Reklama

Czas poważnych zmian

27/03/2020 18:00

– No co robię? Płaczę! – mówi zrozpaczona mama dwójki szkolnych, małoletnich dzieci, która jest pielęgniarką, a mąż kierowcą tira. Na szczęście nie wszyscy mają tak dramatyczną sytuację

Szczęście w nieszczęściu

– Mąż został w domu z dziećmi na całe dwa tygodnie – mówi Emilia Sawicz–Łuńska, mama dwójki dzieci: 7–latka i 4–latki, która obowiązki domowe dzieli z mężem Maciejem.

– Wykorzystujemy ten czas na bycie razem, także na sportowo – dodaje mama, która pracuje według normowanego czasu pracy i dołącza do rodziny po 16.

– Planujemy wykorzystać także obiecane przez państwo świadczenia dla rodziców. A dalej zobaczymy – kończy. Można by powiedzieć: ci to mają szczęście. Co jednak w sytuacji, gdy żaden z rodziców nie może wziąć „wolnego”, a dzieci mają więcej niż osiem lat (rząd w swojej specustawie przewidział wsparcie dla rodziców dzieci do lat 8.)?

Reklama

– Oboje z mężem pracujemy – mówi kolejna mama dwójki dzieci szkolnych, która pragnie zostać anonimowa – ale na umowy–zlecenia. Nie ma zleceń – nie robimy – nie płacą. Proste. Nie mamy też, niestety, żadnych świadczeń. Tak samo jest w sytuacji jednoosobowej działalności gospodarczej. Osoby prowadzące małe własne biznesy stoją przed wielką niewiadomą. Żaden zleceniodawca nie zapłaci im przecież za niewykonaną pracę, bo zlecenia zostały z dnia na dzień anulowane.

Cieszę się, że mieszkam z mamą

– Jako rodzic 11–latki i 3–latki – mówi Marcin Galas – cieszę się teraz podwójnie, że mieszkam z mamą, która zajmuje się pod naszą nieobecność dziećmi. Dziś za pomocą e–dziennika nasi nauczyciele powysyłali zadania dla uczniów na najbliższy czas. Uważam, że to dobry pomysł, mimo że kiedy oboje rodziców pracuje to trudne – dodaje.

Reklama

– Jestem nauczycielem w ośrodku specjalnym – mówi Małgorzata Łangowska – więc jestem w domu razem z moimi dziećmi – nastolatkami. Robimy zadane lekcje, gramy w gry planszowe, czytamy książki, oglądamy filmy. Jeśli będzie można nadal będziemy jeździć na rowerach, co bardzo lubimy.

– U mnie synowie mają jeszcze do wykonania zaległe prace domowe. Nigdy nie było na nie czasu, to teraz ten czas jest i trzeba go wykorzystać. Obaj rozumieją, że muszą nam pomagać w tym trudnym czasie – mówi Mariusz Leszczyński, ojciec studenta i czternastolatka.

Reklama

Praca zdalna, nie dla każdego

– Mam to szczęście, że mogę pracować z domu, więc nie mam problemu z opieką nad córką – przedszkolakiem – mówi Aleksandra Jarecka, mama kilkuletniej Julki.

– Oczywiście jest to pewne utrudnienie, bo nie wszystko mogę przecież zrobić z domu, natomiast to, co wymaga pracy z biura, mogę odłożyć w czasie i zrealizować raz w tygodniu. Tak też planuję. Pani Ola podkreśla, że stara się także minimalizować używanie tableta i telewizora przez córkę.

– U mnie sytuacja co do opieki nad trójką dzieci rozwiązała się sama – mówi Monika Bury – bo pracuję w przedszkolu, więc od poniedziałku zostałam w domu. Oczywiście uczyć się będziemy zgodnie z zaleceniami szkoły, a że lubimy prace plastyczne, to ogarniemy też temat Wielkanocy i przystroimy dom.

Reklama

– Co prawda mój syn niedawno skończył dopiero 2 lata – mówi Monika Sajor–Biesek – ale ponieważ na co dzień uczęszczamy na zajęcia do poradni specjalistycznej, to teraz staram się sama wykonywać z nim zadania logopedyczne.

Nie mamy takiego komfortu

– Co robię? – pyta retorycznie kolejna nasza rozmówczyni, Kinga Żurawska–Thomas.

– Płaczę! – co właśnie słychać w słuchawce.

– Jestem pielęgniarką, mój mąż jest kierowcą tira – dodaje, obrazując ich obecną sytuację w domu.

– Nie mamy kogo prosić o pomoc w opiece nad dziećmi. Nie mamy tego komfortu. Mama jest starsza, nie chcę jej zarażać, poza tym mieszka poza Złotowem. Pani Kinga opisuje ich ostatni dzień.

Reklama

– Mąż jest za granicą, ja do pracy jeżdżę 50 km od Złotowa, mam wielogodzinne dyżury, ponadto oboje możemy z tej pracy pewnego dnia nie wrócić, bo męża zatrzymają na granicy, a mnie, bo będę potrzeba chorym – mówi, popłakując coraz bardziej.

– Nie myślę o lekcjach w tej chwili, martwię się, że mam dzieci same w domu! Cały ciężar opieki nad bratem i domem spadł na moją córeczkę. To dla niej duże obciążenie, bo nie jest jeszcze dorosła ani nawet w pełni nastoletnia. To dla niej duża szkoła życia! Ale co mam zrobić? To bardzo trudny dla nas czas, ogromny stres i brak poczucia bezpieczeństwa. Dzieci dzwonią do mnie do pracy i płaczą, a ja razem z nimi. Uważam jednak, że kwarantanna jest jedynym słusznym wyjściem, gdyż, w przeciwnym razie, służba zdrowia mogłaby tego „nie unieść”.  Musimy wytrwać!

Reklama

Wśród specjalistów od branży edukacyjnej pojawiają się głosy, że czas wolny od szkoły może potrwać aż do maja. Edukacja to jedno, a gospodarka drugie. Dziś już wiadomo, że przyszłość będzie trudna, znacznie trudniejsza aniżeli organizowanie czasu, gdy szkoły są zamknięte.

Julita Milczyńska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2020-03-27 18:22:41

    Będzie straszna bieda i problemy.zylismy na dość wysokim poziomie,dziś opłaty nam się nie zmienią, nie spadną a większość straci pracę, firmę.umrzemy na nowotwory,zawały,wylewy, samobójstwa.tak zakończy się dla większości koronowirus.nie ma nadziei.caly czas słyszymy że najgorsze przed nami.a co jeśli za chwile będzie nowa epidemia.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2020-03-27 18:31:54

    No i wyleczyc wszystkich Ukraińców za nasze podatki. I żydów bezrobotnych.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2020-03-27 19:19:40

    nie ma bezrobotnych Żydów, durniu....są tylko bezrobotni katolicy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości