Reklama

Chór może być fajny!

28/03/2016 17:15
Gdy występują, na widowni trzeba czasami dostawiać krzesła. Kiedy śpiewają, publika dotrzymuje im kroku. Dosłownie, ponieważ niektórzy nie opuszczają żadnego koncertu. Potrafią wyciskać łzy, nie tylko wzruszenia. Od śmiechu, gdy odgrywają kabaretowe scenki, też wilgotnieją oczy. Sonata jest w formie

Unikać sztampy – taki jest ich przepis na sukces. Nieskomplikowany, bo jego głównym składnikiem jest ciężka praca. Przyprawiona dyscypliną. Obowiązkowe próby dwa razy w tygodniu, wciąż nowe utwory do nauki, wymagająca dyrygent...

Pani Lilia każe nam trzymać poziom

– uśmiecha się wiceprezes Stowarzyszenia Społeczno–Kulturalnego Sonata, w ramach którego funkcjonuje chór, Jerzy Mikietyński. Mężczyzna przyznaje, że w czasie, gdy zaczynał przygodę ze śpiewaniem, dynamiką systematycznie rozbudowywanego repertuaru był zaskoczony. Ten musi być jednak pojemny, wszak znajdują się w nim pieśni na każdą okazję – sakralne, patriotyczne, biesiadne i gospel, do tego kawałki typowo rozrywkowe...

Reklama

Choćby przybliżonej liczby utworów, z którymi chór może wyjść na scenę nie jesteśmy się w stanie doliczyć.

O taki mam gruby skoroszyt z nutami

– rozsuwając kciuk i palec wskazujący demonstruje sekretarz Jadwiga Chudziak. Biorąc pod uwagę zaledwie pięcioletnią działalność jest to rozstaw imponujący. Za ich wyborem stoi Lilia Czaja. Dyrygentka – jak słyszymy – bardzo wymagająca.

Ma słuch absolutny, więc każde wahanie w głosie, każdą naszą pomyłkę czy błąd natychmiast wyłapuje

– wyjaśnia Halina Gonciarek, członkini zarządu stowarzyszenia. Lilia Czaja powyższe doniesienia z uśmiechem prostuje:

Reklama

Bez przesady, staram się nie wypruwać z chórzystów ostatnich żył. Jak już, to przedostatnie.

Wyszli z kościoła

Zaczęło się od księdza Andrzeja Szewczyka. To on, usłyszawszy podśpiewujących w szkole nauczycieli rzucił hasło, by skrzyknąć chór parafialny. Pomysł okazał się nośny – chętni znaleźli się na poczekaniu, a pierwszym testem powodzenia inicjatywy (dodajmy – zaliczonym) był świąteczny występ przygotowany na Boże Narodzenie. Typowo kościelny charakter to jednak tylko początki zespołu. Gdy na horyzoncie pojawiła się Lilia Czaja, zapadła decyzja o budowie świeckiego chóru. Nowy rozdział w życiu wokalistów rozpoczął się w lutym 2011 roku. To wtedy, w trakcie spotkania jakie odbyło się w sali kina Włókniarz, zdecydowano: działamy. Na rozterki nie było czasu – miesiąc później, na Dzień Kobiet, zaplanowany był pierwszy występ. Dlatego dylematy typu „czy aby na pewno się do tego nadaję?” trzeba było odsunąć na bok, przejść ponad nimi do pracy. Bo plan był ambitny. Dodajmy, że publiczność, która pamiętnego 8 marca przyszła do kina specjalnie dla Sonaty, nie zwiodła się. A trema? Pewnie, że była. Do dziś jest.

Reklama

Zajmuję się muzyką od wielu lat, a mimo tego czasem zadrży mi ręka, w której trzymam mikrofon

– zdradza Jerzy Mikietyński. Prezes stowarzyszenia Leopold Wiśniewski, który również jest weteranem sceny także przyznaje, że trema potrafi go dopaść na deskach. Tym bardziej, że dyrygent od swoich zasad nie odstępuje, a jedna z nich mówi, że każdy z chórzystów przynajmniej raz w roku musi zaśpiewać partię solowo, ewentualnie w duecie. Stres niweluje zawód.

W większości jesteśmy nauczycielami, zawsze przed kimś występowaliśmy, więc bariera strachu raczej jest za nami

Reklama

– wyjaśnia Halina Gonciarek. Zresztą Lilia Czaja zaznacza, że nie wymaga od wokalistów niemożliwego.

Dostosowuję utwory do ich możliwości

– tłumaczy, dodając, że wspomniane wcześniej trzymanie poziomu wcale nie oznacza, że w chórze śpiewać mogą wyłącznie osoby obdarzone wybitnym głosem.

Nigdy nikomu nie powiedziałam, że się nie nadaje do śpiewania, nigdy nikogo ze składu chóru nie wyprosiłam

– Lilia Czaja na małe niedoskonałości ma metodę: drobny kamuflaż.

Chórzyści mają świadomość, że nadużywać go nie można.

Reklama

Ludzie są dziś coraz bardziej wyrobieni muzycznie, więc coraz więcej się po nas spodziewają

– uważa Jerzy Mikietyński. Nie tylko profesjonalizm jest receptą na sceniczny sukces. Leopold Wiśniewski wskazuje jeszcze jedną składową: utrzymywanie kontaktu z publicznością.

Dobra robota

Chórzyści z Sonaty osiągnęli sukces. Dowód? Każdy występ to około setki słuchaczy i czasem taka liczba zaproszeń, że wszystkich przyjąć nie sposób.

Zdarza się, że przed naszym występem trzeba dostawiać krzesła

– cieszy się Halina Gonciarek, a Lilia Czaja zaznacza:

Reklama

To nie przyszło od razu. Najpierw musieliśmy udowodnić, że chór może być fajny.

Robimy dobrą robotę

– nie bez satysfakcji mówi Jerzy Mikietyński. Miarą efektywności są ci, którzy są stałymi bywalcami koncertów Sonaty.

Mamy porównanie z innymi miejscowościami. Na niektórych występach chóry śpiewają tylko dla siebie nawzajem, a u nas zawsze jest publiczność

– nasi rozmówcy zgodnie przyznają, że gdy widzą taką reakcję, pracować po prostu się chce. Motywacją są i brawa, i łzy. Te drugie pojawiają się nie tylko, kiedy rozbrzmiewają sentymentalne treści, ale i przy okazji muzycznych kabaretów, w które ostatnio bawią się chórzyści z Okonka.

Reklama

Pod statecznym sterem

Władzę w Stowarzyszeniu Społeczno–Kulturalnym Sonata, w ramach którego działa chór i które istnieje od 2013 roku, mimo przewagi liczebnej pań, dzierżą panowie. Podczas lutowego zebrania, w trakcie wyborów uzupełniających byłą prezes Danutę Perłowską, która złożyła rezygnację z członkostwa w stowarzyszeniu, zastąpił dotychczasowy wiceprezes Leopold Wiśniewski. Jego zastępcą – i obie kandydatury przeszły jednogłośnie – wybrano Jerzego Mikietyńskiego, który co prawda członkiem organizacji jest od kilku miesięcy, ale działając aktywnie udowodnił, że można mu powierzyć sprawy chóru. Jak sprawdza się męski duet?

To zdolne chłopaki

Reklama

– śmieje się Lilia Czaja.

Ktoś musi tym statkiem kierować, ktoś musi nad nim czuwać

– komentuje pan Leopold, a Halina Gonciarek dodaje, że panów cechuje chyba większa zdolność do trzeźwych ocen niż panie. One są bardziej emocjonalne. I, jak to kobiety, bardziej wymagające – przynajmniej w kwestii strojów.

My zmieniamy jedynie koszule na takie pasujące do ich ubrań. Garnitury zawsze są w porządku

– uśmiecha się pan Leopold i dodaje:

Jesteśmy tańsi.

No proszę, a jednak prezentują się jak milion dolarów.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    c - niezalogowany 2016-03-31 17:49:29

    najgłośniejsza ta najmniejsza

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Krycha - niezalogowany 2016-03-29 20:49:43

    mam ciary

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    bebe - niezalogowany 2016-03-28 17:53:18

    Patrycja naucz sie poprawnie pisać. Pod zdjeciem; kobiety i panowie. Szlag może człowieka trafić na takie niby dziennikarstwo. Cały artykuł trzeba przeczytac aby dowiedzieć sie ,że są z Okonka.W tytule to powinno byc...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama