Życie Dawida uległo całkowitej zmianie w nocy z 13 na 14 sierpnia 2016 roku.
Pracowałem do późna, naprawialiśmy kombajn. Koledzy namówili mnie, żebym pojechał z nimi do sklepu, do Łobżenicy
– wspomina Dawid, mechanik z wykształcenia i zamiłowania. Droga do stolicy gminy przebiegła bez problemów. Dramat rozpoczął się podczas powrotu do domu.
Jechaliśmy we trójkę daewoo tico. Siedziałem z tyłu, za pasażerem. Kolega, który prowadził na zakręcie, na wysokości góreckiego gaju z jakiegoś powodu zaciągnął hamulec ręczny. Uderzyliśmy w drzewo
Reklama
– mówi Dawid, którego pamięć zapisała moment wypadku.
Poczułem uderzenie w bok, a później ból nie do opisania. Taki, jakiego jeszcze w życiu nie doznałem
– dodaje chłopak. Do wypadku doszło około godziny 23:00.
Dalsza część zdarzenia jest obecnie przedmiotem sprawy sądowej. Niedawno miała miejsce pierwsza z rozpraw. Dawid zapamiętał je tak:
Zostałem wyciągnięty z rozbitego samochodu i ułożony na poboczu. Ktoś nadjechał, zatrzymał się i pytał, czy potrzebna jest pomoc. Koledzy odpowiedzieli, że ta jest już w drodze. To nie była prawda. Następnie autem dostawczym, położony na deskach, zostałem przewieziony na podwórko jednego z kolegów, z którym jechałem. Tam wymuszono na mnie, żebym zeznał, że spadłem z wysokości, że w taki sposób doznałem urazu. Taka wersja została też przekazana mojej rodzinie. Karetka przyjechała już po północy i zabrała mnie do szpitala w Pile
Reklama
– mówi chłopak. Dalsze okoliczności zna z przekazu rodziny i znajomych.
Wrak samochodu został po cichu zabrany z miejsca niezgłoszonego nigdzie wypadku i utopiony w stawie w Walentynowie. Niedługo potem odnalazł go jeden z sąsiadów. Auto zostało zabezpieczone przez policję. Sprawca wypadku próbował uciec, jednak został zatrzymany
– opowiada Dawid.
Nie mam żalu o to, że stał się wypadek. To mogło się wydarzyć. Natomiast nie mogę zrozumieć tego wszystkiego, co działo się później. Do tamtej chwili myślałem, że takie historie dzieją się tylko w filmach
Reklama
– mówi.
Ze szpitala w Pile Dawid został przetransportowany do szpitala w Szczecinie. Tamtejszy lekarz, weryfikując obrażenia chłopaka nie dał wiary, że ten spadł z wysokości.
Ocenił, że musiałbym upaść z ósmego piętra. Trafiłem tam m.in. z urazem rdzenia kręgowego i kręgosłupa, połamanymi żebrami, obrażeniami wewnętrznymi
– wspomina Dawid. Wtedy przyznał, że był to wypadek drogowy, co zostało potwierdzone w dokumentacji medycznej.
Część żeber mam wyciętych i zastąpionych specjalną siatką. Kręgosłup wzmacnia mi łącznie osiem śrub
Reklama
– mówi chłopak.
Kiedy wybudził się z narkozy po kilkugodzinnej operacji w Szczecinie myślał, że to był tylko zły sen. Chciał wstać z łóżka, wtedy jednak w pełni dotarło do niego, że jest sparaliżowany. – Na początku były momenty załamania. Zastanawiałem się, co dalej będzie. Czy jeszcze będę mógł robić to co kocham: naprawiać maszyny rolnicze, samochody, restaurować stare motocykle? Myślałem tylko o tym – wspomina. Wola walki urosła w nim, gdy lekarze ocenili, że paraliż nie jest całkowity i ma szansę jeszcze stanąć na nogi o własnych siłach.
Psycholog po jednej z rozmów ze mną był zaskoczony, że tak spokojnie podchodzę do tego wszystkiego. Ja po prostu mam cel. Stanąć na nogi
– mówi Dawid.

Dawid nie przestaje wierzyć, że jeszcze będzie mógł w życiu realizować swoją pasję, czyli naprawianie samochodów i maszyn rolniczych. Lekarze oceniają, że chłopak ma szansę, by znów poruszać się bez wózka
Ze szczecińskiej lecznicy trafił do Grudziądza, potem do Świecia, Bydgoszczy i Wyrzyska.
Pierwszą przepustkę ze szpitala do domu dostałem na zeszłoroczne Święta Bożego Narodzenia. Na stałe wróciłem przed Wielkanocą tego roku
Reklama
– mówi Dawid. Postępy, które poczynił na przestrzeni kilkunastu ostatnich miesięcy są ogromne.
Zaraz po wypadku nic nie mogłem wokół siebie zrobić. Nie mogłem się ruszyć, przerzucić na łóżku z boku na bok. Teraz potrafię się sam przesiąść na wózek, poruszać na nim po domu, ubrać się, skorzystać z ubikacji – w sporej mierze znów jestem samodzielny
– dodaje. Dawid cały czas poddawany jest rehabilitacji pod okiem fizjoterapeuty i wspierającej go najbliższej rodziny. Nie zważając na ból wykonuje zestawy ćwiczeń usprawniających.
W jednym ze szpitali powiedziano mi, że pierwsze kroki będą bardzo bolesne. Nie boję się tego, czekam na ten ból
– stwierdza chłopak. Jednak by mógł go wreszcie poczuć rehabilitację należałoby jeszcze bardziej zintensyfikować, np. przez udział w specjalistycznych turnusach, najlepiej kilka razy do roku. Jednak ich koszt przekracza możliwości finansowe rodziny Dawida.
Lekarze stwierdzili, że stanięcie na nogi może mi zająć do pięciu lat. Widząc dotychczasowe efekty, wierzę, że stanie się to szybciej. Wiem, że nigdy nie będę już biegał, że dłuższy spacer będzie niemożliwy bądź męczący, ale zaakceptowałem to. Marzę, by znów mieć w rękach narzędzia, grzebać pod maską, składać i rozkładać motocyklowe silniki. Świat motoryzacji, techniki maszyn rolniczych, samego rolnictwa to całe moje życie
Reklama
– mówi chłopak.
Dawid od niedawna jest podopiecznym Fundacji Złotowianka. Pierwsza okazja, by wspomóc proces jego powrotu do zdrowia nadarzy się już w najbliższą sobotę podczas Jarmarku Bożonarodzeniowego, który odbędzie się na łobżenickim Placu Wolności. W akcję zbiórki pieniędzy oraz charytatywnej licytacji pod hasłem „Stawiamy Dawida na nogi” włączył się burmistrz Piotr Łosoś oraz Gminne Centrum Kultury w Łobżenicy. Planowane są też kolejne akcje, m.in. mecze charytatywne.
Kiedy pojechałem do Dawida i z nim porozmawiałem, uznałem na bazie doświadczeń z mojej wcześniejszej pracy w DPS w Dębnie, że istnieje ogromna szansa na postawienie go na nogi. Okres przedświąteczny to dobry moment na zebranie pieniędzy na turnusy rehabilitacyjne dla Dawida. Żyjemy we wspólnocie i musimy dbać o tych, którzy potrzebują pomocy. Spotkajmy się na Jarmarku Bożonarodzeniowym i podzielmy się sercem z młodym mieszkańcem naszej gminy. Niech to będzie nasz prezent dla Dawida na święta Bożego Narodzenia
Reklama
– mówi burmistrz Piotr Łosoś.
Rehabilitację Dawida można także wesprzeć, wpłacając pieniądze na jego fundacyjne subkonto: Spółdzielczy Bank Ludowy Zakrzewo 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010 (w tytule przelewu wpisać należy: darowizna dla Dawida Zagrodzkiego Z/44)
Przez tych kilkanaście miesięcy w moim życiu wydarzyło się chyba więcej niż kiedykolwiek. Były różne chwile. Dziękuję wszystkim tym, którzy byli i są przy mnie, którzy tak jak ja wierzą, że jeszcze stanę na nogi
– mówi Dawid.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A policja i prokuratura? Jakieś konsekwencje i śledztwo? Wypadek spowodował ktoś utopil zatarl dowód w postaci auta namawianie do zmiany zeznan a ten że poszedł na początku na zmianę zeznan i kłamstwo to też... sorry Temu co zaciągnął ręczny to w łeb dac przetracic nogi i ręce i zabrać prawko sorry oko za oko
Ale co bylo powodem nie zgłoszenia na policje i karetke, alkohol? KIEROWCA BYL PIJANY w drodze do Łobżenicy?
Ci pseudo koledzy powinni poniesc odpowiedzialnisc finansowa i karna!! Obciazyc ich kosztami keczenia tego Pana i do tego jeszcze sprawa za zacieranie sladow. Jak mozna byc takim tepakiem!!!!
A policja i prokuratura? Jakieś konsekwencje i śledztwo? Wypadek spowodował ktoś utopil zatarl dowód w postaci auta namawianie do zmiany zeznan a ten że poszedł na początku na zmianę zeznan i kłamstwo to też... sorry Temu co zaciągnął ręczny to w łeb dac przetracic nogi i ręce i zabrać prawko sorry oko za oko
Ale co bylo powodem nie zgłoszenia na policje i karetke, alkohol? KIEROWCA BYL PIJANY w drodze do Łobżenicy?
Ci pseudo koledzy powinni poniesc odpowiedzialnisc finansowa i karna!! Obciazyc ich kosztami keczenia tego Pana i do tego jeszcze sprawa za zacieranie sladow. Jak mozna byc takim tepakiem!!!!