– No co robię? Płaczę! – mówi zrozpaczona mama dwójki szkolnych, małoletnich dzieci, która jest pielęgniarką, a mąż kierowcą tira. Na szczęście nie wszyscy mają tak dramatyczną sytuację
– Mąż został w domu z dziećmi na całe dwa tygodnie – mówi Emilia Sawicz–Łuńska, mama dwójki dzieci: 7–latka i 4–latki, która obowiązki domowe dzieli z mężem Maciejem.
– Wykorzystujemy ten czas na bycie razem, także na sportowo – dodaje mama, która pracuje według normowanego czasu pracy i dołącza do rodziny po 16.
– Planujemy wykorzystać także obiecane przez państwo świadczenia dla rodziców. A dalej zobaczymy – kończy. Można by powiedzieć: ci to mają szczęście. Co jednak w sytuacji, gdy żaden z rodziców nie może wziąć „wolnego”, a dzieci mają więcej niż osiem lat (rząd w swojej specustawie przewidział wsparcie dla rodziców dzieci do lat 8.)?
– Oboje z mężem pracujemy – mówi kolejna mama dwójki dzieci szkolnych, która pragnie zostać anonimowa – ale na umowy–zlecenia. Nie ma zleceń – nie robimy – nie płacą. Proste. Nie mamy też, niestety, żadnych świadczeń. Tak samo jest w sytuacji jednoosobowej działalności gospodarczej. Osoby prowadzące małe własne biznesy stoją przed wielką niewiadomą. Żaden zleceniodawca nie zapłaci im przecież za niewykonaną pracę, bo zlecenia zostały z dnia na dzień anulowane.
– Jako rodzic 11–latki i 3–latki – mówi Marcin Galas – cieszę się teraz podwójnie, że mieszkam z mamą, która zajmuje się pod naszą nieobecność dziećmi. Dziś za pomocą e–dziennika nasi nauczyciele powysyłali zadania dla uczniów na najbliższy czas. Uważam, że to dobry pomysł, mimo że kiedy oboje rodziców pracuje to trudne – dodaje.
– Jestem nauczycielem w ośrodku specjalnym – mówi Małgorzata Łangowska – więc jestem w domu razem z moimi dziećmi – nastolatkami. Robimy zadane lekcje, gramy w gry planszowe, czytamy książki, oglądamy filmy. Jeśli będzie można nadal będziemy jeździć na rowerach, co bardzo lubimy.
– U mnie synowie mają jeszcze do wykonania zaległe prace domowe. Nigdy nie było na nie czasu, to teraz ten czas jest i trzeba go wykorzystać. Obaj rozumieją, że muszą nam pomagać w tym trudnym czasie – mówi Mariusz Leszczyński, ojciec studenta i czternastolatka.
– Mam to szczęście, że mogę pracować z domu, więc nie mam problemu z opieką nad córką – przedszkolakiem – mówi Aleksandra Jarecka, mama kilkuletniej Julki.
– Oczywiście jest to pewne utrudnienie, bo nie wszystko mogę przecież zrobić z domu, natomiast to, co wymaga pracy z biura, mogę odłożyć w czasie i zrealizować raz w tygodniu. Tak też planuję. Pani Ola podkreśla, że stara się także minimalizować używanie tableta i telewizora przez córkę.
– U mnie sytuacja co do opieki nad trójką dzieci rozwiązała się sama – mówi Monika Bury – bo pracuję w przedszkolu, więc od poniedziałku zostałam w domu. Oczywiście uczyć się będziemy zgodnie z zaleceniami szkoły, a że lubimy prace plastyczne, to ogarniemy też temat Wielkanocy i przystroimy dom.
– Co prawda mój syn niedawno skończył dopiero 2 lata – mówi Monika Sajor–Biesek – ale ponieważ na co dzień uczęszczamy na zajęcia do poradni specjalistycznej, to teraz staram się sama wykonywać z nim zadania logopedyczne.
– Co robię? – pyta retorycznie kolejna nasza rozmówczyni, Kinga Żurawska–Thomas.
– Płaczę! – co właśnie słychać w słuchawce.
– Jestem pielęgniarką, mój mąż jest kierowcą tira – dodaje, obrazując ich obecną sytuację w domu.
– Nie mamy kogo prosić o pomoc w opiece nad dziećmi. Nie mamy tego komfortu. Mama jest starsza, nie chcę jej zarażać, poza tym mieszka poza Złotowem. Pani Kinga opisuje ich ostatni dzień.
– Mąż jest za granicą, ja do pracy jeżdżę 50 km od Złotowa, mam wielogodzinne dyżury, ponadto oboje możemy z tej pracy pewnego dnia nie wrócić, bo męża zatrzymają na granicy, a mnie, bo będę potrzeba chorym – mówi, popłakując coraz bardziej.
– Nie myślę o lekcjach w tej chwili, martwię się, że mam dzieci same w domu! Cały ciężar opieki nad bratem i domem spadł na moją córeczkę. To dla niej duże obciążenie, bo nie jest jeszcze dorosła ani nawet w pełni nastoletnia. To dla niej duża szkoła życia! Ale co mam zrobić? To bardzo trudny dla nas czas, ogromny stres i brak poczucia bezpieczeństwa. Dzieci dzwonią do mnie do pracy i płaczą, a ja razem z nimi. Uważam jednak, że kwarantanna jest jedynym słusznym wyjściem, gdyż, w przeciwnym razie, służba zdrowia mogłaby tego „nie unieść”. Musimy wytrwać!
Wśród specjalistów od branży edukacyjnej pojawiają się głosy, że czas wolny od szkoły może potrwać aż do maja. Edukacja to jedno, a gospodarka drugie. Dziś już wiadomo, że przyszłość będzie trudna, znacznie trudniejsza aniżeli organizowanie czasu, gdy szkoły są zamknięte.
Julita Milczyńska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Będzie straszna bieda i problemy.zylismy na dość wysokim poziomie,dziś opłaty nam się nie zmienią, nie spadną a większość straci pracę, firmę.umrzemy na nowotwory,zawały,wylewy, samobójstwa.tak zakończy się dla większości koronowirus.nie ma nadziei.caly czas słyszymy że najgorsze przed nami.a co jeśli za chwile będzie nowa epidemia.
No i wyleczyc wszystkich Ukraińców za nasze podatki. I żydów bezrobotnych.
nie ma bezrobotnych Żydów, durniu....są tylko bezrobotni katolicy.
Zastanawiam się, ilu koronawirus zabiłby bez wprowadzonych ograniczeń? Ile umrze na tę chorobę z wprowadzonymi ograniczeniami. Ile umrze na skutek ograniczeń jako wynik katastrofy gospodarczeń, załamań psychicznych, wskutek nieleczenia innych chorób lub na skutek powstałej biedy.
Pani Julito, wszyscy możemy powiedzieć że teraz jest ciężko i bardzo ciężko. Wszystko zależy od tego jak kogo dotknie ten niewidzialny los. Dzisiaj musimy wspólnie postarać się aby wypełnić również poprzez modlitwę swój obowiązek powstrzymania rozprzestrzeniania się Koronawirusa. Musimy się o to postarać aby swoją odpowiedzialnością odciążyć tych którzy najbardziej nam i swoim rodzinom są w tym czasie i po nim potrzebni czyli lekarzy, pielęgniarki i cały personel medyczny. Już wiemy że nic nigdy nie będzie takie jak przedtem, wszyscy doświadczeni cierpieniem pójdziemy nową drogą. Jaką obierzemy nie wiadomo, ważne aby ta nowa droga była właściwą dla każdego człowieka. Nie można być w ciaglej pogoni za fortuną z pomocą państwa tylko dlatego że mi się należy zapominając o innych. Są wśród nas miliony osób które nie opływały i nie opływają w dostatek, są to ludzie biedni i bezdomni czy niepełnosprawni nie ze swojej winy. To ich musimy zacząć zauważać na swojej drodze. Mam nadzieję że to nowe zadanie będzie obejmowało każdego z nas bez względu na stanowisko. Jak widzimy choroba nie wybiera i nie pyta czy ktoś jest ważną osobistością czy nie. Być może nauczeni tym doświadczeniem nauczymy się dzielić dobra narodowe w tym i wynagrodzenia za pracę tak aby nie dochodziło do takich różnić jak obecnie. Przytoczyła pani kilka przykładów znanych rodzin lecz tych mniej znanych jest znacznie więcej i to oni jak zawsze nie mając siły wołać o swojej sytuacji w mediach w ciszy domowej też proszą o pomoc. To oni choćby chcieli w obecnym systemie finansowym nie mogą sobie pozwolić na oszczędności na tzw czarną godzinę. Myślę że kiedy już minie zagrożenie ludzie zrozumieją czym jest wartość drugiej osoby której niejednokrotnie wmawiało się że jest biedniejsza bo się nie wyuczyła czy też nie otworzyła własnego biznesu. Swego czasu zapomniano iż zawsze tak było że byli ludzie pracujący na urzędach i fizycznie choćby na budowach. Powinniśmy pamiętać że wszyscy jesteśmy równi nie tylko w chwili zagrożeń ale szczególnie w czasie ich braku dlatego każdemu z nas należy się możliwość godnego bytu i zdrowego życia bez zazdrości. Jaka drogą pójdziemy po tym ostrzeżeniu czas pokaże.
Bardzo proszę, aby rzetelne i obiektywne aktualności zajęły się problemem podwyżek za śmieci w dobie koronawirusa. Związek Gmin Krajna szanowna redakcjo powinien solidaryzowac się w chwili kryzysu gospodarczego z ludźmi, którym dochody zmniejszają się każdego dnia. Jeśli nie zostaną wstrzymane podwyżki to będzie to skandal a wyborcy nie zapomną. PANIE REDAKTORZE LESZCZYŃSKI WYWOŁUJE PANA DO ODPOWIEDZI I DZIAŁANIA, CHYBA, ŻE TEMAT JEST DLA REDAKCJI NIEWYGODNY. Czyżby redakcja odpowiada tylko na ironiczne komentarze pod artykułami. POZDRAWIAM.
Jeśli ktoś myśli że dzieci wrócą do przedszkoli i szkół jeszcze w tym roku szkolnym to raczej grubo się myli. Największa fala zachorowań dopiero przed nami a zanim sytuacja się ustabilizuje to już w optymistycznym scenariuszu będzie lipiec albo sierpień. Patrzymy realnie. W żadnym kraju po dwóch miesiącach nie było bezpiecznie
Na Tajwanie(24 mln) dzieci chodzą do szkół - państwo działa i przypadków koronowirusa jest mało. Chyba metody polskie są za bardzo dewastujące gospodarkę państwa.
Dzieci nie mają warunków do nauki bo zbyt ciasne mieszkanie ale możecie wynająć bo dużo cudzoziemców wyjechało,opuścili stancje .Jest teraz coraz więcej nowych mieszkań,a te starsze ,tanieją,zwłaszcza te z boazeriami,tapetami-duszno,brak tlenu dlatego taniej.
No to do Tajwanu, do Tajwanu proszę.
Będzie straszna bieda i problemy.zylismy na dość wysokim poziomie,dziś opłaty nam się nie zmienią, nie spadną a większość straci pracę, firmę.umrzemy na nowotwory,zawały,wylewy, samobójstwa.tak zakończy się dla większości koronowirus.nie ma nadziei.caly czas słyszymy że najgorsze przed nami.a co jeśli za chwile będzie nowa epidemia.
No i wyleczyc wszystkich Ukraińców za nasze podatki. I żydów bezrobotnych.
nie ma bezrobotnych Żydów, durniu....są tylko bezrobotni katolicy.