Sprawa, którą przed tygodniem nagłośniono w Internecie, rozpoczęła się w sobotę 8 sierpnia. - Otrzymałam anonimowy telefon od osoby mieszkającej w rejonie ulicy Targowej, że przy tej właśnie ulicy od rana do wieczora uwiązane stoją konie, które w ponad trzydziestostopniowym upale nie mają ani wody, ani cienia – relacjonuje Katarzyna Korycka-Walasiak, przewodnicząca łobżenickiego koła TOnZ. Natychmiast postanowiła reagować. - Szybko udało się znaleźć kontakt do właściciela. Ten w rozmowie telefonicznej przyznał, że faktycznie taki stan rzeczy nie może mieć miejsca i zobowiązał się, że zadba o konie – dodaje K. Korycka-Walasiak. Chwilę po tej rozmowie zadzwoniła drugi raz. Tym razem do osoby zgłaszającej problem. - Uczuliłam ją i poprosiłam, by przyglądała się temu, co będzie się działo, czy faktycznie będzie poprawa – mówi przewodnicząca TOnZ. Chodziło o to, by mieć podstawy do twierdzenia, że to nie jest przypadek powstały na zasadzie jednorazowego incydentu. Następnego dnia jej telefon zadzwonił ponownie. - Znów jest to samo – usłyszała w słuchawce. Ze względu na obowiązki służbowe Katarzyna Korycka-Walasiak w miejscu, w którym trzymane są konie, pojawiła się w środę 12 sierpnia. – To, co relacjonowano przez telefon, potwierdziło się. Upał, zero cienia, a konie stały uwiązane, bez wody, w zagraconym wybiegu, choć nie wyglądały na zabiedzone, maltretowane– opisuje przebieg zdarzenia. Nie zastała wtedy właściciela. Anonimowy informator znów odezwał się do szefowej łobżenickiego TOzN w piątek 14 sierpnia około godziny 21:00. - Przekazano mi, że w zagrodzie jest czterech mężczyzn, którzy próbują przypiąć konie do bryczki. Słychać końskie rżenie, krzyki, przekleństwa i odgłosy uderzania batem – mówi pani Katarzyna. Mimo późnej pory postanowiła sama przekonać się, co dzieje się na tyłach ulicy Targowej. - Bałam się podejść bliżej, ale widziałam całą sytuację z daleka i to przelało czarę goryczy. Zwłaszcza gdy padły słowa: „przypier...l mu jeszcze raz!”. Łobżeniccy miłośnicy zwierząt postanowili nagłośnić sprawę w internecie, jeszcze w piątkowy wieczór. 15 sierpnia do internetu trafił też film, który dokumentuje przebieg tresury z innego dnia. - Materiał jest bulwersujący. Widać na nim mężczyznę trzymającego konia za uzdę i okładającego go z całej siły grubym kijem. Pokazałem ten film fachowcom od opieki nad końmi i tym, którzy od lat zajmują się tresurą. Wszyscy potwierdzili, że w ten sposób konia się niczego nie nauczy, jedynie zadaje mu się ból. Zdjęcia także skomentowali w sposób, który nie budzi wątpliwości, że zwierzęta nie mają należytych warunków, np. porządnego, uprzątniętego wybiegu, po którym mogłyby swobodnie chodzić– mówi K. Korycka-Walasiak. W poniedziałek 17. sierpnia przewodnicząca koła TOnZ w Łobżenicy sprawą postanowiła zainteresować Policję. Jako materiał dowodowy przekazała zdjęcia i film oraz nazwiska świadków, którzy mogli potwierdzić, że zwierzęta trzymane były bez wody w upalne dni i że ich tresura zakrawała na znęcanie. Tego dnia doszło też do konfrontacji Katarzyny Koryckiej-Walasiak z właścicielem zwierząt. - Pan zarzekał się, że w życiu konia nie uderzył. Twierdził też, że konie są pod stałą opieką weterynaryjną, są dobrze karmione i pojone. Jego głos przybierał jednak coraz wyższy ton, bo nie spodobało mu się, że o sprawie zrobiło się głośno w internecie. Groził zgłoszeniem tego na Policję. Poinformowałam go, że Policja już o sprawie wie... W żadnym wypadku nie twierdziłam, że te konie były głodzone czy zaniedbane, ale trzymanie na słońcu i ta tresura to fakty, które nie powinny mieć miejsca i które należy napiętnować. O to nam właśnie jako TOnZ chodzi, bo zwierzęta, to nie przedmioty – czują zarówno głód, jak i pragnienie, a także ból i strach – mówi pani Katarzyna.
Inną wersję zdarzeń przedstawia właściciel zwierząt. - Te zdjęcia to fragment wyrwany z kontekstu, ukazujący daną chwilę, w momencie, kiedy nie było mnie w okolicy zagrody. Chciałbym zapytać, dlaczego nie nagrano filmu z całego dnia? Albo nie robiono zdjęć co 15 minut. Wtedy byłoby widać, że konie były uwiązane od godziny 7:00 do 15:00, gdy otwarta jest brama, żeby za nią nie wybiegły. Później trafiają na koplę, gdzie uwiązane już nie są. Widać byłoby też, że jeśli nie ja to ktoś inny co dwie godziny nosił im świeżą wodę – mówi właściciel. Zadaje też retoryczne pytanie: czy lepiej jest, gdy zwierzę otrzymuje świeżą wodę, czy gdy ta stoi cały dzień na słońcu i ulega zepsuciu? - Zwierzęta są pod stałą opieką weterynaryjną, odrobaczane co pół roku. Ponadto, ponieważ teren, gdzie trzymane są konie, graniczy z punktem skupu zwierząt, raz w miesiącu jest tu lekarz z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Pile, który widzi tę zagrodę i nigdy nie zgłaszał żadnych uwag. W momencie, gdy ta sytuacja się zaczęła poprosiłem też o zbadanie koni zootechnika specjalizującego się w hodowli i innego lekarza weterynarii, by upewnić, że zwierzęta są w dobrej kondycji. Potwierdzili moje słowa, że konie są zdrowe - przekonuje właściciel. Co sądzi na temat tresury, którą widać na filmie? - To nie był żaden gruby kij a brzozowa witka, którą nie mogłem wyrządzić żadnej krzywdy. Co więcej: i pani zootechnik, i pani weterynarz, które były zbadać konie, potwierdziły, że to jest element wychowawczy – dodaje właściciel. Te opinię miało mu też potwierdzić kilku innych hodowców i kuczerów. Mężczyzna komentuje też zasłyszane przez Katarzynę Korycką-Walasiak wulgarne słowa - padły w momencie, gdy konie tresowała czwórka mężczyzn. - Pani faktycznie musiała widzieć to z daleka. Te słowa padły, ale powiedział je jeden kolega do drugiego, bo ten nie wiedział, jak ma ustawić bryczkę. Należy to traktować w kategorii żartu. Myśmy się wtedy bardziej poobijali i zmachali niż te konie – stwierdza hodowca. Jego zdaniem też troska TOnZ jest na wyrost. - To są konie rasy konik polski, odporne na choroby i trudne warunki utrzymania – przekonuje mężczyzna.
Z informacji przekazanych przez mł. asp. Żanetę Kowalską, oficera prasowego Komendy Powiatowej Policji w Pile wynika, że sprawa jest w toku. Funkcjonariusze posterunku zbierają materiał dowodowy. Przesłuchiwane są osoby, które mogą przekazać cenne do wyjaśnienia sprawy informacje, wskazujące, czy do uchybień w hodowli koni przez jednego z mieszkańców Łobżenicy faktycznie dochodziło, czy też nie. Wszystko powinno stać się jasne w ciągu kilku najbliższych tygodni. Fot. TonZ w Łobżenicy
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze