwszy przystanek był u cioci w stolicy Białorusi. To ona zresztą przygotowała dla nich dalszy plan podróży. Pokazała, gdzie, co i kogo odwiedzić. Razem z nią zobaczyli Mińsk, który w ich wyobrażeniach wyglądał nieco inaczej.

Reklama

Komuny tutaj nie czuć. To nowoczesne, rozwijające się miasto, w dodatku bardzo czyste

– zapewniają.

Kolega, jak oglądał zdjęcia, pytał, gdzie byliśmy? Czy to nie w Pekinie, bo tak nowocześnie?

– mówi Wojtek. Ponadto ludzie byli bardzo mili. Białorusini, jak zaznaczała ciocia, chcą żyć w zgodzie ze wszystkimi swoimi sąsiadami. Na zachód się nie pchają. Ona zresztą też nie. Tutaj po wojnie została jej rodzina i tutaj jest jej dom. Żyje się całkiem nieźle. Średnia krajowa to około tysiąc naszych złotych. Ona ma emeryturę w wysokości około 300. Stać ją na mieszkanie w bloku i samochód. Zresztą podstawowe wydatki takie jak woda, prąd, czynsz są tam stosunkowo niskie. Czasami dorabia sobie, ale ogólnie nie narzeka.

Reklama

Kolejny przystanek to Wiśniewo – miejscowość podobnej wielkości jak Lotyń. Tutaj bracia poznali kolejnych członków swojej rodziny. W tym wujka, który jest Narodowym Kompozytorem Białorusi dla wsi Wiśniewo. Zresztą cała rodzina jest muzykalna. Kuzynka Żydałowiczów Swietłana niedawno skończyła magisterskie białoruskie studia muzyczne. Wojtek też gra – na gitarze. Jak się zatem wszyscy zebrali pod jednym dachem, to się działo. 

Oni nas przekonywali do muzyki klasycznej, a my do polskiego rocka. To było całkiem interesujące doświadczenie

Reklama

– wspomina Wojtek. Krótko mówiąc tego wieczoru wszyscy się zgrali. Tym bardziej, że jadła i napitku nie brakowało. Oczywiście wszystko made in Białoruś. Zagraniczne produkty są tam droższe, poza tym chłopaki chcieli spróbować wszystkiego, z czego ten kraj słynie.

Od lewej Przemek, Karol, Wojtek i Tomek – dumnie prezentują flagę Szczecinka w Mińsku (fot. arch. W. Żydałowicz)

Nie ma jak w domu

Ostatnim przystankiem było Alanowo – miejscowość, skąd pochodzi dziadek rodzeństwa. To mała wieś. Została tutaj garstka ludzi, głównie starszych. Młodzi wyjechali do miast albo za granicę w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Co ciekawe, nadal stoi tam dom rodzinny Żydałowiczów. Jeden z wujków się nim opiekuje.

Reklama

Zapowiedział, że możemy sobie go wziąć na daczę

– mówi najstarszy z braci. Na pewno się przyda, bo rodzeństwo planuje już kolejne odwiedziny.

Podróż niecodziennym pojazdem w poszukiwaniu rodzinnych korzeni okazała się niezapomnianą przygodą. Rodzina stała się dla nich jeszcze większą wartością. Często nie doceniamy tego co mamy. Tymczasem w ten sposób nie tylko można dobrze się bawić, ale przede wszystkim poznać siebie. Wsiadajcie zatem do swoich pojazdów i w drogę!

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama