Jest przykładem tego, że nigdy nie jest za późno. Chciała być fotografem i zapewne dopnie swego. - Pewnie ludzie myślą, że zwariowałam - mówi Wioletta Bednarz z Ciosańca
Wioletta Bednarz dopiero teraz realizuje swoje marzenia. – Bardzo szybko zostałam mamą, mój syn ma dziewiętnaście lat, córka niebawem skończy szesnaście. Z perspektywy minionego czasu śmiało mogę powiedzieć, że chociaż wtedy było bardzo ciężko, na dzisiejszy dzień wyszło na dobre. Czuję się jeszcze młodą i pełną energii i mam czas na rozwijanie swej pasji - tłumaczy.
Kiedy w Okonku powstało liceum dla pracujących, zapisała się do niego bez zastanowienia. – Bardzo chciałam się dalej uczyć i rozwijać, łaknęłam wiedzy. Długo było to niemożliwe, bo dzieci były małe. To liceum, mimo że nauka odbywała się w soboty i niedziele, było dla mnie wybawieniem.
[[reklama]]
Uczyła się pilnie, twierdząc, że jak się za coś zabrać, to robić to z przekonania i możliwie jak najlepiej. Zdała maturę i chciała dać sobie rok wytchnienia, ale od razu wiedziała, że pójdzie na studia. Pojawiła się jednak okazja do pracy za granicą. – Pojechałam do Niemiec, miał to być rok dla sprawdzenia samej siebie, zobaczenia, jak to będzie. Z tego roku zrobiło się lat sześć – wspomina. - Wyjazdy do pracy na zachodzie bardzo mnie wzmocniły, jak trzeba było to wsiadałam w auto i sama jechałam do swojej pracy tysiąc trzysta kilometrów. Bywało, że jak były korki na drogach czy remonty, podróż trwała blisko dobę. To był czas na przemyślenia - co dalej? Czułam, że muszę coś zmienić w swoim życiu, czas ruszyć z miejsca i zrealizować marzenia – twierdzi pani Wioletta.
Odetchnęłam z ulgą
O tym, że będzie studiować w Bydgoszczy, zadecydował przypadek. Jej tata był chory, bywało tak, że i dwa razy w tygodniu musiała go wozić do szpitala w tym mieście. W czasie którejś wizyty z tatą w Centrum Onkologii pojechała na uczelnię, obejrzała ją i zapisała się na pierwszy rok studiów.
– Uznałam, że jest to właśnie to i że zbliża się coś wielkiego w moim życiu – mówi. Dziś studiuje w Bydgoszczy kulturoznawstwo. Twierdzi, że dla własnej satysfakcji, bowiem zdaje sobie sprawę, że pieniędzy, na początku przynajmniej, wielkich z tego nie będzie. - Często ludzie, którym mówię, co studiuję, kiwają głowami i pewnie w duchu myślą, że zwariowałam – mówi. – Robię licencjat z fotografii i technik multimedialnych – dodaje nasza rozmówczyni. Jak się odnalazła wśród studenckiej braci? Była na początku przerażona, sądziła, że znajdzie się wśród młodych ludzi, że będzie najstarsza. Okazało się, że rozpiętość wiekowa była spora, od dziewiętnastolatków do osób po pięćdziesiątce. – Odetchnęłam więc z ulgą – śmieje się pani Wioletta.
Ciągnie mnie do ludzi
Co najbardziej lubi fotografować? Wioletta Bednarz uważa, że zainteresowania zmieniają się wraz z rozwojem warsztatu fotograficznego. - Na początku, chyba jak większość początkujących, utrwalałam to, co mnie otacza. Mogłabym całymi dniami wędrować, fotografując łąki, lasy, pola. Uwielbiam taki bezpośredni kontakt z naturą - mówi.
Bydgoska Łuczniczka na tle zachodzącego słońca
Przebijające się słońce prze bukowy las w okolicach Ciosańca
Od czasu, kiedy w środku lasu i z daleka od domu zaskoczyła ją burza, do takich wędrówek już odpowiednio się przygotowuje. - Jak poczułam się pewnie w fotografowaniu przyrody, zaczęło mnie „ciągnąć” do ludzi, pasjonuje mnie ich odkrywanie. Ale do tego oprócz aparatu trzeba mieć też odwagę. Fotografowanie ludzi jest bardzo trudne, tutaj trzeba pokazać nie tylko obraz, ale emocje i tożsamość każdego modela. Najwięcej przyjemności mam z fotografowania dzieci, ale pochłania to mnóstwo energii. Jeśli się znudzą, przestają „współpracować”. Poza tym dzieci nie da się ustawić, trzeba robić im zdjęcia żywiołowo, ukazując ich indywidualność – twierdzi. Skąd zainteresowanie fotografią? – Może powiem patetycznie: chcę to, co się wokół mnie dzieje, uwieczniać, zatrzymywać w czasie, pokazywać ulotne, a jakże ważne chwile w naszym życiu.
[[reklama]]
Mieszkanka Ciosańca za pomocą facebooka zaprasza chętnych na sesje zdjęciowe. Zgłasza się coraz więcej ludzi, choć początkowo podchodzili do tego bardzo sceptycznie. – Najwięcej jest bliskich, znajomych, bo o tym, że studiuję fotografię, wie bardzo mało osób – zastrzega.
To nie mój świat
Marzy jej się własne studio fotograficzne, w którym mogłaby realizować swoją pasję. Posiada dobry aparat, ale „to jeszcze nie to”. Zdaje sobie sprawę, że odpowiedni sprzęt sporo kosztuje, na razie stopniowo więc wszystko kompletuje (właśnie zamówiła sobie kolejny dobry obiektyw). W przyszłości nie chce jednak ograniczać się jedynie do fotografii, z chęcią sprawdziłaby się w działalności, a może nawet w kierowaniu ośrodkiem kultury.
Wioletta Bednarz uwielbia czytać, ale nie na zasadzie „wszystko jak leci” i nie tylko o fotografii. Swoje lektury dobiera z rozmysłem, bo i czasu na czytanie nie ma za wiele. Żadnych tam romansideł czy iluś tam „twarzy Grey’a”, chociaż nie potępia tych, co w takich tematach gustują. – Pamiętam, jak w szkole podstawowej zafascynował mnie „Pan Tadeusz”. Jak na mój ówczesny wiek była to trudna książka, mniej więcej wtedy zaczęła się moja przygoda z książkami, która trwa do dziś – oświadcza. Z informacji zamieszczonych na facebooku można się dowiedzieć, że jej ulubionym pisarzem jest Szekspir. Snobizm czy chęć odróżniania się od reszty? - Nie. Lubię Szekspira, szczególnie „Romeo i Julię”, po której moja córka odziedziczyła to piękne imię. Dożyliśmy czasów, że ktoś czytający klasyków uważany jest za dziwaka. Pewnie niedługo będą nas palcami wytykać – twierdzi. Telewizji niemal nie ogląda, co już całkowicie pogrążyło ją w oczach otoczenia. No bo jak to, nie interesują ją perypetie bohaterów „M jak miłość” czy „Barw szczęścia? Nie śledzi „Tańca z gwiazdami”?
Wioletta Bednarz zapewnia, że dopnie swego i będzie fotografem
– Nie, nie i jeszcze raz nie. Czasami, jak ktoś opowiada o jakimś serialu, stwierdzam, że to nie mój świat. To jest właśnie skutek naporu ze strony mas mediów - ludzie zaczęli żyć życiem innych, utożsamiają się ze swoimi bohaterami – uważa. I podaje przykład, kiedy to Krystynę Feldman ludzie zaczepiali na ulicy i pytali, jak może wytrzymać z niedobrym dla niej Ferdynandem Kiepskim (chodzi o słynny serial). - Zbyt rzadko rozmawiamy o sobie, ze sobą i o sprawach, które nas dotyczą – puentuje.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze