Reklama

Daj w Dziubka, czyli legendarny Czoper opowiada o pracy w dyskotece

13/03/2018 18:00
- Aż mi się wstyd przyznać, że awantur okrutnych to nie miałem – mówi Andrzej Dziubek

Z tym bramkowaniem zaczęło się przez przypadek i głupotę. Obawiałem się tego, nie wiedziałem jak to działa. To przez Mariusza Wilczewskiego. On już przyszedł do nas do siłowni duży, ćwiczył ambitnie. Po jakimś czasie mówi:

Ty, pieniądze są do zarobienia.

Jakie?

Ty, staniemy we dwóch na bramce.

Gdzie, jaka bramka?! Mnie to przerażenie wzięło. Weź przestań, trza się bić...

Damy radę, ja gabarytowo trochę większy od ciebie, ale ty więcej ludzi znasz w Złotowie.

Znać to znam.

No i o to chodzi. Tylko o ludzi chodzi. Żebyś miał kontakty, a tak se damy radę. To studniówka Ekonoma w kawiarence na hali targowej. Jutro na 19:00, ale ty, wymóg jest, że mamy być w białych koszulach i w garniturach. Wysokie mniemanie mają...

Reklama

No weź, pierwszy raz możemy spróbować...


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 92% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

Ja tam spięty. Nie wiem o co tu chodzi. On tam kierował wszystkim, a ja stałem z boku. Mariusz, co my robimy...? Nic się nie działo, a na koniec imprezy poszliśmy po pieniążki i zapytali nas, czy staniemy też za tydzień. A znowu trzeba w garniturach? Nie, bo to będzie zwykła dyskoteka. Możemy spróbować. To był 1989 rok.

Dwa lata wcześniej wyszedłem z wojska i zapisałem się na siłownię. Musiałem czekać około trzech miesięcy, bo nie przyjmowali, tylu chętnych było. Siłka była na Skłodowskiej 2, w piwnicy. Ona mogła mieć z 18 m kwadratowych. To był klub przy Spółdzielni Mieszkaniowej „Piast”. Facet, który to prowadził interesował się kulturystyką, miał uprawnienia sędziowskie, pracował w Metalplaście. Przyjął mnie a po dwóch miesiącach wyjechał z rodziną do Kołobrzegu. Wtedy przejęliśmy to z Waldkiem Oleśkowem. Po jakimś czasie dostaliśmy miejsce tam, gdzie dziś są „Pobite gary”. Tam były baraki pracownicze wcześniej. Klub modelarzy się wyniósł, spółdzielnia nam pomogła i dostaliśmy całość. Ile tam było naszej pracy. Jak najmniejsza szatnia, jeden kibelek i prysznice, żeby było jak najwięcej miejsca na sprzęt. Ten z poprzedniej siłowni, a później spółdzielnia kupiła atlas (gdzieś na drugim końcu Polski) i jeszcze jedną maszynę. Później załatwiliśmy ze Sparty sztangę i trochę obciążników.

Reklama

Kto chciał, to ćwiczył. Była w jednym momencie taka mocna ekipa jak Hasan, Draba, Wilczur. Byli tak zaangażowani, mocni, z werwą, że aż się chciało patrzeć. Jeden rywalizował z drugim. Byli też tacy, co się wstydzili, bo wyszli z piwnic. Jeden przez miesiąc obserwował nas przez okno, tak się wstydził.

Tak samo było z Arkiem Karbowiakiem. Kiedyś zaprosił mnie do podziemi, głęboko tam było i pokazał: patrz, z czego ja powstałem. Wszystko zbierane, jakieś koła od drezyny. Ale ciężar to jest to. A u nas jest luksus? Żelastwo obleczone plastikiem.

Reklama

Ja zawsze myślałem o siłowni i osiągi miałem w miarę duże – 140 kg na klatę na ławce skośnej, na serię. A na barki byłem mocny. Na sztandze, zza głowy wyciskałem 120 kg. To jest bardzo dużo. Wspomaganie? Nie wiem, nie wiem.
Kilka mocnych osób wtedy stamtąd wyszło, lekko zaistniało i poszło dalej w świat.

Hotel – speluna – dyskoteka

Mariusz mnie nakusił na to. Na hali pracowałem około miesiąca. Wtedy Waldek Oleśków zapytał: – Słyszałem, że stoisz gdzieś tam na bramce. Bo moja żona jest kierowniczką hotelu i potrzebuje konkretnych dwóch ochroniarzy, żeby tam wreszcie porządek zrobić, bo tam takie dziadostwo przychodzi. Trzeba lokal oczyścić.

Reklama

Mariusz został na hali, a ja wziąłem do pomocy kolegów z siłowni – na zmianę Igmana i Czaplę. W hotelu mieli tak samo wysokie standardy: biała koszula, krawat, garnitur. Waldek, tak się nie da. Żeby zaprowadzić porządek ja nie mogę być tak sztywno ubrany. Taki reformowany strój. Ani tak, ani się obrócić. Jak się coś stanie, a mówisz że na pewno się stanie, potrzebuję swobody.
Pierwszy tydzień nic, za tydzień coś się działo, ale oni wszyscy mi ufali. Duże kontakty ludzkie miałem, nawet z marginesu, z kryminału (nie wiem skąd te kontakty) i nawet jak ktoś był wypity, to mnie rozpoznawał. Mówiłem: ja tutaj pilnuję porządku i proszę cię, żebyś się uspokoił.

Nie mogę!

Reklama

Ale ja cię proszę albo wyjdź na zewnątrz. Nie będzie awantury albo będziemy musieli się bić.

Ja nie chcę się bić.

Ja też nie chcę. No inne zasady są teraz i trudno.

Tam byłem półtora miesiąca i zrezygnowałem, bo w garniturze nie będę stał.

Stamtąd trafiłem do Specjala, koło Cesty taka speluna była. Bilety sprzedawał tam Cygan, ksywa Ształdi. Wielki nie był, brzuch miał i siłę też. Jak ktoś zawołał na salę, to ja zostawałem przy drzwiach, a on pu! pu! i koniec. Jak drwal. Ale żeby kogoś znienacka pierd..., żeby ten padł? Mówię, dobra, wasza bajka, bawcie się.

Reklama

A ja, aż się nie chce wierzyć, ale tylko raz użyłem siły. Ten palec najmniejszy złamałem. Stałem w Wiśniewce, święta, tłok, z 500 osób. Ludzie zewsząd zjeżdżali. Nas było tam trzech wtedy: ja, Bagniewski i Draba. Koło drugiej przyjechało czterech gości ze Złotowa. Stałem koło baru, jak Draba do mnie podleciał:

Oni kogoś szukają, będzie zadyma...

Polecieli na scenę, a my za nimi. Wszystko widzę jak na dłoni. Podlatują, łapią łepka i tłuką go. Ja też bez słowa łapię jednego i łup! Aż nie wiedziałem, że taki efekt. Jak w filmach, wyleciał w powietrze i jeszcze o futrynę. Podlatuję do niego, a on oczy nic. Odpuściłem. Za mocno bym uderzył? Nigdy nie uderzałem, ale może za mocno. Oglądam się, Draba bije się z dwoma. Podleciałem, ale oni już nie chcą się bić. To po diabła przyszliście?!

Reklama

To nie my.

Po pięciu minutach gość się ruszył, będzie żył. Jeszcze przez przypadek zabiłbym człowieka, po co mi to?

To jedyny raz, gdy kogoś uderzyłem. A tak wystarczyła gadka, perfekcja moja i obserwacja jak podejść do klienta. Sztuka przeżycia. Wielu ludzi mówiło, ale ty się nabiłeś w życiu, nie zaprzeczałem. Żebyś ty wiedział, że jeszcze nigdy nikogo nie uderzyłem, myślałem. Bo zobacz, każdy do lokalu wchodził przez moje oczy. Obserwowałem tych ludzi i wiedziałem co wypili, widziałem jak godzina po godzinie ich ścina. Wiedziałem komu wtedy odpier... Po to byłem, żeby był porządek.

Reklama

Czy ochroniarze lubili dać komuś w łeb? Sam kiedyś miałem taką siłę, że aż mnie w duchu rozp... Myślałem, że jak wejdę w największą zadymę, to nawet jak mnie walnie, dam radę wytrwać. Ale nie lubiłem się bić. Za to jeden kolega jak nie stał na bramce, a wypił, to był nieobliczalny. On z każdym mógł wyskoczyć. Ma gabaryty, wysoki jest. Kiedyś w Cechowej bił się z „Ruskiem”. I mu mapukał. Później do mnie przyleciał:

Ty, „Ruska” znasz. Idźmy do niego do domu, ja muszę go przeprosić, bo jak wytrzeźwieje, to będzie mnie ścigał.

Reklama

A on wtedy jeszcze do technikum chodził. Opowiadał:

„Rusek” mnie wkur... , mówił wychodzimy na solówę, to wyszłem, Wianek ludzi się zebrał, każdy chciał oglądać jak „Rusek” się bije. On nie trafił, ja go dwa razy i on opadł na beton. I koniec. Trzeba szybko lecieć przepraszać...

A „Rusek” nawet nie pamiętał. Dobra, mówił, w porządku. Nie był mściwy.

Siła reklamy

Po Złotowie trafiłem do Świętej. To było wyzwanie, bo remiza, Pawlak ją otwierał, a chłopaki chcieli udowadniać, że to ich wioska. Ale ja tam znałem paru chłopaków, bo ćwiczyli u mnie w siłowni. Co robi reklama. Sylwek Mozgawa ustawił wszystko, Tetzlaffów znałem.
W Świętej miałem śmieszną sytuację. Jeden miał pretensje, że za późno wyszłem na zewnątrz. Ktoś go uderzył, a ten zębów szukał. I ten syn sołtysa mnie popycha.

Reklama

Gdzieś ty był?!

Przestań, bo ci przyłożę. Chcesz tego?

A ja się ciebie boję?

A wszyscy stoją. Mówię: weź się zachowuj, bo cię uderzę profilaktycznie. Rękę podnoszę, a on sam się obala. Jak kłoda, uderzył się w potylicę. Wszyscy się śmieją. Za dwie minuty gość wstaje i mówi:

Będziesz mnie bił?

Jeszcze cię nie uderzyłem, dopiero zamierzam się, ale już chyba sobie odpuszczę...

Bo mi się kręci w głowie...

A ludzie się śmieją w puk.

Aż mi się wstyd przyznać, że awantur okrutnych to nie miałem. Ochroniarz w latach 90–tych to był ktoś, rozpoznawali mnie ludzie. Ale się tym przywilejem nigdy nie szczyciłem, bo byłem zwykłym człowiekiem. Nigdy mnie ta popularność nie ruszała. Kiedyś Robert Bagniewski i Tomek Gray poszli na bramkę do Tarnówki. Dwie pierwsze dyskoteki to rzeźnia. Biją się ludzie non stop. Mówią:

Musimy cię ściągnąć, poustawiasz ich. Ciebie ludzie się zawsze boją. Jak boją, przecież jestem normalny człowiek...

Ale ty masz taki wpływ na ludzi, a tu rzeźnia jak ch...

Zajeżdżamy na trzecią dyskotekę, oni mi mówią kto jest agresorem. Ten, tamten, ci ostatnio rozwalił dyskotekę. Tacy chłopcy, a wy gdzie byliście?

Ludzie ciągną, obserwują, że ktoś nowy jest.

Idź na salę, obserwuj. Jest 23:00, coś się zacznie dziać...

A tu jakby ręką odjął, nic. Kierowniczka, wszyscy się dziwią, że ostatnio rzeźnia, a teraz jakby zmienili zdanie. Ale jakie zdanie, jak mnie tu nikt nie zna…

Bramkarz to wróg?

Zrezygnowałem coś koło 2006 roku. Już byłem weteranem. Nikomu nie byłem wrogiem, wolałem przegadać niż bić. A czy wrogów się dorobiłem? Kiedyś do Starej Wiśniewki przyjechało czterech gości ze Złotowa.

Ty skur..., idziemy po ciebie ze sztachetami.

No to ch... Nie będę spier..., myślę, a oni wyrywają sztachety, rozjuszeni. My na gołe ręce, przecież nas pozabijają... A Robert miał tam dziewczynę wtedy i większe wtyki. Nas jest trzech, to za mało, trzeba popytać czy nam ktoś z miejscowych pomoże. Pół dyskoteki chciało iść. Wyszliśmy na ulicę, niech zobaczą ilu nas jest. A oni rzucili te dechy, nawyzywali mnie i wrócili do samochodu.

Tyle z tego bramkowania, za 120 zł za noc. Dziewczyny? Niby były, co niektóre przewracały oczami, prostota i nic w głowie. Nie korzystałem. Alkohol? Lepiej było na zakończenie wypić pięćdziesiątkę czy dwie, bo jak się kładłem spać, to przez godzinę miałem szum w uszach. Wódka szybciej mnie ścinała. Nie miałem kłopotów ze snem.
[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    cichy - niezalogowany 2018-03-14 09:02:23

    Czoper jak zwykle uśmiechnięty czy to wywiad czy bramka dżoker jest zdrówka życzę

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Czesław - niezalogowany 2018-03-13 22:53:52

    Mój sąsiad. Twardy gość, ale wrażliwy i o łagodnym charakterze.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Fgr - niezalogowany 2018-03-13 21:24:38

    Ty tez jestes steryd.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości