Reklama

Chcę być rozpoznawalna

11/06/2013 11:39
Ma własny styl i marzy o życiu ze sztuki. Dziś maluje, pisze ikony i wyrabia nazwisko. Z artystą plastykiem Renatą Kowalczyk rozmawia Łukasz Opłatek

Pani Renato, jak rodzi się obraz?
Obraz rodzi się we mnie. Nie robię projektu - mam go w głowie. Nie przenoszę na płótno realistycznego, zapamiętanego obrazu, robię go jakby od środka - to jest uzewnętrznienie mojej kobiecości. W moich obrazach jest i subtelność i dzikość, delikatność i szaleństwo....


Musi Pani okiełznać wizje, które powstają w wyobraźni?
Czasami trudno, ale odczuwam dużą radość wewnętrzną, tworząc. Często włączam muzykę i maluję. Zdarzało się, że ktoś mnie naciskał, żebym namalowała orchideę, a wychodziły mi dzikie róże – bo tego obraz ode mnie wymagał. Nieraz odstawiam obraz i wracam do niego po kilku miesiącach. Nie wiem, jak to się dzieje, że ta wizja przechodzi z głowy przez rękę na płótno.


Skąd u Pani to zamiłowanie do sztuki?
Każde dziecko w szkole coś tam rysuje, ja chodziłam na kółko plastyczne w „Trójce”. Potem skończyłam Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Bydgoszczy. Życie było dla mnie studiami, tak się potoczyło. Pracowałam w różnych miejscach, dzięki temu mogłam uczyć się różnych technik i wzbogacać swój warsztat. Praca w Chodzieży pomogła mi nauczyć się techniki sitodruku i zdobnictwa na porcelanie. Dzięki sześcioletniej współpracy z drukarniami i wydawnictwem PUBLICAT w Poznaniu nauczyłam się realistycznie przedstawiać rzeczywistość, wykorzystując piórko, aerograf, akwarelę i inne techniki malarskie. W Raciborzu nauczyłam się grafiki komputerowej, a w Złotowie przygotowania projektów do fleksografii.


Robi Pani tak wiele rzeczy i wciąż Pani mało…
Lubię się uczyć. Teraz dzięki prezesowi oddziału pilskiego ZPARP Andrzejowi Binkowskiemu mam możliwość uczenia się starych technik przygotowania podłoża malarskiego i malowania temperą, którą sama mogę przygotować. Od pół roku uczę się pisać ikony. Dla mnie to jest kolejne wyzwanie. Uważam, że każdy musi się rozwijać.

[[reklama]]

Podobno każdy z nas ma jakiś dar. Nietaktem byłoby go zlekceważyć?
Nie wolno go lekceważyć. Niektórzy odstawiają go na bok, a mi życie pokazało niejednokrotnie, że jeżeli wykorzystuję dary, jakie otrzymałam od Opatrzności, to wtedy moja droga życiowa jest znacznie prostsza. Każdy ma jakiś dar, z którym powinien wyjść do ludzi.


Patrząc na Pani obrazy – pełne koloru, energii, zastanawiam się, jak Pani postrzega świat.

Mam bardzo optymistyczne podejście do życia. Dlatego nie lubię smutnej sztuki. Chcę, by ludzie, patrząc na moje obrazy, czuli radość i wewnętrzny spokój.


To wystarczy?
Dla mnie tak. Jeżeli ktoś przychodzi na moją wystawę, a miałam je trzy, i jest uśmiechnięty, to dla mnie to jest duża satysfakcja. Bo to światło, kolory w obrazach dają im radość.
Nie lubię smutnej sztuki, ludzie ze swoimi problemami czy niepowodzeniami w życiu nie powinni wracać do domu czy też iść na wystawę, widząc tę samą szarość na obrazach... Sztuka powinna być dla nich oderwaniem od rzeczywistości, czymś, co spowoduje spokój i radość. I ubarwi codzienność.


A propos kolorów, Pani ma je w sobie?
Chyba tak. Ja w malarstwie znalazłam swój własny styl – nowy, nowoczesny. Nie zauważyłam, żeby ktoś patrzył na malarstwo tak, jak mi się to udaje.


Mocno powiedziane. Na czym polega Pani nowatorstwo?
Na podejściu do tematu, na motywacji – chodzi o pokazanie kobiecego wnętrza. Samo malowanie przez używanie faktury czy rozmazywanie. Patrząc na moje obrazy ma się wrażenie, że powietrze na nich jest pełne zapachu i ciężkie. Połączenie faktury z płaskim malowaniem i czystymi, przenikającymi kolorami daje tę inność. Zresztą na tę inność zwrócili uwagę rzeczoznawcy i krytycy sztuki już na Biennale, na którym otrzymałam Grand Prix.


Jak już się robi jedną rzecz, to wprowadzanie kolejnych jest łatwiejsze?
Każda działalność ma swoją specyfikę. Do tworzenia ilustracji czy obrazów na porcelanie wykorzystuje się zupełnie inne techniki. A obraz to jest po prostu czyste szaleństwo – człowiek wyrzuca z siebie wszystko. Ikony z kolei muszą trzymać się wyznaczonych kanonów i są bardzo pracochłonne. Ja muszę robić ciągle coś innego.

[[reklama]]

Wciąż szuka Pani dla siebie sposobu wyrazu?
No właśnie zastanawiam się, w czym jeszcze (śmiech). Na dzisiaj, gdy jestem w stanie zrobić coś bardzo realistycznego, jak ilustracje, jakieś szaleństwo na płótnie, a także coś trwałego dla ludzi w postaci obrazów na porcelanie, zaczynam odczuwać spełnienie. Może tak miało być, że przez te wszystkie lata uczyłam się różnych rzeczy, bo to było przygotowanie do czegoś większego. Więc tak czekam, co będzie dalej.


Wierzy Pani, że w jej życiu wydarzy się coś dobrego?
Tak. Teraz jestem tego pewna. Od dwóch lat żyję z wielkim optymizmem i wiem, że wszystko idzie w dobrym kierunku.


Dziś swoją przystań ma Pani w złotowskim spichlerzu. Ze Złotowem wiąże Pani swoją artystyczną przyszłość?
Chciałabym zrobić tutaj w spichlerzu małą galerię i eksponować prace naprawdę dobrych artystów ze Związku. Marzy mi się także plener, bo Złotów jest naprawdę pięknym miastem. Część z tych powstałych podczas niego obrazów miałaby zostać w naszym mieście. Od czerwca będę również członkiem złotowskiej Pasji, bo ważna jest dla mnie integracja artystów regionalnych i z kraju.


Wydaje mi się, że każdy artysta chce, by coś po nim pozostało. Co miałoby zostać po Pani?
Już chyba trochę zostało (śmiech). Nie chodzi mi o wielką sławę, ale chciałabym być rozpoznawalna. Miałam taką sytuację podczas wystawy w galerii Śródmiejskiej w Pile, że przyszła do mnie Pani, która powiedziała, że wcześniej widziała obraz w podobnym stylu. A widziała właśnie mój obraz. I właśnie o to chodzi: fajnie, że ludzie zaczynają rozpoznawać moje prace.


Jednak od rozpoznawalności do zarobku daleka droga…
Wiadomo, że bym chciała mieć terminarzyk, w którym zapisane byłyby zlecania, terminy i pieniądze, jakie zarobię, ale na dzisiaj z malarstwa nie żyję. Obrazy ludziom się podobają, nawet chcieliby kupić, ale każdy liczy pieniądz.
Jednym z celów drogi artysty, więc i mojej, jest zintegrowanie się ze środowiskiem artystycznym, zaistnienie jako uznawany twórca, który ma coś do powiedzenia. Dlatego też biorę udział w konkursach.


Tak jak Ogólnopolski Biennale Plastyki Dąbrowa Górniczej. W ubiegłym roku zdobyła tam Pani Grand Prix za obraz olejny „Malwy”. To taki pierwszy krok do spełnienia założonego celu?
To było chyba to, na co czekałam, żeby móc wrócić do „swojego” malarstwa. Nie skłamię, jeżeli powiem, że to mnie uskrzydliło i dzięki pomocy ludzi ze Związku wyszłam ze swoimi pracami do ludzi. Zresztą serdecznie zapraszam na wystawę partnerską, którą mam z Jolą Surmą w Galerii „Na poddaszu” w PWSZ w Pile oraz na 7. czerwca do złotowskiej biblioteki na przegląd moich ilustracji do książek.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama