To wbrew pozorom bardzo trudne pytanie, bo czuję się sentymentalnie związany z różnymi regionami naszego kraju. Gdyby jednak policzyć, gdzie spędziłem najdłuższy okres swojego życia wyszłoby na to, że z Bydgoszczy.
Moja droga do kapłaństwa to doskonały przykład tego, jak przebiegiem naszego życia, krok po kroku, kieruje Bóg. W dzieciństwie nie myślałem o tym, żeby zostać księdzem. Nie byłem nawet ministrantem. To przyszło dopiero w liceum. Zaczęło się od tego, że w pierwszej klasie LO, na lekcji religii ksiądz zapytał mnie, czy nie chciałbym czytać w kościele. W ten sposób w krótkim czasie stałem się lektorem w bydgoskiej parafii pw. Świętych Polskich Braci Męczenników, co bardzo mi się spodobało. Następnie zaangażowałem się w kościelny ruch Światło Życia, oazy. Wracając jednak do momentu rozpoznania powołania. O tym, że chcę iść do seminarium byłem już bardzo pewien po maturze. Nie mówiłem o tym nikomu. Dla znajomych może nie było to bardzo duże zaskoczenie, dla rodziców – tak.
Reklama
Zgodnie z dekretem ks. biskupa Józefa Glempa, ordynariusza archidiecezji gnieźnieńskiej w 1991 roku znalazłem się jako wikariusz w Łobżenicy. Wiedziałem, gdzie to jest. Te tereny były mi trochę znane m.in. przez nieodległe Tłukomy i Górkę Klasztorną, gdzie w 1985 roku, przed rozpoczęciem pierwszego roku akademickiego w seminarium, byłem na rekolekcjach formacyjnych. Później jeszcze raz znalazłem się w tych stronach, podczas rekolekcji na rok przed diakonatem.
Łobżenicę darzę ogromnym sentymentem jeszcze sprzed ponad 23 lat, bo odchodziłem stąd w 1994 roku. To miejsce bardzo ważne w moim życiu – to moja pierwsza parafia. Bardzo dobrze się tu czułem, wiele się tutaj nauczyłem. Tu nastąpiło zderzenie teorii przekazanej w seminarium z praktyką, czyli pracą duszpasterską, pracą w szkole i z tym wiążą się bardzo dobre wspomnienia. Od początku podobało mi się to miasto, które z biegiem lat wypiękniało. Bardzo pozytywnie wspominam też kontakt z parafianami – taki zwykły, codzienny podczas mijania się na chodnikach oraz w pracy. Do dziś pamiętam wiele osób.
Cieszy mnie to, że Bóg skierował mnie do parafii, z której na przestrzeni lat wyszło bardzo wielu księży, sióstr zakonnych, a miasto ma swoją patronkę św. Annę. Wiara na tych ziemiach ma bardzo silne podstawy.
Jeszcze żyję na walizkach, ale farba na ścianach wyschła i mam nadzieję, że to już ostatnie dni takiego stanu rzeczy. Co do obowiązków, to moja rola tu jest zupełnie inna niż przed laty. Dawniej miałem wydzielony zakres obowiązków, obecnie moim zadaniem jest kierowanie całością wspólnoty parafialnej. Wiem, co mnie czeka, nie przyszedłem w nieznane. Ufam Bogu i nie mam obaw, że nie podołam jakiemuś z zadań.
Reklama
Podstawowym zadaniem proboszcza jest dbałość o sprawy duchowe wspólnoty, głoszenie Słowa Bożego, bycie szafarzem sakramentów, praca duszpasterska. Inne zadania również są ważne, ale warto przypomnieć tę hierarchię, która nas – księży obowiązuje. Przed parafią i przede mną remonty, z którymi miałem już do czynienia będąc przez siedem lat proboszczem w Wielowiczu. Może skala była nieco mniejsza, ale problematyka podobna.
Niebawem rozpocznie się wymiana dachu na kościele św. Szczepana, która potrwać może nawet do przyszłego roku. To kontynuacja remontu wieży. Chociaż zakres prac będzie spory, nie kończy on tego, co należy jeszcze w parafii zrobić. Przydałoby się też zadbać o zabytkowe sklepienie wewnątrz tego kościoła, elementy wystroju, elewację, teren wokół. W kościele pw. Świętej Trójcy też przyjdzie zmierzyć się z tematem pękających ścian, wieżą, dachem, elewacją, ołtarzami. Mamy jeszcze zabytkową plebanię, która z czasem też będzie wymagała remontu. To ogrom zadań, na realizację których potrzeba lat, sił i pieniędzy. Chciałbym wyrazić wielki szacunek dla ks. Karola, poprzedniego proboszcza, że przez osiem lat tak wiele wraz z parafianami tutaj zdziałał. Ja mogę zapewnić, że będę to, także z parafianami kontynuował. Warto jednak zaznaczyć, że na zajęcie się tymi wszystkimi rzeczami, które wymieniłem nie wystarczy kolejne osiem lat, ani kolejne itd. Może kiedyś któryś z proboszczów zakończy całość prac, ale pewnie chwilę później okaże się, że renowację któregoś z miejsc będzie musiał zaczynać od początku. Tak to już jest z obiektami zabytkowymi, jednak warto się tego podejmować dla zachowania dziedzictwa dla potomnych.
Jeśli coś się sprawdzało, było dobrze przyjmowane przez parafian nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy tego kontynuować. Już współpracujemy z Gminnym Centrum Kultury przy organizacji konkursów i koncertu w kościele, k
Reklamaóry odbędzie się 26 lipca, z okazji imienin patronki miasta św. Anny. Niebawem pojawią się plakaty informujące o szczegółach. Nie ukrywam, że liczę na zaangażowanie parafian w liczne inicjatywy, bo proboszcz nie może zajmować się wszystkim, ale z tego co wiem to w Łobżenicy nie było z tym nigdy problemu. Z mojej strony jest duża otwartość i wola współpracy.
Rowery – turystyka rowerowa. Mogę zapewnić, że będą się odbywały parafialne wycieczki rowerowe. Jestem ich wielkim fanem. Co prawda od momentu objęcia pierwszego probostwa mam nieco mniej czasu niż będąc wikariuszem, to jednak rower nadal uznaję za świetne narzędzie do poznawania okolicy. Jedna z większych wypraw, którą mam za sobą to był wyjazd z Gdańska do Częstochowy. Ponadto lubię też czytać książki. Może niekoniecznie podróżnicze, ale jakiś dobry kryminał, sensacja.
Reklama
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Łomatko! p.Sromotnik DUREŃ?
Niektórzy są z powołania i niektórzy są biedni. A niektórzy są medialni z kontem w Szwajcarii.
Qurwa je...ne PISIORY We łbach się przestawia
Wszyscy sa z powolania ciekawe dlaczego kler jest taki biedny
Pochodzę z parafii, w której ksiądz Pieniążek był proboszczem do tej chwili. Po pobytach tam na mszach i obserwacjach dokonań księdza mogę stwierdzić, iż jest to ksiądz z powołaniem, który dba bardziej o parafię niż o siebie i który w najmniejszym stopniu nie dąży do wzbogacenia się.
DUREŃ jesteś Tadeuszu!
Pan Pieniazek lubi pieniazki jak samo nazwisko brzmi
Łomatko! p.Sromotnik DUREŃ?
Niektórzy są z powołania i niektórzy są biedni. A niektórzy są medialni z kontem w Szwajcarii.
Qurwa je...ne PISIORY We łbach się przestawia