Gdzie by się nie obejrzeć – historia. Wypełniająca każdy kąt, wyzierająca z wnętrza niemieckich słoików z czasu wojny i z kałamarzy. Ta bliska i ta daleka. Wydobyta ze starych strychów, szop i z ziemi. Przypadkowym kopnięciem lub poszukiwana z pietyzmem. Znaleźć ją można wszędzie.
Pan Tadeusz przez trzydzieści pięć lat pracował w dawnym Metalplaście, z historią, w wymiarze zawodowym, nie ma zatem nic wspólnego. Z archeologią – tym bardziej. Formalnie, bo w pewnych dziedzinach mógłby zagiąć niejednego magistra. Mógłby też chodzić sycić głód historyczny do muzeów, ale to nie to... Szyby oddzielają człowieka od poznania.
W 1992 roku wypełnił więc własnymi eksponatami pierwsze pomieszczenie muzealne, a tak naprawdę – salkę katechetyczną, w której – po tym jak religię przeniesiono do szkół – nigdy nie odbyła się ani jedna lekcja. Historia jednak swoje, życie – swoje. Wieś potrzebowała kaplicy, Tadeusz Grzesiak zmuszony był więc poszukać dla siebie innego miejsca. „Przygarnęła” go szkoła – nasz rozmówca do jednej z sal do dziś donosi kolejne eksponaty.
Tak jest i w środę. Do izby nie ma co iść z pustymi rękoma – pan Tadeusz zabiera ze sobą niewielką reklamówkę. Chwilę później, jeszcze nim zaczniemy lekcję historii, jej zawartość ląduje na stołach wystawowych. Nie od tych ustawionych w środku sali zaczyna się jednak wędrówka przez dzieje ziemi, a od wielkiej planszy, na której wyrysowano podział na ery i organizmy żywe właściwe każdej z nich. Cóż, chronologia to w historii podstawa, trzeba więc trochę cierpliwości. Pan Tadeusz nie każe jej nadwyrężać – równocześnie pokazuje najstarsze znaleziska. Skamieniały belemnit. - Kiedyś pływał z dinozaurami – uśmiecha się, wskazując na erę mezozoiczną. Dziś próżno szukać tych głowonogów w morzu. Wymarły.
Drzewa były i są. Fragment tego skamieniałego, który w szkolnej gablocie zamknął Tadeusz Grzesiak, ma sto milionów lat. Czy na pewno? Jak udało mu się to określić? - Mówię tylko to, czego jestem pewien. Jak nie wiem, nie opowiadam – zaznacza mieszkaniec Górznej, dodając, że swoje znaleziska konsultuje ze specjalistami. Ci nie zawsze są w stanie pomóc.
Najstarszy przedmiot użytkowy, który mężczyzna ma w swoich zbiorach, został wydobyty z torfu. Do czego służył? Nikt z przyjaciół-historyków i znajoma archeolog nie byli w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Na ślad natrafił sam – w Danii. Konkretnie w kopenhaskim muzeum narodowym. - Zrobiłem tam chyba ze dwieście zdjęć – nasz rozmówca wspomina wyjazd sprzed miesiąca. W jednym z kadrów dopatrzył się „swojego” narzędzia – rogowego, jeszcze sprzed ery kamienia łupanego. To wiadomo. Postawione wcześniej pytanie zostało jednak bez odpowiedzi.
Kopenhaga to prawdziwa skarbnica wiedzy. Za szkłem Tadeusz Grzesiak dostrzegł tam również trzy dziwne podkowy. Dziwne, bo w porównaniu do tych nam znanych – krótkie i szerokie. - Też taką mam – wyjaśnia. - Teraz wiem, że jej powstanie datuje się na początek XVII wieku – dodaje. - Jeden z kolegów powiedział mi, żebym sobie nią nie zawracał głowy i odesłał do Kopenhagi, to będą mieli komplet – śmieje się Tadeusz Grzesiak.
Kopalnią wiedzy jest też Górzna. Na wyjeździe z miejscowości w kierunku Złotowa, w charakterystycznym dołku, znajdowało się niegdyś grodzisko. Dziś nie został po nim ślad. Przynajmniej w tej lokalizacji, bo pan Tadeusz kilka rzeczy może pokazać. Obła muszla – dawna skrobaczka. Ostrzałka do noży, rączka obejmująca dawniej ostrze noża – tyle zostało po przodkach. Nie te przedmioty są jednak dla naszego rozmówcy najcenniejsze, choć ten eksponatów na mniej i bardziej ważne dzielić nie chce. Gocki paciorek sprzed osiemnastu wieków, który pan Tadeusz znalazł w polu – to dopiero coś! Chętnych do oglądania nie brakuje.
Wiedza najszybciej wchodzi jednak do głowy inną drogą – przez poznanie. Dowodem na to jest kupka mąki wyrobionej w żarnie obrotowym – oglądający chętnie sprawdzają, jak ciężko pracowało się kiedyś w gospodarstwach. W salce są też starsze żarna – mające np. postać dwóch kamieni: okrągłego, do tarcia zboża i obłego, mającego kształt misy. A skąd to zboże? Oczywiście nie z kombajnu – wymłócano je cepem.
Niemiecki stalowy hełm w górnej części został całkowicie roztrzaskany. - Myśli pani, że ten żołnierz, który miał go na głowie, przeżył? - pyta pan Tadeusz. Oboje nie mamy wątpliwości.
Na podobny scenariusz wskazuje menażka – jedna z jej ścian została rozerwana. - Tak wygląda wojna – zamyśla się nasz rozmówca. Za chwilę oglądamy kolejną menażkę, znalezioną w lesie. - Gdyby żołnierz przeżył, na pewno by jej nie porzucił – uważa Tadeusz Grzesiak. Cyrylicą wykonano na niej napis „Stalingrad – Podolsk”. Pod spodem data – 1942.
Skończyły się czasy, w których masowo „odkurzano” stare sprzęty. - Piwnice, szopy i strychy zostały wysprzątane w latach `90 – zauważa pan Tadeusz, dodając, że o kolejne eksponaty jest coraz trudniej. Dziś liczyć trzeba na własne znaleziska, serdeczność znajomych lub pieniądze. Bo mieszkaniec Górznej, jak coś już mu wpadnie w oko, sięga do portfela.
Sporo eksponatów to podarunki. Tokarka z nożnym napędem – od Ryszarda Kilara. Centralkę telefoniczną udało się pozyskać z Fabryki Tektury w Tarnówce. - To czysta historia. Takich rzeczy już nie ma – mówi nasz rozmówca, stając za wspomnianą centralką.
Kasa sklepowa z 1878 roku przez półwieku leżała przysypana węglem. Udało się ją wygrzebać. Niestety – nie działa. Kartki sklepowe też nie mają już racji bytu. Na tych, które można zobaczyć w izbie, wypisano nazwisko taty naszego rozmówcy. Te niemieckie miały podwójny żywot. Z jednej strony bloczki na chleb i cukier, z drugiej – wezwania podatkowe wystawione przez Urząd Miejski w Okonku.
Papier pozwala zabrać w sentymentalną podróż. Zwłaszcza ten, na którym wydrukowano fotografie – nasz rozmówca ma potężne zbiory. Dokumentuje wszystkie zmiany, jakie zachodzą w krajobrazie Górznej. Ma też archiwum prawdziwe historyczne – mieszkańców świętujących dożynki w 1956 roku, zdjęcie uczniów wykonane w roku szkolnym 1960/1961 i wiele, wiele innych.
Wszystko, o czym mowa, to niewielki fragment zbiorów. Liczonych w setkach, konkretnej ilości eksponatów mieszkaniec Górznej nie jest jednak w stanie wskazać. Nie prowadzi ewidencji, nie opisuje poszczególnych przedmiotów. - Cała ta buchalteria nie jest mi potrzebna – przyznaje.
Jak trafić do muzeum w Górznej? Tylko z polecenia. Nigdzie nie ma żadnej tabliczki informującej o jego istnieniu, nie ma go też w materiałach promocyjnych gminy. - Ten, kto się interesuje historią na pewno do mnie trafi – uważa Tadeusz Grzesiak, który salkę otwiera „na żądanie”. Jego gośćmi najczęściej są dzieci i młodzież przebywające w Górznej na koloniach, przy szkole zatrzymuje się też wielu rowerzystów. Dla wszystkich nasz rozmówca znajduje czas. I proszę mi wierzyć – każdemu, mimo ogromnej serii powtórzeń, opowiada o eksponatach z niebywałą pasją.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
latem wybieram sie do Gorzna( odwiedzic cmentarz) moze spotkam sie z p. Tadeuszem --pochodze z tych stron
latem wybieram sie do Gorzna( odwiedzic cmentarz) moze spotkam sie z p. Tadeuszem --pochodze z tych stron