Reklama

Bieda i koniec!

02/03/2013 08:44
- Musicie iść do rządu i tam się zapytać, jaki oni mają kryzys! - Tam trzeba się pytać! ? grzmieli poirytowani złotowianie. Na czym przeciętnemu Kowalskiemu przyszło oszczędzać? Na jedzeniu

Rosnące ceny paliw, kolejne podwyżki cen choćby wody i ścieków, coraz więcej pieniędzy zostawianych w sklepowej kasie i coraz mniej zakupów w koszyku, dążąca do pobicia rekordu stopa bezrobocia – Polakom, a więc i złotowianom, którzy w dużej części niestety współtworzą krajowy trend, żyje się coraz trudniej.
- Gorzej być nie może – twierdzi wielu spośród nas. - Prawdziwego kryzysu jeszcze u nas nie ma, wszystko co najgorsze jeszcze przed nami – straszą z kolei inni. Jak zatem żyć? Jak nie dać się pochłonąć wielogłowemu potworowi zwanemu recesją gospodarczą? Okazało się, że słowa „Panie premierze, jak żyć?”, wypowiedziane przez rolnika z gminy Przytyk, są głosem dużej części narodu. Także złotowian. - Czy odczuwanie Państwo skutki kryzysu? - to pytanie wywołało burzę. - Musicie iść do rządu i tam się zapytać, jaki oni mają kryzys! - po krótkiej naradzie z innymi ludźmi poleciła nam jedna z rozmówczyń. - Tam trzeba! – poirytowany mężczyzna wtórował jej słowom. - Tam się pytać! - usłyszeliśmy w gąszczu wypowiedzi. Sonda, z którą wybraliśmy się w piątek w teren, pozwoliła postawić jasny wniosek – żyje się coraz gorzej, coraz bardziej oszczędnie.
Co jednak kiedy na liście rzeczy, których kupna można sobie odmówić, wyczerpały się pozycje? Co jeśli rezygnacja z wydania kolejnej złotówki oznacza rezygnację z życia? - Nie mogę oszczędzać, bo nie mam z czego – szczerze mówi nam mężczyzna w średnim wieku. - Choruję – wyjaśnia, tłumacząc, że leczenie i wiążące się z nim wyjazdy do Bydgoszczy dużo go kosztują. Jego recepta na odpływ z rodzinnego budżetu mniejszej ilości gotówki? - Mało mięsa i dużo warzyw. A więc jedzenie.

[[reklama]]

Na chleb musi starczyć
Pytanie „jak żyć?” pada coraz częściej. Na stacji benzynowej i w warzywniaku, z męskich i z kobiecych ust. Złotowianom też ciśnie się na usta.
Odczuwają Panie skutki kryzysu? - Jak najbardziej, Pani, jak najbardziej... Bieda jest i koniec, nie ma pieniędzy na nic – twierdzi starsza pani. - Nie starcza mi na nic. Przysyłają rachunki i przysyłają. Tylko płacić, a skąd ja mam mieć pieniądze jak emerytura niska? – pyta jej znajoma. - Leki wykupić trzeba, jeść trzeba, dzieciom pomóc też trzeba, na lekach nie da się oszczędzać – wylicza pierwsza z pań, dodając, że można to robić jedynie na żywności, choćby na droższych owocach. - Najważniejsze są chleb, mleko i inne podstawowe produkty – wyjaśnia inna z kobiet. - Najpierw trzeba wykupić leki i zapłacić za mieszkanie – wydatkową kolej rzeczy precyzuje jej małżonek. - Odmówić sobie można słodyczy, alkoholu – dopowiada. Małżeństwo kryzys odczuwa mocno. - Mam 800 złotych i trochę, jak za to wyżyć? - pyta kobieta. - Gdybym męża nie miała... - urywa wpół zdania.

Bieda jak trza!
Pomysły złotowian na okrojenie wydatków są najróżniejsze. - Trzeba kupować skromniejsze jedzenie – radzi jedna z mieszkanek, dodając, że ma na myśli choćby ciągle dobrej jakości, ale jednak tańsze wędliny. Na czym jeszcze można oszczędzać? - Na papierosach i alkoholu – proponuje kolejna z naszych rozmówczyń. - Na ciuchach, bo jeść trzeba i leki kupować też trzeba – to następny damski głos. - Nie stać człowieka na to, żeby poszedł z rodziną do restauracji – obrazuje handlujący na złotowskim targowisku mężczyzna, który dodaje również, że rozrywka typu kino również bywa nieosiągalna. - Jest coraz ciężej – nie ukrywa, wyrażając się w imieniu handlujących kolegów. - Trzeba szukać, gdzie taniej i mądrze gospodarować pieniędzmi – radzi kobieta w średnim wieku. - Można zrobić listę wydatków i wybrać rzeczy potrzebne i zbędne – to kolejny pomysł na ograniczenie wydatków. - I tak dużo sobie odmawiamy, nie wiem, z czego jeszcze mielibyśmy zrezygnować... - zastanawia się barczysty mężczyzna.
- Bieda w kraju jak trzeba – energiczna kobieta sytuację określa krótko. - Chleb, bułkę, masło muszę mieć. Lubię dobrze zjeść. Trzeba opłacić mieszkanie – opowiada. - Lekarstwa są bardzo drogie – wtrąca jej mąż. Kobieta odchodzi na bok poirytowana rzeczywistością, a może i nami.
Doniesienia naszych rozmówców potwierdzają właściciele sklepów spożywczych. – Obroty rzeczywiście spadły – mówi Krzysztof Żelichowski, właściciel sklepu przy Krzywoustego w Złotowie. – Ludzie oszczędzają, większe zakupy robią kiedy pojawia się dopływ gotówki typu wypłata, emerytura czy renta i wtedy przez 2 dni jest lepiej. Przeważnie „schodzą” podstawowe produkty. Chleb, nabiał, warzywa. Rezygnuje się z rzeczy droższych, z ryb, wędlin – wyjaśnia mężczyzna. – Nie było żadnego tąpnięcia – mówi w kontekście czasu, w którym nastąpił spadek obrotów, tłumacząc, że działo się to systematycznie.





„Bo my musimy być silni i zdrowi,
choćby na skrobi, choćby na skrobi.
Bo my musimy być dziś mniej pazerni, roślinożerni, roślinożerni.
Nam polędwica i schab nie smakuje tak jak szczaw”
Kabaret Tey









Krzysztof i Jolanta Kulaskowie, właściciele delikatesów przy Wojska Polskiego obserwują podobny trend. – Zdecydowanie ludzie kupują mniej. Pół laski wędliny, a nie całą, 5 plasterków sera, a nie 20 i następnego dnia znów przychodzą po 5. Najczęściej „schodzą” cukierki landrynkowe, czekoladowe miały wzięcie na święta, teraz mało kto je kupuje. Stanęła też sprzedaż produktów z droższej półki, np. oliwy z oliwek – mówią małżonkowie, dodając, że mniej kupuje się nawet chleba. – Ludzie kupują mąkę, różnego rodzaju ziarna, mają w domu piece i sami go pieką – opowiada pani Jolanta. Jak się okazuje, chodliwym towarem stała się, mimo że droższa, zdrowa żywność, tradycyjnie też nie spadła sprzedaż alkoholu, w tym przypadku piwa. Ogólnie jednak w stosunku do ubiegłego roku obroty są mniejsze, właściciele „Grosika” nie zamierzają się jednak poddawać. – Jest ciężko, ale o zamknięciu nie ma mowy – mówią zgodnie.

[[reklama]]

Nie odmawiamy
Jak można się było spodziewać, nie wszystkich kryzys dotyka w równym stopniu. - Jestem na pełnej emeryturze, żona jeszcze pracuje, więc tak bardzo tego nie odczuwamy, ale generalnie kryzys jest bardzo widoczny – ocenia jeden z mężczyzn. - Na emeryturze nie ma kryzysu – uświadamia nas inny. - Nigdy niczego nie musiałem sobie odmówić – wyjaśnia. - Mieszkamy za granicą, ale jak przyjeżdżamy tutaj, to odczuwamy kryzys – młoda kobieta zwraca uwagę na różnicę w zamożności narodów. Oszczędzanie w Polsce uważa za zasadne. Zatrzymać w kieszeni kilka groszy można, jej zdaniem, nie kupując słodyczy albo ograniczając zużycie energii elektrycznej.
***
Czy złotowianie, których zapytaliśmy o zdanie, są wyrazicielami również Twojego głosu? Czy koszmarnie brzmiące słowo „kryzys” zaczaiło się również w Twoim domu? Na czym jeszcze da się zaoszczędzić parę grosze? Zapraszamy do komentowania artykułu na www.zlotowskie.pl, na stronie można również obejrzeć związaną z powyższym tematem sondę wideo.

Patrycja Koplin
fot. www.sxc.hu

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama