Reklama

Buszuję coraz odważniej. Rozmowa z pasjonatką fotografii

10/10/2017 18:30
– Patrzą na mnie jak na dziwoląga, bo jakiś na zielono ubrany babsztyl leci nad ranem z aparatem do lasu – mówi Monika Zelek, której pasją są fotograficzne łowy

Co Pani widzi, gdy patrzy przez obiektyw aparatu?

Dzięki niemu w ogóle zaczęłam zauważać otaczający mnie świat. Że świeci Słońce, że zieleń jest zielona, bo obok nas istnieje świat, o którym nie miałam dotąd pojęcia. Nie zauważałam go w codziennym biegu.

Gdy już zatrzyma Pani ten świat na zdjęciu, mówi Pani: wow!?

Czasem tak, dlatego że chwytam na zdjęciu chwile tak ulotne i dla mnie nowe. Gdy spotykam zwierzęta czy pięknie padające światło, to mówię: wow! Zachwycam się światem i cieszę się, że mogę w nim żyć.

Wcześniej Pani tego nie zauważała?

Nie tak intensywnie, do czasu gdy zachwyciłam się zdjęciem zobaczonym w internecie. Był na nim batalion o świcie nad Biebrzą, w otoczeniu pięknych kropel rosy. Batalion jako ptak był mi w ogóle nieznany. Wtedy zastanowiłam się, czy też mogłabym czegoś takiego doświadczyć. Tak postanowiłam kupić aparat. To było trzy lata temu.

Reklama

Mieszka Pani w Lipce od zawsze i od zawsze te tereny słyną z bogactwa przyrody, a dopiero trzy lata temu Pani to odkryła. Zdumiewające.

Są lasy, jeziora, łąki i choć wcześniej je widziałam, to jednak nie zaglądałam w nie głębiej. Dopiero od niedawna buszuję w nich odważniej. Fascynują mnie zwierzęta i przygoda związana z ich podchodzeniem. Ubieram się w maskujące kolory, nie używam perfum i wychodzę do lasu przed świtem lub po południu, choć nie wiem, czy cokolwiek spotkam. Czasem, po godzinach przygotowań, wracam z niczym. A czasami idę „na żywca” i spotykam zwierzęta, których przysłowiowy Kowalski na pewno nie spotka na ulicy.

Reklama

(fot. Monika Zelek)

Co w takim razie ma Pani „ustrzelone”?

Gratką dla mnie są borsuki. Dwa lata temu spotkałam maluszka, który doprowadził mnie do swojej rodziny. W ubiegłym roku rodzina borsucza miała troje młodych, w tym roku - pięcioro. Obserwuję to miasto borsucze regularnie. Teraz ta rodzinka przygotowuje się do zimy – kopie nowe nory (było ich dotąd dziewięć, w tym roku powstały dwie nowe, więc jest ich w sumie jedenaście, nigdy nie wiadomo z której wyjdą) i włóczy ściółkę, by wymościć swoje gniazdko. Gratką dla mnie jest też łasiczka, kuna leśna, bobry, zimorodek.

Reklama

Jak Pani podchodzi do kwestii obrabiania zdjęć? To co Pani pstryknie jest naturalnie piękne, czy też ulepsza Pani swoje dzieło w komputerze?[[pay]]

Fotograficznie i obróbkowo jestem laikiem. Mam najprostszy program, w którym czasem wykadruję zdjęcie, lekko je wyostrzę i zastosuję autokontrast. Nie używam żadnych fajerwerków, ale też jestem zwolenniczką naturalnych zdjęć. Nie sztuką jest zrobić złe zdjęcie i potem je poprawić. Poza tym ja bardzo krytycznie podchodzę do swoich zdjęć. A że raz na zdjęciu zimorodka wymazałam gałązkę i profesjonalista to zauważył, i stwierdził, że bolą go aż od tego oczy, to skończyłam z ingerencją w fotografie. Jestem amatorem, który się uczy.

Jednak zawzięła się Pani bardzo. Kto wstaje o 2:30, by pójść do lasu na fotograficzne łowy?

To jest tak fascynująca przygoda, że jeśli raz się tego spróbuje, to potem chce się tego więcej, bardziej. Na tym polega pasja. Człowiek nie patrzy na to, że będzie niewyspany czy że się czasami spóźni do pracy (co oczywiście mi się nie zdarza – śmiech).

Reklama

(fot. Monika Zelek)

Dla każdego pasjonata przychodzi czas, gdy chce się swoją pracą pochwalić, a może i skonfrontować z innymi.

Wrzucam moje zdjęcia na facebooka i tyle. Teraz odważyłam się wysłać jedno na konkurs, ale o tym cicho sza. Tam są miliardy zdjęć, ale chciałam spróbować. Jeżeli ja tego nie zrobię, to nikt za mnie tego nie zrobi.

Jednak nie chwalę się swoimi pracami, nie jestem chwalipiętą. Jedynie wymieniam się uwagami z Darkiem Staneckim, który także fotografuje. Robię to w dążeniu do podniesienia poziomu moich zdjęć. Poza tym publikując moje fotki chcę, by ludzie zobaczyli, że wokół nich istnieją tak piękne rzeczy. Tutaj. Teraz. By zachwycili się tym, co jest wokół nas.

Reklama

Ma Pani marzenia związane z fotografią?

W środowisku fotografików mówi się, że amator marzy o sprzęcie, zawodowiec o kasie, a mistrz o świetle. Ja jestem na początku drogi, a już marzę o świetle. Tyle że mistrzem nie jestem…

Co musi Pani zrobić, by wejść na wyższy fotograficzny poziom?

O to, co zrobić, by być dobrym fotografikiem musi Pan zapytać kogoś dobrego. Ja jestem amatorem. Nie mam wzoru, osoby, którą staram się naśladować. Nie powielam prac innych, szukam własnej drogi. Podstawa to zaprzyjaźnić się ze sprzętem i poznać jego działanie. Ja cały czas się uczę.

Poza przyrodą pociąga Panią coś jeszcze?

Na razie nie. Tylko przyroda! Obserwuję portrety i pejzaże, czasami mnie one fascynują i podziwiam kunszt ich autorów, ale póki co najbardziej pociągają mnie zwierzęta.

Reklama

(fot. Monika Zelek)

Wie Pani o nich sporo. Domyślam się, że to element przygotowań do polowań z aparatem w dłoni.

Poczytuję na ten temat. To naturalne, że jeśli coś sfotografuję, to szukam informacji co to jest, uczę się łacińskiej nazwy i wielu innych rzeczy. Muszę wiedzieć, gdzie dane zwierzęta bytują, kiedy mają okres godowy i tak dalej, żebym nie chodziła po omacku.

Co Pani czuje, gdy naciska spust migawki?

Adrenalina skacze mi o 1500%! Czuję szczęście. Na przykład gdy ostatnio borsucza mama wyprowadzała swoje młode i pozwoliła mi obserwować je z około pięciu metrów. Nie wiem, dlaczego. Przecież to niemożliwe, żeby mnie nie czuła i nie widziała. A ona spokojnie je odrapywała i wygryzała im insekty. Czuł się przy mnie bezpieczna ze swoim potomstwem, zaufała mi? Magia.

Reklama

Jak ludzie reagują na Pani pasję?

Niektórzy mi kibicują i mówią: „fajnie, że masz pasję”. Inni parzą na mnie jak na dziwoląga, bo jakaś ruda, na zielono ubrana baba lata nad ranem po lesie z aparatem za przysłowiowymi sarenkami - czy to jest normalne? Nie wszystkich ten świat zachwyca. Każdy interesuje się czymś innym albo nie interesuje się niczym, niestety.

(fot. Monika Zelek)

Na co dzień jest Pani ekspedientką i spotyka mnóstwo ludzi. W lesie jest Pani sama. To taka ucieczka?

Uciekam, to prawda. Nie chodzi o to, że jest mi tam lepiej, bo ja dobrze czuję się wśród ludzi. Lubię rozmowy z klientami, cieszę się gdy zadowoleni wychodzą ze sklepu i wracają do niego kolejnego dnia. Zwłaszcza, że mam w sobie gen sprzedawcy, bo moja babcia także wykonywała tę pracę. Jednak w lesie, z aparatem, odpoczywam.

Reklama

Myślała Pani o wystawie swoich zdjęć? Tu, w Lipce?

Nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Marzę o tym, by ten świat nadal istniał, a zdrowie pozwoliło mi go podglądać. Może uda mi się kupić lepszy sprzęt, bo bez niego trudniej uwiecznić pewne rzeczy.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Darek Stanecki - niezalogowany 2017-10-15 22:43:57

    Świetny wywiad! Gratuluję Monia! Trwaj w tej pasji, bo robisz świetne fotki!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    maniek.nr1 - niezalogowany 2017-10-11 17:32:01

    Tak trzymać. Proponuje już teraz w tajemnicy zbierać argumenty dla rodziny / przyjaciół, na poczet tego, że czwarty aparat, jak i kolejne "szkiełko" jest absolutnie konieczne:-) i bez tego ani rusz! Sam to przerabiałem...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    fotoman - niezalogowany 2017-10-11 05:31:52

    Fajny aparat na zdjęciu. też taki mam.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości