Reklama

Brygida Jiers - pisarka ikon z Krajenki

28/10/2018 18:00

Brygida Jiers od ponad dekady przenosi na drewno wizerunki świętych. – To jest jak forma modlitwy – mówi

Przenieśmy się kilka dekad wstecz do szkoły w Głubczynie. To tam po raz pierwszy dostrzeżono, że kilkuletnia wówczas Brygida ma w sobie duszę artystki. Jej prace plastyczne budziły zachwyt. Doceniano je na licznych konkursach. Między innymi to sprawiło, że z malowaniem postanowiła związać swoją dalszą naukę.

– Drogowskazem był dyrektor Penkała. Zasugerował bym spróbowała sił w zawodzie zdobnika ceramiki. Chodzieskie zakłady, podobnie jak współcześnie miały bardzo wysoką renomę. Dział zdobniczy był czymś w rodzaju wisienki na torcie w procesie produkcji – wspomina pani Brygida. Pracę zaczęła w 1977 roku.

Reklama

– Mieliśmy szablony, które należało odwzorowywać. Nie było mowy o pomyłce. Zła kreska, nie taki szlaczek dyskwalifikował produkt. Wtedy też po raz pierwszy miałam do czynienia z malowaniem złotem. Spod mojej ręki wyszedł nie jeden komplet Iwona, który jest chyba szlagierem jeśli chodzi o zestawy kawowe w domach w naszym regionie – śmieje się pani Brygida. Po siedmiu latach rozstała się malowaniem porcelany na rzecz innej fabryki.

– Pojawiła się rodzina, nowe obowiązki, wyzwania. Trzeba było to życie trochę inaczej poukładać – mówi Brygida Jiers. Potrzeba opieki nad córką, sprawiła, że pracę zawodową zamieniła na obowiązki domowe.

Reklama

– Mogłoby się wydawać, że świat się wtedy walił na głowę. Ja w tym natomiast widzę działanie Boga. Mogłam być mamą 24h na dobę, co sprawiało mi radość. Byłam szczęśliwa, że dane mi było zadbać o dzieci, gdy tego potrzebowały – stwierdza pani Brygida.

Od pejzażu do ikony

Niestety później życie postawiło kolejną przeszkodę.

– Zmagałam się z ciężką chorobą. O powrocie do pracy nie było już mowy – mówi Brygida Jiers. W okresie rehabilitacji trafiła na zajęcia w Krajeńskim Ośrodku Kultury prowadzone przez Ryszarda Pełko. Wrócił błysk w oku sprzed lat, gdy pani Brygida miała przed sobą zadanie przeniesienia swoich myśli, odczuć, uczyć na czyste płótno.

Reklama

– Lubiłam uczęszczać na te zajęcia. Mimo tego, że zdrowotnie nie czułam się idealnie to tam dostawałam skrzydeł. Przygoda z ikonami zaczęła się natomiast, gdy na zajęcia własnoręcznie napisaną ikonę przyniósł pan Jerzy Kuźnierski z Żeleźnicy. To było coś pięknego. Postanowiłam, że też chcę spróbować napisać ikonę – z zachwytem w głosie mówi pani Brygida.

Pan Jerzy zorganizował deski z zakładu stolarskiego państwa Baran z Żeleźnicy. Odpowiednio je wyszlifował i zagruntował.

– Gdy zaczęłam pisać pierwszą ikonę przedstawiającą wizerunek Jezusa Chrystusa, wiedziałam, że to jest to. Kwiatki, bratki i pejzaże poszły na bok. Szybko też stwierdziłam, że malowanie przez dwie godziny w tygodniu to dla mnie zbyt mało. Tym samym pracownia malarska zaczęła powstawać w domu. Tam sprawiało mi to jeszcze większą radość. Miałam ciszę, spokój, mogłam skupić się tylko na pisaniu – mówi pani Brygida.

Reklama

Modlitwa

– Dlaczego ikony się pisze, a nie maluje? Jest wiele artykułów, które precyzyjnie to wyjaśniają. Najczęściej mówi się, że ikony, czyli obrazy święte są porównywane do tekstów biblijnych, będących pisanym słowem bożym, stąd to określenie. Drugie popularne wytłumaczenie tego stwierdzenia pochodzi z języka rosyjskiego. Każda następna ikona to „spisek z oryginału”. Dokładnie spisywało się z ikony zarówno umieszczony na niej tekst, jak i wszystkie drobne szczegóły obrazu. Dla mnie natomiast to jest jak forma modlitwy. Mówi się, że ten kto śpiewa modli się dwa razy. Z pisaniem ikon jest podobnie. Towarzyszy mu spokój, refleksja, zaduma. Nie da się tego zrobić szybko, byle jak i byle gdzie – mówi pani Brygida. Proces przygotowawczy jest długotrwały. Deska będąca podstawą ikony musi być wykonana z miękkiego drewna. Najlepiej z lipy lub brzozy. Następnie jest etap żmudnego szlifowania, by jej powierzchnia była gładka jak lustro. Dalej nakłada się grunt, najlepiej naturalny, np. z żelatyny i kredy. Ważna jest ilość warstw. Sztuka pisania ikon zakłada, że powinno ich być dwanaście, na pamiątkę dwunastu apostołów. Dopiero wówczas rozpoczyna się pisane, składające się z wielu następujących po sobie warstw, by wydobyć głębię obrazu. Finalne wykończenie, by uzyskać połysk to także etap, który nie jest wykonywany jedno warstwowo. Pani Brygida zwraca też uwagę, że do pisania ikon potrzebna jest wena.

– Najbardziej lubię pisać jesienią i zimą. Nie ma wtedy obowiązków na działce. Za oknem jest ponuro, chłód wciska się do mieszkania. Tymczasem z ikon biją ciepłe, żywe kolory, które dodają energii. To ciepło bije też od płatków złota, które nakłada się z największą starannością. Potrafię siedzieć przy ikonach nawet po kilkanaście godzin dziennie – mówi pani Brygida.

Reklama

Napisze Pani ikonę?

W ciągu dekady pani Brygida napisała kilkadziesiąt ikon. To obrazuje jak bardzo pracochłonny jest to proces.

– Nie robię tego zarobkowo. To moje hobby, tak jak mówiłam moja modlitwa. Ponadto jest też moja forma podziękowania komuś za coś. Nasz syn jest księdzem. Gdy uczył się w seminarium, z którego wysyłano go w różne części świata spotykał wielu ludzi, którzy w różny sposób mu pomagali. Chcąc wyrazić wdzięczność za dobre serce pisałam dla nich ikony. Trafiły one dzięki temu m.in. do Austrii, Szwajcarii, Belgii a nawet Stanów Zjednoczonych. Chyba się ludziom podobają, bo wieszają je na ścianach, nie chowają do szuflady. Jeżeli chodzi o Krajenkę to wiele osób o tym, że piszę ikony dowiedziało się podczas benefisu pracy artystycznej pana Ryszarda Pełko, gdy my, jego podopieczni prezentowaliśmy swoje prace. Nie lubię się tym chwalić. Traktuję to jako normalną rzecz. Coś co zostało mi dane i z tych umiejętności korzystam. Dla wielu znajomych też napisałam te ikony. Cieszy mnie, że sprawiają im one radość, że cieszą ich oko, że być może za ich pośrednictwem przekazują swoje modlitwy – mówi pani Brygida. Pisać zamierza dopóki wystarczy jej sił.

Reklama

– Bardzo wspiera mnie w tym rodzina. Dziękuję im za lata wyrozumiałości wobec tego co robię, a jednocześnie podnoszenie mi poprzeczki, żeby każdy detal był jeszcze bardziej dopracowany, by pojawiły się trudniejsze wzory – stwierdza pani Brygida.

Sz. Chwaliszewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości