Poniekąd tak, bo nie lubię przegrywać. Zawsze chcę być pierwsza, nawet jeśli jest to jakaś błahostka. Ale przegrywać też się już nauczyłam, więc to tylko po części prawda.
Startowałam w barwach Szkoły Podstawowej im. ks. dr. Bolesława Domańskiego w Zakrzewie. Moją trenerką i nauczycielką wychowania fizycznego była Alicja Matuszak. Z panią Alą to zresztą dłuższa znajomość, bo była dla mnie taką dobrą ciocią, która mnie zawsze wspierała. Wiele jej zawdzięczam, podobnie jak panom Stanisławowi Rumińskiemu czy Edmundowi Bindkowi, który pomógł nam w zorganizowaniu wyjazdu na Międzynarodowe Czwartki Lekkoatletyczne do Warszawy.
Reklama
Od razu powiedziałam pani Ali, że chcę biegać na 60 m i tylko na 60 m, chociaż nie mieliśmy jeszcze żadnego sprawdzianu przed Czwartkami. Na szczęście się zgodziła no i wyszło, jak wyszło, czyli w sumie dobrze.

Do Grosseto przyjechałam z 19 wynikiem, a wyjechałam jako 6 juniorka w Europie - cieszy się Klaudia
Do Gwardii trafiłam w 2010 roku, właśnie po wygraniu mojej pierwszej edycji Czwartków. Mój obecny trener Roman Marciniak był opiekunem pilskich lekkoatletów podczas wyjazdu do Francji. Podszedł do mnie, zapytał, czy mam trenera, a ja, jak małe dziecko, trochę się wtedy przestraszyłam. Byłam za młoda, żeby móc zgodzić się tak od razu, ale w podjęciu ostatecznej decyzji po powrocie pomogła mi oczywiście mama. Pojechałam na pierwszy trening do Piły, a nasza współpraca z trenerem Marciniakiem trwa do dzisiaj.
Reklama
Miałam kiedyś chwilę zawahania w związku z planem zmiany szkoły jak i trenera. Inni trenerzy radzili mi jednak, żeby nie kończyć współpracy z panem Romanem. Przemyślałam sobie to wszystko jeszcze raz i zrozumiałam, że trener zna mnie najlepiej i wie, czego potrzeba, żeby wydobyć ze mnie to, co najlepsze. Odkąd trener Marciniak jest także trenerem Kadry Narodowej spędzamy razem mnóstwo czasu, jeździmy na obozy klubowe i kadrowe, a nasza współpraca jest coraz lepsza. Trener nieraz na mnie krzyknie, ale czasem jest mi to potrzebne, żeby pewne rzeczy sobie poukładać.
Te wszystkie nagrody dają mi dużo dodatkowej motywacji do działania. Osobiste gratulacje, a nawet facebookowe wpisy kibiców także potrafią dodać skrzydeł. To bardzo fajne uczucie, kiedy ktoś docenia mój wysiłek. Dzięki temu wiem, że zmierzam we właściwym kierunku.
Reklama
Tak, na Mistrzostwach Polski U20 w Toruniu zdobyłam złoty medal na 60 m i poprawiłam swój rekord życiowy na tym dystansie na 7:46. Na otwartym stadionie „60” biega się tylko treningowo, bez pomiaru fotokomórki. Do takich rezultatów mierzonych stoperem trzeba doliczyć z 30, 40 setnych sekundy. W takich warunkach mój najlepszy wynik na treningu wynosi 6:82.
Pamiętam, że to był piątek, po siedmiu ciężkich godzinach w szkole i kilku sprawdzianach myślałam, że te zawody są już dla mnie stracone. Wstałam o godz. 5, a start miałam o 19. Cały dzień nie czułam się zbyt dobrze, miałam podwyższone ciśnienie, a dodatkowo było jeszcze dosyć zimno. Warunki startu nie były więc wymarzone, ale mimo wszystko wygrałam swoją serię i nabiegałam „życiówkę”. Bardzo się cieszyłam, że ten fatalny dzień skończył się tak dobrze.
Reklama
Nie do końca chciałam tam startować, ale w ubiegłym roku minimum na Mistrzostwa Europy U18 w Tbilisii nabiegałam właśnie w Pile. Żeby wynik mógł zostać zaliczony przez Polski Związek Lekkoatletyczny zawody muszą posiadać odpowiedni atest. Dopiero przed samymi zawodami dowiedziałam się, że pilski miting będzie miał taki atest, więc stwierdziliśmy z trenerem, że jednak wystartujemy w Pile. Opłaciło się, bo wywalczyłam minimum i spokojnie mogłam myśleć o mistrzostwach Europy.
Jestem bardzo zadowolona ze złota na 100 metrów, choć to nie był mój najlepszy bieg. Od początku bardzo mocno goniłam, bo zostałam w blokach. Niestety dość często mi się to zdarza. Dałam z siebie 1200% i na ostatnich metrach udało mi się wyprzedzić Martynę.
Reklama
Tak, w tym konkretnym biegu Martyna nabiegała swoją „życiówkę”. Ja z kolei trochę odpuściłam na 200 m, ze względu na bolące łydki. Bałam się, że mogę coś sobie zrobić przed Mistrzostwami Europy. Zależało mi na dobrym starcie w Grosseto, na pokazaniu mojej formy i na godnym reprezentowaniu naszego kraju. Podzieliłyśmy się medalami z Martyną, więc wyszło sprawiedliwie. Rywalkami jesteśmy tylko na bieżni, zresztą nie zawsze, bo biegamy przecież wspólnie w sztafecie.
Największym przeżyciem był dla mnie bieg o miejsce w finale. Byłam bardzo zaskoczona swoim zwycięstwem, wygrałam tam m.in. z Niemką Jennifer Montag - liderką europejskich list. Przed startem powiedziałam sobie: nie stresuj się, będzie co będzie. Był awans do finału, ale ja cieszyłam się jakbym zdobyła złoty medal, może nie powinnam się aż tak mocno cieszyć i po prostu zachować siły na finał, lecz to było silniejsze ode mnie. Szansa na pewno była, ale w finale tradycyjnie zostałam w blokach, a dodatkowo biegłyśmy pod wiatr. Ogólnie swój start oceniam bardzo pozytywnie. Do Grosseto przyjechałam z 19 wynikiem, a wyjechałam jako 6 juniorka w Europie. Dla niektórych 6 miejsce znaczy niewiele, ale dla mnie jest to ogromny sukces, choć mały niedosyt z pewnością pozostał…
Reklama
To był mój pierwszy start na imprezie seniorskiej. Byłam trochę zdziwiona, że zostałam zgłoszona do sztafety 4 × 100 m. Ostatecznie pobiec mi się nie udało, ale dziewczęta: Ewa Swoboda, Ania Kiełbasińska, Kamila Ciba i Marika Popowicz-Drapała zrobiły dobry czas 43,07 s.

Z Mistrzostw Europy zakrzewianka wróciła bez medalu, ale bardzo zadowolona z uczynionego progresu
Od ME nie trenowałam już tak mocno, ale bardzo chciałam wziąć udział w obu tych imprezach. Memoriał Kamili Skolimowskiej to bardzo duże zawody, ale nie stresowałam się tym jakoś zbytnio. Wiedziałam, że startuję ze starszymi i bardziej doświadczonymi zawodniczkami, więc mogłam sobie pozwolić na odrobinę luzu. Na Stadionie Narodowym było bardzo dużo ludzi, w blokach czołowe zawodniczki z USA, Jamajki, Brazylii i Polski, ale mimo wszystko udało mi się zaliczyć najlepszą reakcję startową (0,136 s.). Może to, że nie stresowałam się zbyt mocno wpłynęło na tak dobry start, a może fakt, że startuję z zawodniczkami takiej rangi. Trener Marciniak dzwonił do mnie później i pytał: „Klaudia, co tam się stało, że ty pierwsza z bloków wyszłaś?” Linię mety minęłam na ósmej pozycji, z czasem 11,95 s. W XX Grand Prix Sopotu im. Janusza Sidły w padającym deszczu dystans 100 m przebiegłam o dwie setne wolniej.
Reklama
Na trening poświęcam od godziny do trzech. Rodzaj treningu zależy od momentu sezonu. W okresie zimowym bardziej skupiamy się na wytrzymałości szybkościowej. Nawet w sprincie, startując kilka razy na tej samej imprezie, trzeba być do tego przygotowanym. Biegamy np. znienawidzone przeze mnie „500”. Jednym z moich ulubionych treningów jest siłownia. Mamy jej dwa rodzaje: dynamiczną i ciężką. Pracujemy również nad skocznością i techniką podczas biegu, ćwiczymy także w terenie. Z początkiem sezonu wchodzimy na stadion i biegamy dystanse 150, 200 i 300 m. Potem wchodzimy już na szybkość maksymalną, czyli 30, 40, 60 i 100 m oraz bieganie na „gumie”, co pomaga w nabraniu szybkości.
Moim przeznaczeniem jest: trenować, biegać i wyjeżdżać na obozy. Nie mam innych zainteresowań, w które mogłabym się tak bardzo zaangażować jak w sport. Wiele rzeczy szybko mnie nudzi, ale bieganie na poważnie trenuję już od 6 lat i ciągle nie mam dość, mimo wielu wyrzeczeń, które to ze sobą niesie. Nie mogę przecież wrócić z imprezy o 4 nad ranem i o 7 jechać na trening.
Reklama
Jestem zadowolona z tego sezonu, bo biegałam raczej równo. W żadnym ze startów nie „zeszłam” powyżej 12 sekund. W przyszłym sezonie chciałabym zbić nieco wagę, przyłożyć się bardziej do treningów i nie odpuszczać sobie, co czasami mi się zdarzało. Jeśli będę w tym konsekwentna, to myślę, że na Mistrzostwach Świata w Finlandii będzie super.
Patrycja biega 400 m przez płotki. Na Mistrzostwach Polski, kiedy dostała się do finału A, cieszyłam się bardziej niż z moich medali. Niestety padał deszcz, organizatorzy nie chcieli dłużej czekać, a Patrycja tuż przed wyjściem na prostą pośliznęła się, atakując płotek i zaliczyła upadek. Miała szansę na 4-5 miejsce, a może i na medal. Zawsze bardzo się denerwuję podczas jej biegów i wolę, jak startuje po mnie, bo muszę się stresować za nas obie. Mocno sobie kibicujemy i możemy na siebie liczyć w kwestii mobilizacji do treningów.
Reklama
Nie jestem osobą, która zbyt daleko wybiega w przyszłość. Zbyt często moje plany zmieniają się w ostatniej chwili. Na razie skupiam się na robieniu prawa jazdy, od września rusza szkoła, a potem matura. Najprawdopodobniej przyjdzie mi także zmienić klub, bo nie chciałabym studiować w Pile. Na razie nie wiem, czy będzie to oznaczać tylko zmianę klubu, czy także trenera. Staram się jeszcze o tym nie myśleć, wszystko przyjdzie z czasem.
Wciąż tam mieszkam, choć wiele czasu spędzam też w internacie w Pile i na obozach. Trochę to wszystko porozrzucane, ale moje serce należy do Zakrzewa… Wiem, że zawsze mogę tam wrócić i poczuć się jak w prawdziwym domu.
Reklama
Rozmawiał Leszek Chełmowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Zmieńcie nazwę Klubu
Zmieńcie nazwę Klubu!!!
Gratulację realizacji planów! Sport na wysokim poziomie to zawsze dużo wyrzeczeń co zresztą Klaudia wspomina w wywiadzie. Powodzenia w dalszej karierze :)
Doping pewnie bierze
Gratulacje sukcesów, jednak szkoda że to nie idzie w patrzę z zdobywaniem znajomości i znajomych, wiemy jaką jesteś i byłaś zakszewianie!
Zmienione. Przepraszamy za błąd.
Zmieńcie nazwę Klubu
Zmieńcie nazwę Klubu!!!