Reklama

Chłopak z pasją

16/11/2011 10:18
Zamiłowanie do wędkowania zaszczepił w nim ojciec. Lata nauki, ale przede wszystkim zapał i intuicja, które miał we krwi, szybko przełożyły się na pasmo sukcesów. Starty w kolejnych zawodach potwierdzały jego klasę - w swojej grupie wiekowej Marek Jagła nie miał sobie równych. W ogólnej klasyfikacji w tegorocznej lidze zajął pierwsze miejsce, pucharu jednak nie odbierze...

Od wypadku, w którym Marek stracił życie, minęły prawie trzy tygodnie. Z pozoru nic się nie zmieniło, życie swoim codziennym rytmem toczy się dalej, jednak dla wielu osób świat skończył się 28 października. Trudno jest uwierzyć w to, że Marka już z nami nie ma. Ogromną stratę odczuwają przyjaciele, koledzy ze szkoły, rodzina, ale przede wszystkim rodzice. Dla nich czas stanął w miejscu.

Z tym, co się wydarzyło, ciężko jest się także pogodzić członkom Koła Miejskiego PZW, którego Marek był nadzieją. Nieczęsto zdarza się bowiem, żeby tak młody chłopak osiągał wyniki lepsze od starszych i bardziej doświadczonych wędkarzy. Zdarzało mu się także pokonywać swojego tatę, który nad wodę chodzi już od ponad 35 lat. Zdawało się, że uczeń przerósł mistrza. Świetnym wynikom nie można się jednak było dziwić – Marek wędkował od małego. Samodzielnie zaczął to robić już w wieku 10 lat, całkowicie naturalnie przychodziły mu więc rzeczy, których inni adepci tego sportu długo musieli się uczyć.
[[reklama]]

Cieszono się, że kołu rośnie następca dotychczasowego szefa. Niestety, nadzieja na taki rozwój sytuacji została wszystkim brutalnie odebrana. Członkowie złotowskiego PZW są wstrząśnięci. Tata chłopca, Piotr Jagła, zawiesił starty. Pustka po stracie syna nie pozwala mu cieszyć się pasją tak jak kiedyś. – Mam nadzieję, że tam na górze Marek będzie mógł powędkować – mówi.

Chłopiec miał także drugą pasję – skutery. Od półtora roku sam był posiadaczem jednego z nich. Dla pasjonatów tych jednośladów organizował spotkania, często razem z przyjaciółmi wybierał się na przejażdżki. Rodzice – jak większość chyba – mieli pewne obawy, ale ze względu na to, że od dziecka wpajali mu zasady bezpiecznego poruszania się po drodze godzili się na tę pasję. Zresztą zwyczajnie cieszyli się, widząc, jaką radość sprawia mu jazda. Wiedzieli, że choć jest jeszcze dzieckiem, mogą obdarzyć go zaufaniem. Cieszył się nim także wśród kolegów. Zawsze uśmiechnięty, wesoły, skory do pomocy. Budził sympatię, miał wielu przyjaciół, którzy zawsze mogli na niego liczyć. Pomagał. Feralnego dnia ostatnią rzeczą, jaką w życiu zrobił, był powrót do kolegi, który został w tyle.

Reklama

Żegnaj Synu, żegnaj Przyjacielu, żegnaj Kolego…

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości