Od Timo Bolla, Jan-Ove Waldnera, chińskich wojowników jak Ma Long, Zhang Jike - od każdego coś. Wtedy mam szansę stać się naprawdę wielkim tenisistą. O planach, ambicjach z Pawłem Fertikowskim rozmawia Karol Zabel
Ostatnie Twoje sukcesy to niewątpliwie ćwierćfinał Ligi Mistrzów, który osiągnąłeś z Bogorią Grodzisk Mazowiecki. To naprawdę wielka sprawa - gratuluję.
To prawda, cieszymy się z tego bardzo. Plan minimum, jaki sobie założyliśmy, został zrealizowany. Tym bardziej, że w dwóch meczach graliśmy bez naszego asa, 12. rakiety świata Oh Sang Una. Presja była duża. Wyszliśmy z drugiego miejsca i teraz w styczniu czeka nas bój z Chartles ASST. [[reklama]] Oglądałem i widziałem, że zabrakło Ci naprawdę niewiele, aby pokonać byłego mistrza świata Wernera Schlagera. Miałeś 6 meczboli.
Dwa dni przed meczem nawet nie wiedziałem, że zagram. Byłem szykowany na turniej ogólnopolski, a tu takie postanowienie, że wyjdę i zagram. Czułem się zdrowy i był to mój pierwszy mecz w Lidze Mistrzów. Na początku byłem spięty, lekka presja - wiadomo. Im dłużej mecz trwał, tym jego przebieg układał się na moją korzyść. Trzeci set pokazał, że mogę jak równy z równym walczyć. Tak, miałem 6 meczboli. Szkoda, że nie udało mi się, ale słowa uznania dla mistrza, który zagrał w końcówce niemożliwe wręcz piłki. Sam występ należy zapisać do udanych. Dałem kibicom emocje i pokazałem, że będę się liczył.
Koszykówka, siatkówka czy piłka nożna - to dyscypliny cieszące się największą popularnością. Tymczasem Ty postawiłeś na tenisa stołowego - to niecodzienny wybór.
Tak, jest to sport niszowy, inny. Poza tym mój tata już go trenował. I to on w głównej mierze mnie zaraził. Przyszedłem z nim na treningi i spodobała mi się ta gra. Wydała mi się ciekawa, mimo że trudna, złożona. Dużo zawdzięczam pierwszemu trenerowi Henrykowi Rogali i jego synowi. Wiele razy pracowałem z nimi indywidualnie, co wiele mi dało. Reasumując, miałem dobry sztab, wytrwałych i kochających rodziców i miałem się od kogo uczyć. Były trudne momenty w mojej przygodzie sportowej, ale zawsze czułem, że tenis stołowy to coś, co będzie mnie zawsze pasjonowało. Ambicji do uprawiania tego sportu mi nie zabraknie. Z dozą szczęścia i mądrości mogę naprawdę sporo osiągnąć.
Co utkwiło Ci z okresu, kiedy ledwo sięgałeś do stołu i duże trudności sprawiał Ci sam serwis?
Miałem specyficzny serwis znad głowy. Grałem tylko forhendem, byłem szybki, zwinny. Pamiętam, że grałem ze starszymi od siebie zawodnikami i udawało mi się wygrywać pomimo niewielkiego wzrostu. Ogrywałem się cały czas. Przejmowałem się wtedy wszystkimi pojedynkami, nie potrafiłem przejść od jednego meczu do kolejnego. To mnie blokowało. Z czasem musiałem dojrzeć, na czym polega sport, że nie zawsze jest po myśli zawodnika, tak jakbyśmy sami sobie tego życzyli.
Rozumiem że tenis stał się Twoim sposobem na życie?
Jak najbardziej, już od wielu lat zresztą tenis to moje życie.
Nie miałeś dość, nie byłeś zmęczony? Nie myślałeś: po co mi to wszystko?
Był taki moment, jak grałem w Zielonej Górze 7 lat, gdy odszedł trener Tomasz Redzimski, z którym byłem bardzo mocno związany. Wtedy brakowało mi takiego trenera, któremu dałbym 100 procent swojego zaufania. Nie miałem poczucia, że moja gra staje się lepsza. Nazwałbym ten okres krytycznym momentem, zastanawiałem się, czy iść w karierę sportową, czy odpuścić. Wtedy przyszła propozycja z Bogorii i powrót do trenera Redzimskiego. Skorzystałem z tej szansy, z czego jestem bardzo zadowolony. Klub bardzo profesjonalny, dobrzy sparingpartnerzy, koledzy. Każdego dnia zaczynam trening w głowie od zera i zastanawiam się, co można poprawić, ulepszyć. Odcinam się od przeszłości i ostro zasuwam.
Poza tym tenis pozwala odciążyć rodziców finansowo i o to chodzi. Oni mi pomagali wiele razy, abym mógł znaleźć się właśnie w tym miejscu, w którym obecnie jestem.
Jak zatem wygląda dzień z życia zawodowego tenisisty stołowego?
O 7.00 pobudka. Śniadanie, szykuję sobie odżywki. Następnie spotykamy się o 7.45 na sali i zaczynamy trening fizyczny 30 - 40 minut. Potem trening techniczny 2 godzinny. W końcu rozciąganie 30 minut - czyli trening ranny to około 3 - 3,5 godziny. Obiad, odpoczynek w domu i kolejny trening od 16.00 do 18.00. Oprócz tego dwa razy w tygodniu mamy fitness z rehabilitantką, jeździmy dodatkowo na siłownię i basen. I nie zapominam o treningu mentalnym, muszę prowadzić dzienniczek treningowy.
Na czym polega trening mentalny?
Współpracujemy z trenerem Jerzym Grycanem. Bardzo uznana postać w światku sportowym. Pracujemy od roku i widzę już postępy. Każdy z nas tworzy integralny, indywidualny plan zajęć z całego rozwoju osobistego. Wiemy, nad czym mamy pracować pod względem fizycznym, taktycznym, technicznym. Jest to kompletny trening. Wiemy, gdzie są nasze słabe i mocne strony. Wdzięczny jestem trenerowi za wiedzę, którą mogę chłonąć i dzięki temu staję się lepszym, świadomym zawodnikiem.
Na kimś opierałeś swą sportową przyszłość, kogo podpatrujesz, podziwiasz?
Z młodości wymienię choćby Michała Rogalę ze Złotowa. Potem Timo Boll, niemiecka gwiazda, która jest w czołówce świata do dzisiaj. Miałem okazję widzieć go, spotykać się na turniejach narodowych, grać koło niego. Wszystko stało się takie naturalne. Poza tym mój partner z ekipy Kuba Kosowski, podziwiam to co osiągnął, z jakim heroizmem doszedł do wielu rzeczy. Postawy takie dają mi wiele przemyśleń i mogę czerpać garściami dla siebie. Podpatruję ludzi, którzy po ciężkiej kontuzji tak jak ja wyszli z tego jeszcze mocniejsi.
Przypomnijmy, jak ciężką kontuzję miałeś?
Miałem operację biodra. Męczyłem się z tą dolegliwością już pół roku wcześniej. Operacja była ostatecznością i poddałem się jej 7 kwietnia zeszłego roku. Doszły do tego komplikacje z kolanem jednym, potem drugim. Na końcu, jakby było tego mało, zaczął doskwierać kręgosłup. Generalnie tenis wbrew pozorom to bardzo kontuzjogenny sport, gdzie ciążka fizyczna praca jest wałkowana codziennie. Za szybko chciałem wrócić i znów zaczęły się komplikacje. Wtedy z moją rehabilitantką i z doktorem Ryszardem Biernatem stworzyliśmy wspólny plan indywidualny dla mnie, jak muszę ćwiczyć. Wydłużyliśmy czas rehabilitacji, co zadziałało na moją korzyść. Wróciłem dopiero na początku listopada, wiedząc, że mogę w 100 procentach poświęcić się tenisowi. Musiało upłynąć prawie 8 miesięcy, abym znów mógł wspiąć się na wysoki poziom.
Andrzej Grubba - jak go oceniasz?
Oglądałem, analizowałem jego karierę. Wielka postać, która wyprowadziła tenis na światowe salony. Każdy go zna, był markową postacią, świata sportu, nie tylko tenisowego. Imponował mi swoją postawą w sporcie i w życiu, ambicją, kochał to co robił, więc wiele można się od niego było nauczyć.
Ile w takim razie brakuje Ci do takich tuzów światowego tenisa?
Bardzo dużo. Podoba mi się w ogóle chińska szkoła. Na niej staram się wzorować. Być jak najbliżej Chińczyków. Oni grają najlepiej, cała Azja zresztą. Oni też są dla mnie inspiracją.
Wracając do pytania, brakuje mi sporo w każdym aspekcie, czy to fizycznym, czy technicznym. Trzeba wielkich kroków, żeby dorównać najlepszym. To, że miałem 6 piłek meczowych ze Szlagierem nie znaczy, że jestem na jego poziomie. Nie ma się czym podniecać. Mam potencjał, muszę ciężko pracować i być cierpliwym. Mam tego świadomość. Chcę w przyszłości być w czołówce Europy seniorów i zbliżyć się do czołówki światowej.
Jest w ogóle szansa, że Europa dogoni Azję?
Póki co wygląda to bardzo ciężko. Chiny są zamknięte na Europę. Widzimy, jak grają, ale jak trenują już mniej. Są zamknięci. Są pod każdym względem fantastycznie przygotowani. Tim Boll deptał im po piętach swego czasu, ale jest mu coraz trudniej i jego styl gry nie wystarcza na nich. Może upłynąć kilka lat, zanim ktoś z nimi zacznie regularnie wygrywać. Mają doskonałych zmienników, więc ta machina chińska się nakręca i trudno będzie z nią wygrać.
W tej pogoni za sukcesem Twoim marzeniem sportowym jest…?
Medal na olimpiadzie. Zresztą marzenia są po to, aby je realizować. Nie myślę o tym jednak na co dzień. Cegiełka po cegiełce i może uda się je zrealizować.
Jakim sprzętem grasz?
Od wielu lat jestem związany z firmą Tibhar.
W tej chwili kto w Polsce jest zdecydowanie najlepszy?
Myślę, że jest 4-5 osób, które biją się o to miano. Lucjan Błaszczyk, Daniel Górak, Bartosz Such, Wang Zeng Yi, Jakub Kosowki.
Grałeś z nimi. Jak układała się rywalizacja?
Wygrałem między innymi z Bartoszem Suchem. Na co dzień w klubie grywam z Danielem Górakiem i Wang Zeng Yi i dużo mi to daje. Z Luckiem Błaszczykiem na ostatnich Mistrzostwach Polski byłem blisko powodzenia. Nie jest aż tak daleko do tej czołówki. Mój system gry rozwija się. Po kontuzji mam inną świadomość własnego ciała, inaczej podchodzę do gry. Łatwiej mi przychodzą niektóre rzeczy.
Jesteś w kadrze Polski w szerokim składzie. Konkurencja duża?
Tak i mam świadomość, że są młodzi, że pociąg cały czas jedzie. Chcę jednak zadomowić się w najściślejszej kadrze A, która docelowo składa się 4-5 zawodników. Udowodnię trenerowi, że jestem wartościowym zawodnikiem nie tylko w kraju, ale i na arenie międzynarodowej.
Jakaś zabawna historia, która zapadła Ci w pamięci?
Na Mistrzostwach Świata w San Francisco. Pamiętam, pod hotelem stały wspaniałe limuzyny. Myśleliśmy, że wożą tam samych VIP-ów, tymczasem okazało się, że nasze dziewczyny z kadry jeździły sobie takimi na salę. Więc my też chcieliśmy. Wsiadamy - luksus pełen, i nagle dostrzegliśmy szklanki Made in Poland. Zaczęliśmy się śmiać - wszędzie nasi.
Twoje życie sportowca jest…
Wielką przygodą, wyzwaniem, inspiracją. Przez kontuzję zainteresowała mnie bardzo fizjoterapia, więc może w tym kierunku pójdę w przyszłości. Oprócz tego praca trenerska z młodzieżą i wychowanie dobrych zawodników.
Ulubione zajęcie?
Słuchanie muzyki, czytanie książek, pasjonuję się motoryzacją.
Kontrakt masz do czerwca. Przedłużysz czy może wyjazd za granicę?
Usiądziemy wspólnie z moim ojcem - menadżerem, właścicielem klubu i dojdziemy do porozumienia. Bogoria Grodzisk Mazowiecki to świetny klub i myślę, że będzie obopólna zgoda w kwestii przedłużenia kontraktu. Co do zagranicznych ofert pojawiały się już jakieś, ale nie dojrzałem do takiego wyjazdu. Poza tym tutaj rozwijam się cały czas. Wszystko co mi jest potrzebne mam na miejscu. Może w przyszłości. Nie mówię nie.
Najbliższy Tobie styl tenisisty?
Od każdego biorę coś. Od Timo Bolla, Jan-Ove Waldner, chińskich wojowników jak Ma Long, Zhang Jike. Wtedy mam szansę stać się wielkim tenisistą.
Zwycięstwo z jakim zawodnikiem rozstawionym najwyżej w rankingu ITTF masz na koncie?
Christopher Legout na Pro Tour w Anglii, który jest ok. 70. miejsca. Było blisko teraz z Wernerem Schlagerem (40 pozycja), ale wszystko przede mną.
Ty plasujesz się obecnie na pozycji…
240. Żeby znaleźć się wyżej, trzeba bardzo dużo jeździć po turniejach i grać jak największą ilość Pro Tourów.
Twoje mocne i słabe strony?
Dążę do tego, żeby mnie coś wyróżniało spośród zawodników. Na pewno charakterystyczny jest mój serwis. Poza tym dobry odbiór i atak forhendem. Nie chcę mieć wszystkiego na średnim poziomie, lecz coś naprawdę na najwyższym. Pracować muszę nad bekhendem, pracą nóg, która jest dużą rezerwą i może dać mi dużą przewagę nad przeciwnikami w przyszłości.
Czego Ci życzyć zatem?
Zdrowia, niezłomności i dużej cierpliwości.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze