O zawodzie milicjanta, a później policjanta, o sentymencie do Łobżenicy i potrzebie działania dla tego miasta oraz o pracy Samorządu Mieszkańców opowiada Ryszard Biniak
Sięgnijmy kilkadziesiąt lat wstecz, do czasów, gdy to m.in. Ryszard Biniak odpowiadał w Łobżenicy za ład i porządek. Jak to wtedy było?
W tej roli zaistniałem w 1976 roku, w Milicji, a później Policji. Pracowałem tam do 1992 roku. Z samym terenem gminy Łobżenica jestem związany właściwie od dziecka, bo trafiłem tu z rodzicami z Kłodzka, gdy miałem 1,5 roku. Wracając do służby w resorcie MSW, bo tak się to powinno fachowo określać, to były zupełnie inne czasy. To miasto wyglądało zupełnie inaczej, bo musi pan wiedzieć, że niegdyś Łobżenica miała w sobie dużo więcej uroku niż dziś. Była czysta, zadbana i bezpieczna, choć na całą gminę było nas czterech, a do dyspozycji mieliśmy jednego gazika, w którym i tak maksymalnie mogły jechać dwie osoby. Jeśli trzeba było gdzieś jechać, a nie było auta, używaliśmy swoich prywatnych motocykli. Komendant nakazał i trzeba było jechać, nikt nie kręcił nosem. Jednak większość patroli odbywała się pieszo, przez to mieliśmy lepszy kontakt ze społeczeństwem. Człowiek podszedł, porozmawiał na mieście i już wiedział dużo rzeczy, które pomagały w pracy, w namierzaniu i ujmowaniu przestępców i eliminowaniu tzw. "zadymiarzy".
To tylko fragment artykułu z AL 43/2013, s.22
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze