Siedemdziesiąt lat po wojnie, ziemia dalej kryje w sobie pamiątki z tamtych czasów. Tym razem w Łomczewie gospodarz wyorał bombę
Tydzień temu pisaliśmy o znalezisku w Gwdzie, tym razem zardzewiałą śmierć znaleziono w Łomczewie. Andrzej Dybaś, orząc w czwartek ziemię tuż za swoimi zabudowaniami gospodarczymi, w pewnej chwili zauważył, że coś metalowego wystaje z ziemi. Od razu wyglądało mu to na pocisk, ale ponieważ nie był w wojsku poprosił o „konsultację” sąsiada. Ten potwierdził, że jest to stary, zardzewiały pocisk z czasów II wojny światowej. Tuż po zawiadomieniu zjawili się policjanci i funkcjonariusze straży miejskiej. Została również powiadomiona brygada saperów. Ci jednak poinformowali, że mogą przyjąć dopiero w sobotę.
Przez ten czas straż miejska pilnowała, aby nikt niepowołany nie zbliżał się do tego miejsca. W sobotę, zgodnie z zapowiedzią, zjawili się saperzy. Dowódca grupy potwierdził, że jest to bardzo niebezpieczna bomba lotnicza „w bardzo dobrym stanie”. W każdej chwili mogła wybuchnąć. [[reklama]] Mieszkańcy Łomczewa odpowiednio skomentowali fakt, że saperzy zjawili się po tylu godzinach. – Gdy w mieście natrafi się na coś takiego, to w minutę są saperzy, miejsce się oddziela, a mieszkańcy pobliskich domów są ewakuowani. Ale skoro to wioska, niech sobie pocisk poleży – mówili.
Jest jeszcze jeden aspekt takich działań. Przez cały ten czas straż miejska była na miejscu. Znawcy tematu twierdzą, że to i tak dobrze, że bomby nie znaleziono w piątek, bo na saperów w takim przypadku trzeba czekać do poniedziałku…
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze