Kto podpisywał dokumenty księgowe Warsztatu? Na co księgowa wypłacała po kilkanaście tysięcy złotych? Czy ktoś zmusił Iwonę M. do przyznania się do winy? Odpowiedzi na te pytania poznaliśmy podczas rozprawy w sprawie defraudacji ponad 90 tys. złotych
Polak Anonim
„Wiem, jakie robiła przekręty, to materialistka. Lubi mężczyzn z kasą. Miała się podzielić z Adamem Bagrowskim. Szybko związała się z bogatym mężczyzną, by uniknąć podejrzeń” – takiej treści anonim 20 marca wpłynął do Prokuratury Rejonowej w Złotowie. 22 marca podczas rozprawy w sprawie defraudacji ponad 90 tys. zł z kasy WTZ w Złotowie odczytała go sędzina Grażyna Szczubełek. Było to trzecie posiedzenie sądu w sprawie defraudacji z 2009 roku, o którą oskarżona jest była księgowa WTZ, Iwona M. Pierwsza rozprawa odbyła się 28 lutego i została odroczona do 1 marca w celu uzupełnienia materiału dowodowego. Na rozprawę 22 marca stawiła się oskarżona z broniącą ją mecenas Kamilą Kopczyńską. Do złożenia zeznań wezwanych zostało 9 osób związanych z Warsztatem Terapii Zajęciowej w Złotowie: terapeuci – Adam Rybicki, Krystyna Bagrowska, Magdalena Król, Dorota Staszewska, Paweł Staszewski; członkowie komisji rewizyjnej Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym, które do końca czerwca 2010 roku prowadziło WTZ – Piotr Kowalski, Tadeusz Niedźwiecki i Maria Penkała; prezes SPDN – Jerzy Sowiński. Po złożeniu oświadczenia o niekaralności za składanie fałszywych zeznań świadkowie przesłuchiwani byli pojedynczo.
Wypłat nie będzie
Pierwsze z pytań sądu dotyczyło sposobu realizowania zakupów w WTZ. Wszyscy świadkowie byli zgodni, że większość płatności za zakupione towary odbywała się przelewami, zdarzały się rzadkie przypadki, że terapeuci kupowali coś za własne pieniądze, a księgowa im je zwracała. – Nie przypominam sobie takiej sytuacji, by księgowa dawała pieniądze innym terapeutom – zeznał 75–letni Adam Rybicki. Zdarzało się jednak, co zeznali świadkowie, iż pracownicy nie otrzymywali wypłat w okresie wskazanym jako czas popełnienia przestępstwa. – Na święta Wielkanocne 2009 roku nie dostaliśmy pieniędzy, podobna sytuacja była w 2010 roku – mówiła Magdalena Król. – Tłumaczono to brakiem przelewu pieniędzy ze starostwa. Te informacje przekazywał nam kierownik – dodawała zatrudniona od 2009 roku w WTZ kobieta. – Dowiedziałem się o tym od kierownika Bagrowskiego, zdziwiłem się, że miał tak duże zaufanie do oskarżonej, że nie zadzwonił i nie zapytał w starostwie, czy to jest prawda. Przecież to można było w prosty sposób wyjaśnić – twierdził A. Rybicki.
Sfałszowane czeki?
Okazało się także, że WTZ regularnie zalegał ze składkami na ZUS, mimo iż początkowo wszystko wydawało się być w porządku. – Dostarczane przez panią M. zaświadczenia o niezaleganiu w płatności składek upewniały mnie w przekonaniu, że są płacone terminowo – oświadczał Jerzy Sowiński. W rzeczywistości jednak pieniądze wpłacane w danym terminie zaliczane były na poczet najstarszych zaległości, co sprawiało, że wpłacane kwoty na ZUS nie odpowiadały kwotom z deklaracji. Zadłużenie rosło, tymczasem księgowa co miesiąc wypłacała z konta Warsztatu duże sumy pieniędzy. Na przykład w lutym 2009 było to 18,5 tys. zł, w maju - 23 tys. zł, w październiku - 7,5 tys. złotych. Sąd interesowało, skąd brały się te rozbieżności. – Nie mam pojęcia, dlaczego takie kwoty były pobierane czekiem. Czeki pospisywali Bagrowski i pani M. – zeznał prezes SPDN. – Wiem, że kiedyś Adam Bagrowski pytał Iwonę M., dlaczego jest tak wysoka kwota, ok. 17 tys. zł. Odpowiedziała, że chce dla mnie uzyskać zaświadczenie o niezaleganiu, a taka kwota brakuje w ZUS-ie i wpłata gotówkowa będzie szybsza – prezes Sowiński mówił o wpłacie, której przecież nie można dokonać gotówką. W dalszym postępowaniu świadek zeznał, że nie potrafi logicznie wytłumaczyć, jak mogły być podpisywane te czeki, skoro A. Bagrowski twierdził, że ich nie podpisywał. – Mogło być tak, że księgowa dała do podpisu czek in blanco lub z wpisaną kwotą tylko cyfrą, a później dopisywała kwotę słownie – spekulował Jerzy Sowiński. Świadek ustosunkował się także do oskarżenia Iwony M. mówiącego o tym, że prezes ćwiczył podpis kierownika Warsztatu. – Przypominam sobie, że kiedyś poprosiłem go o podpis na moich dokumentach księgowych, chyba przelewach i zwróciłem mu uwagę, że ma bardzo łatwy podpis – każdy inny i składa te podpisy dość niedbale – J. Sowiński miał żartować, że taki podpis może podrobić każde dziecko. – Sugerowałem mu, żeby wyrobił sobie bardziej złożony podpis, bo podpisuje bardzo ważne dokumenty – dodał świadek. – Mówił mi Adam Bagrowski, że znalazł 1 sfałszowany czek. Był to zielony papierek z dopisanym 0 – zamiast 1600 było 16000 – A. Rybicki mówił o sytuacji mającej miejsce już po kontroli ksiąg Warsztatu.
Oświadczenie pod przymusem?
W aktach sprawy znajduje się oświadczenie byłej księgowej WTZ, w którym przyznaje się ona do winy. Jest ono jednak kwestionowane przez samą Iwonę M. – Adam Rybicki i Bagrowski zmusili mnie do podpisania oświadczenia, żebym przyznała się do wszystkiego – zeznała wcześniej oskarżona. – Twierdzili, że jeśli nie podpiszę tego, to nigdy nigdzie nie znajdę pracy. Treść oświadczenia dyktował mi A. Rybicki.
Terapeuta zatrudniony w Warsztacie na ½ etatu stanowczo zaprzeczył tym oskarżeniom. – Nie mam związku z treścią tego oświadczenia. Nie zmuszałem do napisania tego oświadczenia – zapewniał 75–latek. A Bagrowski? – pytała sędzina. – Nie wiem, może – odparł świadek, po czym dodał: - Fantazja panią księgową trochę poniosła.
Nieco światła na owe oświadczenie rzucił również J. Sowiński, który przed sprawą w sądzie nie wiedział o jego istnieniu: – Rybicki przy 1 rozprawie mówił mi na korytarzu w sądzie, że pani M. na piśmie przyznała się do winy. Powiedział, że rozmawiał z Iwoną i że albo ją namówił do napisania tego pisma, albo napisała to po rozmowie z nim.
Nie wierzyli w defraudację
Wszyscy powołani przez sąd świadkowie podkreślali dobrą współpracę z zatrudnioną w WTZ od 2000 roku księgową. Dlatego trudno im było uwierzyć w doniesienia o brakach finansowych, które wykazała kontrola finansowa przeprowadzona w październiku i listopadzie 2010 roku przez rewidenta Starostwa Powiatowego w Złotowie, Jana Zamczyka. Sprawdzenie dokumentów księgowych wykazało brak około 10 tys. zł z dotacji przekazywanej przez samorząd powiatowy i ponad 80 tys. zł z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, którego środkami dysponuje Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. – Drogą nieoficjalną dowiedzieliśmy się, że ponowną kontrolę zlecił panu Zamczykowi skarbnik starostwa. Skarbnik powiązał fakty zatrudnienia oskarżonej w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego z zatrudnieniem w WTZ. W PINB stwierdzono nieprawidłowości w dokumentacji księgowej – zeznał prezes Sowiński. Mimo to zarówno Jerzy Sowiński, jak i Adam Bagrowski mieli próbować nakłonić Iwonę M. do przedłożenia dokumentów na brakujące kwoty i wyjaśnienia sprawy. Do pewnego momentu byli nawet skłonni nie zawiadamiać organów ścigania o popełnieniu przestępstwa. Zwłaszcza, że w kwietniu 2011 roku oskarżona zadeklarowała wpłatę 50 tys. złotych. – Mówiła, że dostanie kredyt i pytała, czy ma zwrócić pieniądze stowarzyszeniu czy starostwu – J. Sowiński relacjonował przebieg zdarzeń. Na deklaracjach jednak się skończyło, co zaowocowało złożeniem doniesienia do prokuratury. Podobne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożyło Starostwo Powiatowe w Złotowie. Zwolenniczką natychmiastowego składania takiego zawiadomienia miała być przewodnicząca komisji rewizyjnej SPDN Maria Penkała. Z jej zeznań, jak również członków owej komisji – Tadeusza Niedźwieckiego i Piotra Kowalskiego – wynikało, iż dostęp do dokumentów księgowych Warsztatu zawsze był utrudniony. – Prosiliśmy o faktury i rachunki dotyczące działań WTZ, ale nie otrzymaliśmy ich z uzasadnieniem kierownika i księgowej, że nie podlegają one kontroli komisji – zeznał P. Kowalski. – Miałem ołówek i odfajkowywałem pozycje – przyznał wprost pełniący swoją funkcję społecznie T. Niedźwiecki. – Było tak, że pani Penkała, jako że zna się na księgowości, dokonywała kontroli. – Komisja rewizyjna nie jest w stanie wychwycić nieprawidłowości w prowadzonej księgowości. Sprawdzaliśmy tylko, czy zaksięgowane dokumenty były zgodne z celami statutowymi stowarzyszenia – stwierdziła z kolei M. Penkała.
Bagrowski miał być zwolniony
Sędzina Grażyna Szczubełek dopytywała o kondycję tragicznie zmarłego Adama Bagrowskiego. Świadkowie przyznawali, że ostatnio nie był on w najlepszej dyspozycji. Od 2 miesięcy przebywał na zwolnieniu lekarskim, miał leczyć się na depresję. – Był zmieniony na twarzy, miał problemy z poruszaniem się. Mówił nieskładnie, trudno było w jego wypowiedzi doszukać się sensu – takim w przeddzień śmierci widział go Adam Rybicki. W toku postępowania wyszło na jaw wiele faktów, które mogły wpłynąć na zachowanie ś.p. kierownika. Jednym z nich miała być choroba nowotworowa teścia, innym sprawy czysto zawodowe. – Jak dowiedział się, że akt oskarżenia został sformułowany tylko do pani M., trochę się uspokoił, ale wystąpiły nowe okoliczności w związku z tym, że pracodawca zamierzał zwolnić go z funkcji kierownika WTZ – zeznał Jerzy Sowiński. Tajemnicą nie jest, że A. Bagrowski bardzo przeżywał sprawę defraudacji pieniędzy, dlatego sędzina pytała o jego reakcję po rozprawie, podczas której został on przesłuchany. – Bagrowski był załamany. Mówił, że wypadł źle. Później się rozchorował, leczył się na depresję, nie przychodził w ogóle do pracy – mówił podczas rozprawy terapeuta Rybicki. – Zawsze wiedziałem, że pan Bagrowski ma słabą psychikę, ale nigdy nie dotyczyło to sytuacji o posmaku kryminalnym – oceniał prezes Sowiński. – Od początku zapewniałem go o swoim zaufaniu, ale widać było po jego reakcji, że boi się odpowiedzialności karnej.
Pieniądze do zwrotu
Brakujące ponad 90 tys. złotych Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym, które do czerwca 2010 roku prowadziło Warsztat (później przejęła go fundacja CIS), musi jednak zwrócić. Około 10 tys. zł J. Sowiński wpłacił już na konto Starostwa, pieniędzy dla PCPR–u już nie ma. – Budżet ośrodka rehabilitacji dzieci niepełnosprawnych wynosi około 160 tys. zł, zwrot brakującej kwoty byłby równoznaczny z zamknięciem ośrodka – martwił się prezes. Póki co PCPR przystał na wstrzymanie naliczania odsetek od zdefraudowanej kwoty. Dalsze wyjaśnianie tej sprawy sędzina Grażyna Szczubełek odroczyła do 10 maja.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze