Pracownicy schroniska odłowili sukę, ale w stogu słomy miały zostać szczenięta. Mieszkańcy Świętej uważają, że zwierzęta zdechły z głodu bądź z zimna. Winą obarczają urzędników
- Długo zastanawiałem się, czy nagłośnić tę sprawę, ale ostatecznie uznałem, że tak się nie postępuje – mieszkaniec Świętej sytuacją jest zbulwersowany. Skarży się, że na polecenie urzędników pracownicy schroniska dla bezdomnych zwierząt odłowili wałęsającą się sukę, nie zabrali natomiast jej szczeniąt. - Nie szukam sensacji, ale serce się kraje... - zaznacza nasz rozmówca i dodaje, że pracownikom Urzędu Gminy Złotów, tłumaczącym, że nie było dowodów na to, że w stogu znajdują się młode, nie zamierza w tej sprawie pobłażać, bo – jak mówi – na pierwszy rzut oka widać było, że pies jest w okresie laktacji.
Od początku
Jak opowiada nasz rozmówca, bezpański pies wałęsał się w okolicach jego działki od kiedy tylko ją kupił. - Zobaczyłem ją i łzy mi się zakręciły w oczach. Stała taka wychudzona, wycieńczona pośród chaszczy – mężczyzna wspomina sytuację sprzed dwóch lat. Mieszkaniec Świętej postanowił się nią zaopiekować, jak sam przyznaje – z litości (przygarnąć jej nie mógł, wszak w domu miał już dwa psy i trzy koty). Dokarmiał więc sukę przez cały ten czas, a kiedy ta oszczeniła się w 2012 roku – (prócz jednego) mieszkańcy wsi pozabierali młode do domów. Jednego szczeniaka wziął nasz rozmówca. W ubiegłym roku sytuacja się powtórzyła. Na świecie – jak przekonuje nasz rozmówca i jego małżonka – znów pojawiły się szczenięta. Poprzednim razem zostały znalezione w trawie, teraz miały się urodzić w stogu słomy, który znajduje się na polu w niedalekim sąsiedztwie powstającego właśnie nowego osiedla mieszkaniowego w Świętej. Nasz rozmówca jest stuprocentowo pewien tej lokalizacji, bo – jak mówi – wielokrotnie bywał przy stogu i nasłuchiwał pisków szczeniąt. Tu pozytywna strona tej historii się kończy. Jak relacjonuje nasz rozmówca – sołtys Małgorzata Wójcik, podobno z uwagi na skargi jednej z mieszkanek wspomnianego osiedla, sprawę bezdomnego psa zgłosiła gminie. W zastępstwie koleżanki (Agnieszki Łuszczewskiej), która zajmowała się sprawą, a która przebywała tu w czasie gdy powstawał materiał na zwolnieniu potwierdza ten fakt Emilia Piechowska-Ciozda. Pracownica Urzędu Gminy Złotów informuje, że kobieta, która zaalarmowała sołtys, miała się bać wychodzić z domu, sygnalizowała też, że w pobliżu jest szkoła, trzeba więc zatroszczyć się o bezpieczeństwo dzieci, ponadto zgłaszała, że psy (bo były dwa – suka, o której piszemy i pies z jej poprzedniego miotu) rozrywają worki na odpady biodegradowalne. Nasz rozmówca w to nie wierzy. Jak mówi, dokarmiał zwierzę, nie miało więc ono powodu szukać dodatkowego pożywienia. Zaznacza też, że nie był jedyną osobą, która zlitowała się nad losem bezpańskich psów – dokarmiających miało być więcej. W reakcji na sygnały sołtys Agnieszka Łuszczewska poinformowała naszych rozmówców, z którymi psy były wiązane, że zostaną one odłowione i odwiezione do schroniska. Ten miał się zgodzić, ale... - Wielokrotnie informowałem panią Łuszczewską, że jeśli chcą zabrać sukę, to niech pamiętają, że są jeszcze szczenięta – opowiada mężczyzna. - Mówiłem to do znudzenia – podkreśla.
Grochem o ścianę?
Pracownicy schroniska zabrali sukę ze Świętej. Szczeniaków już nie. - Dowiedziałem się o tym kilka dni później – wyjaśnia mężczyzna. - Było już za późno na reakcję, ze stogu nie dochodziły żadne odgłosy. - Zdechły z głodu albo z zimna, a może je lisy rozszarpały… – zastanawia się jego małżonka. Na tym akcja odławiania się nie skończyła – został jeszcze drugi pies. Kiedy po niego przyjechano, jak relacjonuje nasz rozmówca, zapytany o szczeniaki pracownik schroniska miał odpowiedzieć, że ten temat go nie obchodzi. Tak mieszkaniec Świętej zeznał na policji – sprawą zajęły się powiadomione przez niego organy ścigania.
Drugi z bezdomnych psów, na prośbę naszego rozmówcy, który zadeklarował zastępcy wójta Ryszardowi Wińskiemu, że go przygarnie, został w Świętej. Pies w tej chwili przebywa na jego działce.
[[reklama]]
Ryszard Wiński potwierdza tę rozmowę, dodaje jednak, że w jej trakcie nasz rozmówca ani razu nie wspomniał o szczeniętach. Tymczasem rozpoczęły się już działania. - Jak tylko dowiedziałem się, że psy nie żyją, zawiadomiłem Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Złotowie. Podczas wspólnie podjętych działań (wykonane miały zostać fotografie poświadczające fakt, że suka była w tym czasie karmiąca) okazało się, że pies trafił do schroniska w Pile.
Jak powiedział nam powiatowy lekarz weterynarii Marek Winiarski, pracownica złotowskiego Inspektoratu w kontakcie z pilską placówką, sprawującą nadzór nad schroniskiem, ustaliła, że faktycznie przywieziono do niego sukę w okresie laktacji. Marek Winiarski przyznaje również, że szczeniaki, które – jak poinformował mężczyzna ze Świętej – mają pięć tygodni powinny być już częściowo samodzielne, próbować wychodzić na zewnątrz, aczkolwiek, jeśli nagle zostały odłączone od matki – mogły paść.
Bez dowodów
Ryszard Wiński i Emilia Piechowska-Ciozda zaznaczają, że nasz rozmówca przejął psy, o których mowa w artykule, dobrowolnie i nigdy wcześniej, to jest przed dwoma laty, nie zgłaszał potrzeby ich odłowienia – można więc uznać, że wziął za nie odpowiedzialność. - Gdyby zgłosił, że wałęsają się na osiedlu, natychmiast byśmy je zabrali i byłoby po problemie – mówi zastępca wójta, dodając, że w podobnych sprawach gmina nigdy nie robiła problemów, zabierano również szczenięta. Tym razem nie zabrano. Emilia Piechowska-Ciozda tłumaczy, że jej koleżanka faktycznie sygnał o szczeniakach od naszego rozmówcy otrzymała, nie został on jednak potwierdzony. Szczeniąt, jak dowiadujemy się w urzędzie, nigdy nie widzieli i nie słyszeli mieszkańcy osiedla, których pracownice gminy miały rozpytywać, ich obecności nie stwierdził również pracownik gminy, który dwukrotnie miał przy stogu być. Pracownicy schroniska, sołtys – to samo. - Nie mieliśmy żadnego potwierdzenia, że te szczenięta tam są – jeszcze raz podkreśla Emilia Piechowska-Ciozda i ponownie zaznacza, że żaden sygnał docierający do gminy nie jest ignorowany. Na dowód tego zastępca wójta przytacza liczby – każdego roku utrzymanie bezdomnych psów kosztuje samorząd około sto tysięcy złotych. Jak już wspomnieliśmy sprawą zajęła się policja. Nasz rozmówca odpuszczać nie zamierza. Jeśli zajdzie taka potrzeba zapowiada, że skontaktuje się z właścicielem stogu, który aktualnie przebywa za granicą i uzyska zgodę na jego częściowe rozebranie, by udowodnić, że szczenięta faktycznie zdechły.
Patrycja Kajewska
Nazwisko zgłaszających problem pozostały do wiadomości redakcji
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze