- Ja jestem tak wszechstronnym człowiekiem, że mogę robić wszystko i na wszystkim zarobiłbym pieniądze. Ale królem miasta nigdy nie byłem - wywiad z Mirosławem Włodarczakiem
Zna Pan Mitologię? Był w niej Midas, który dotykiem zamieniał wszystko w złoto. Podobno Pan też tak robi.
Tak. Pierwszy miałem w Złotowie sklep z towarem pochodzenia zagranicznego. Gdy wszystko było na kartki handlowałem kawą, słodyczami i nie ukrywam, że wtedy zarobiłem pierwsze duże pieniądze.
Stąd wziął się Pana pseudonim – Cukierek? Podoba się on Panu?
To nie ma większego znaczenia, ale mnie ludzie bardziej znają z tej ksywy niż z nazwiska Włodarczak. Ale nie obrażam się, gdy ktoś się tak do mnie zwraca.
Jak wtedy, w latach 80-tych, prowadziło się biznes w Złotowie?
Dużo lepiej niż teraz. Jak przyjechałem do Złotowa z Piły, to w urzędzie skarbowym pracowało trzech ludzi. Dziś w urzędach są setki ludzi, a jak jest problem, to i tak nic nie można załatwić.
Potem nadeszły lata 90-te - czas szybkiego dorabiania się. Również w Złotowie...
...tak, ale dzisiaj ich już nie ma. Moim mottem życiowym jest, że pieniądze leżą na ulicy, tylko trzeba je umieć zbierać. Ale jak ktoś zarobił dużo pieniędzy i myślał, że zawsze będzie zarabiał, to był w błędzie. Dlatego trzeba tak interesy rozwijać, żeby mieć dochód z paru źródeł.
Złotowianie, którzy mieli trochę grosza, trzymali się razem?
Dużo ludzi nie dorasta do tego, żeby mieć pieniądze. Pieniądze im w głowie przewracają, a to pokorne ciele dwie matki ssie. Po co mercedesy, samoloty, jeszcze coś, a później plajta.
Pana byłoby stać na samolot?
Ja nie będę odpowiadał na takie pytania. Mi samolot do szczęścia nie jest potrzebny. Jeżdżę służbowym mercedesem trzynastoletnim, s-klasa wprawdzie, i nawet mi się nie spieszy żebym go odnowił. [[reklama]] W latach 90-tych był Pan królem miasta?
No jest tu paru ludzi, którzy mają i będą mieć pieniądze, ale ja się nigdy królem miast nie nazywałem.
Ale Pan był duszą towarzystwa...
Ja po prostu umiem się bawić, mam towarzystwo. Gram w brydża, w tenisa ziemnego.
Czuje się Pan w biznesie tak pewnie, że doradza Pan też innym. W marcu 2008 założył Pan dom maklerski.
Czuję się w biznesie bardzo dobrze. Ja doradzałem ludziom inwestowanie nadwyżek finansowych w nieruchomości, w grunty. Ci, którym doradzałem prywatnie, na tym bardzo dobrze wyszli.
Dzisiaj np. można brać dopłaty z UE – 2400 zł i zasiać na tysiącu hektarów trawę ekologiczną i to jest beznakładowa praca. Raz Pan sieje i dwa razy w roku kosi. [[nowa_strona]] Złote zasady Pana biznesów to...
Żeby nikt na nikogo nie plotkował, tylko robił swoje, a dojdzie do celu. I małą łyżeczką brać, bez żadnych wielkich kredytów, bo można się dzisiaj łatwo sparzyć na tym. Przeinwestuje człowiek, a bank nie będzie się pytał, czy masz na spłatę odsetek.
Prowadził Pan komis samochodowy, bar, dziś m.in. kantor i spółkę budującą nieruchomości. Biznes to biznes, byle przynosił dochód?
Ja jestem tak wszechstronnym człowiekiem, że mogę robić wszystko i na wszystkim zarobiłbym pieniądze.
To odważna deklaracja.
Każdą firmę wyprowadziłbym z długów, po prostu się z tym urodziłem. W genach to mam. Jestem bardzo pewny siebie.
Podobno interes życia zrobił Pan na terenie przy ulicy Szpitalnej. W miejscu Pańskiej myjni powstała stacja Orlen.
To nie jest prawda. Tę myjnię kupiłem od syndyka, prawo pierwokupu miał dawny Orlen. A najlepszym biznesem by było, gdybym tam wybudował stację osiemdziesiątkę albo studwudziestkę (teraz jest tam czterdziestka) i to by się samo kręciło. Ludzie są przyzwyczajeni do tego miejsca.
Sprzedaż była jednak błędem?
Ja nigdy w życiu nie zastanawiałem się, czy dobrze, czy źle zrobiłem. Miejsce pod stację sprzedałem w Warszawie bezpośrednio Orlenowi i na ówczesne czasy to były duże pieniądze. [[reklama]] Na niczym Pan nie stracił?
Straciłem na nieuczciwych interesach typu pożyczka przyjacielowi (śmiech). Tak nie mogę powiedzieć, czy straciłem, czy nie. Ten nie traci, kto nic nie robi. Ja po prostu mam czuja. Nawet mojemu wspólnikowi trzy czy cztery lata temu, jak zaczynaliśmy budować pierwszy blok i wzięliśmy milion franków kredytu powiedziałem, że kupimy za to akcje. Mówiłem, że za to w trzy miesiące zarobimy sto procent, a okazało się, że byśmy zarobili osiemset procent.
To z ponad 3 mln zł byłoby prawie 27 milionów...
Oddalibyśmy kredyt, podatek państwu i zarobilibyśmy 25 mln złotych przez osiem miesięcy nie na naszych pieniądzach, ale wspólnik bał się zaryzykować. Za niewielkie ilości swoich prywatnych pieniędzy kupiłem te akcje.
A willa Iwańskiego? To chyba niezbyt trafiony interes.
Ja to kupiłem za duże pieniądze od miasta, na raty. Mamy na to pomysł. Ktoś nam pisze programy unijne i jesteśmy zainteresowani, żeby tam otworzyć europejski dom seniora. A może i światowy, bo rozmawiałem z przyjaciółmi ze Stanów. Ale w dobie nadchodzącego kryzysu nie chcemy brać kredytu, bo nie chcemy w tym utonąć.
„Sprzedają mieszkania cudowne zagrzybiałe z cieknącym dachem z przewiewnymi oknami. Jeden dalej powinien handlować starymi samochodami, a drugi niech jeździ sanitarką albo niech uczy w-fu. Ludzie, nie kupujcie od nich mieszkań, to oszuści i matacze” – to cytat z forum internetowego dotyczący Pańskiej spółki. Co Pan na to?
To nieprawda. Weźmie Pan najdroższą firmę w Złotowie i tak nie zrobią wszystkiego dobrze. Nie ma ludzi idealnych, a wykonawcy są tacy, a nie inni. Mamy kaucje pieniężne i usterki staramy się poprawiać. Gdybyśmy wszyscy byli idealni to musielibyśmy być Janem Pawłem i w Watykanie przebywać. [[nowa_strona]] To dlaczego wiele mieszkań wciąż stoi pustych?
Na 51 mieszkań sprzedaliśmy 36. Fama o złej jakości poszła niesłusznie, bo dużo winy w niedociągnięciach mają wodociągi i miasto, bo źle wykonali infrastrukturę. Przy opadach deszczu dwa razy zalało nam miejsca garażowe i piwnice. To już jest siła wyższa i ja na to nie mam wpływu. Ludzie, którzy kupili od nas mieszkania są zadowoleni. Tych ludzi, którym zalało piwnice i garaże będziemy wynagradzać w postaci ulgi w czynszu.
Budownictwo mieszkaniowe to jeden z wielu Pańskich biznesów, prawda? Jak nie pójdzie tu, to odbija Pan sobie to gdzie indziej?
Ja po prostu mam horyzonty w całej Polsce i kupę kontaktów, i znajomych, i nie przejmuję się, że nie można budować czy nie idą mieszkania w Złotowie. Mamy jako spółka wiele propozycji w Chojnicach, Poznaniu, Warszawie i możemy inwestować, ale ja mam 54 lata i chcę trochę wyhamować.
Że emerytura? Krótko po pięćdziesiątce?
Jestem w spółce, która ma budować farmę wiatrową pod Warszawą. Jak to wyjdzie, to na pewno w Złotowie już nic nie będę robił.
Poza tym od pięciu lat jestem w drugim małżeństwie i nigdy nie było mi tak dobrze. Mam wspaniałego czteroletniego syna, teściów normalnych, którzy mi pomagają i starają się, żeby ta rodzina kwitła.
Już się Pan dorobił?
Nie to, że dorobił. Ja jestem skromnym człowiekiem. Mam dom, mam samochód, a najważniejszy teraz jest dla mnie spokój i zdrowie.
To do inwestowania w złotowską siatkówkę już Pan nie wróci?
Ja sam uprawiałem sport, grałem w tenisa stołowego jeszcze za czasów jak pan Henryk Rogala pracował w Pile i ja go namówiłem, żeby przyszedł do Złotowa i prowadził ten tenis. A w siatkówkę wkładałem mnóstwo swoich prywatnych pieniędzy. Między innymi moją zasługą było wprowadzenie drużyny do serii B. Tego już w Złotowie nie będzie, bo do tego trzeba być oszołomem. A dla mnie to była odskocznia od szarej codzienności. [[reklama]] Dzięki siatkarkom na Złotów zwrócone były oczy polskich kibiców. Przyczynił się Pan do promocji miasta?
Inwestycja w sport jest najlepszą promocją miasta, nie ma dwóch zdań. Dzisiaj miasto nie inwestuje w sport wyczynowy i to może dobrze, bo do tego potrzebne są olbrzymie pieniądze, ale powinno inwestować w sport amatorski. Bo takich Wawrzyniaków, Maj, Fertikowskich nam zazdroszczą duże miasta. Oni kiedyś może wrócą do Złotowa jako trenerzy. Ale w mieście powinny być klasy sportowe w siatkówce, tenisie stołowym, piłce nożnej.
Jednak Pan szybko się zraził do Sparty. Czar prysł?
Bo atmosfera w klubie była zła. Janusz Patriak i ja zajmowaliśmy się wszystkim, a jak jest sport wyczynowy, to tak nie powinno być, że trener ma dostęp do pieniędzy, do faktur. Później nas podejrzewali, że jakieś tam rzeczy robiliśmy, co było nieprawdą.
I dlatego mecze piłkarzy Sparty oglądał Pan zza siatki?
To nieprawda. Jak deszcz padał, to mogłem podjechać samochodem, żeby nie zmoknąć. Za moich czasów i Zbyszka Zaorskiego graliśmy w czubie IV ligi, było na co popatrzeć. Taki poziom sportu jak dziś mnie nie interesuje.
Nie ogląda Pan już Sparty?
No nie. Wolę pograć dwie godziny w tenisa, bo wtedy zainwestuję w swoje zdrowie. Ja nie mam czasu obejrzeć wszystkich meczów Ligi Mistrzów. Jeżdżę za to z wiceprezesem Jackiem Fertikowskim na ligę tenisa stołowego. [[nowa_strona]] Ludzie różnie o Panu mówią, że dorobił się Pan na przekrętach, że ma Pan do czynienia z półświatkiem, że majątek przepisuje Pan na żonę. Co z tego jest prawdą?
Mnie nie interesuje, co ludzie gadają, bo ludzie gadają z zazdrości, z zawiści. Żadnego majątku nie przepisałem na obecną żonę, bo nie mamy intercyzy. A jakie ciemne interesy? Może ludzie nic nie wiedzą o dziełach sztuki czy numizmatyce, którymi się interesuję, to może myślą, że to są jakieś ciemne interesy.
A Pan jest czysty...
Nigdy nie handlowałem bronią, spirytusem, nie zażywałem narkotyków. Nie wiem, o jakie ciemne interesy chodzi.
Za to Pan wie o złotowianach dużo.
Więcej ludzi mnie zna niż ja ludzi. Mam tu paru kolegów, znajomych, ale nie utrzymujemy jakiegoś życia towarzyskiego. Ja się nie interesuję tym, co ludzie robią i to jest takim moim mottem życiowym.
Lepiej dużo robić a mało mówić. To mi się sprawdza od 40 lat. Ja jestem bardzo skromnym człowiekiem, nigdy w życiu nie szpanowałem, nie okazywałem wyższości. I żyję sobie spokojnie.
[[reklama]] Skoro mowa o sztuce, to czy prawdą jest, że ściany w domu ma Pan obwieszone drogimi obrazami?
Nie, mam je zdeponowane.
Płótna jakich artystów Pan posiada?
Matejko, Kossak. Jak mam czas jeżdżę do Nowego Jorku z kolegami na aukcje.
Jest Pan bardzo bezpośredni. Zawsze mówi Pan prosto z mostu? Oczywiście. Nawet w środę miałem sprawę z byłą żoną, to sędzia ukarał mnie grzywną 500 zł. Drugi czy trzeci raz. Ja uważam, że prawo w Polsce jest chore, bo nie mogą proste sprawy trwać po trzy czy pięć lat.
Ja co myślę, to w oczy powiem. Uważam, że to jest moją zaletą. Po co za przeproszeniem tyłek, obrabiać, jak mu powiem w oczy. I albo on się obrazi, albo za miesiąc przyjdzie i powie, że miałem rację.
Dlaczego Pańskie spółki nazywają się Rubin, Perła?
Bo interesuję się i znam się trochę na kamieniach szlachetnych, złocie, platynie.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Kłamca i tyle.
Udiota.mowi ze ma obrazy Matejki hehe chyba ze ksero z muzeum durniu.