Lipka to kolejna miejscowość w powiecie, gdzie działa szkółka bokserska. Sytuacja jest jednak tutaj o tyle wyjątkowa, że poza Złotowem nie ma miejsca, gdzie młodzież tak licznie przychodziłaby na zajęcia. Owszem, to dopiero początki, szkółka działa zaledwie od początku września, ale jak mówi pracujący z dziećmi i młodzieżą trener złotowskiej Sparty Tomasz Tetzlaff, w żadnej innej miejscowości nawet początki nie były pod względem frekwencji tak obiecujące. Nie na każdych zajęciach jest równie wysoka frekwencja, ale cała grupa liczy dwadzieścia pięć osób.
– Początkowo to miało być dla beki – mówi jedna z uczestniczek zajęć, Julia Schnarbach. Wtóruje jej Agata Barzycka, przyznając, że dziewczyny nie spodziewały się, że ten z pozoru typowo męski sport tak przypadnie im do gustu. Na zajęciach widać i rosłych chłopców, i biegającą wśród nich drobinkę z długimi blond włosami. Na razie łatwo łączyć zajęcia, bo w zasadzie wszyscy oprócz Kamila Szydłowskiego – o tym samorodnym talencie pisaliśmy na łamach „Aktualności” kilka miesięcy temu – zaczynają tutaj od zera. – Na razie ma to być dla tych dzieci zabawa poprzez sport, ale z czasem wyłonią się osoby, które mają predyspozycje – mówi Tetzlaff. Tomasz Nykiel i Bartek Bukowski już nie mogą się doczekać pierwszych pojedynków o stawkę. Na razie muszą być cierpliwi. – Jeśli kiedykolwiek choćby dziesięcioro z nich stanie w przyszłości w jakimkolwiek ringu, będzie to sukces – przyznaje trener złotowskich pięściarzy. W Lipce przeprowadził dotychczas około dziesięć treningów. Środy są obowiązkowe, jeśli pozwala czas, organizuje również drugie w tygodniu zajęcia.

Każde zajęcia rozpoczynają się od obowiązkowej rozgrzewki
– Na razie to raczej taki ogólny rozwój, ćwiczenia ruchowe i podstawy boksu – dziewczyny opisują treningi. Uczestnicy zajęć sami wiedzą, że z czasem grupa pewnie się zmniejszy, ale nie chcą rezygnować. Nasi młodzi rozmówcy przyznają, że koledzy i koleżanki ze szkolnych ławek i korytarzy początkowo trochę się podśmiechiwali, ale z czasem część z nich przyłączyła się do grupy i dzisiaj także trenuje.
Jak mówi Tomasz Tetzlaff, o wyjątkowości tej grupy świadczy również postawa rodziców. Dwoje, troje, czasami nawet czworo z nich zawsze jest obecnych na zajęciach. Chyba dogadali się, że będą mieć oko na swoje pociechy. W końcu nie każdy trenuje sport, w którym przyjdzie nie tylko zadawać, ale też przyjmować ciosy. Julia i Agata same zresztą przyznają, że dorosłych nie było łatwo przekonać do uczestnictwa w takich treningach. – To nie jest sport dla dziewczyn – z takimi opiniami też oczywiście musiały się mierzyć. – No i wiadomo, że trzeba pilnować, żeby nie odbywało się to kosztem nauki – wtrąca Julia.

Trzy na jednego - worek nie ma szans
I chociaż Tetzlaff wie, że z czasem grupa będzie mniej liczna, ma nadzieję, że praca z młodzieżą w Lipce pozwoli w ciągu miesięcy czy lat wyłapać choćby ze dwa, trzy talenty oprócz wspomnianego Szydłowskiego. Nasi młodzi rozmówcy sami zresztą przyznają, że Kamil to dla nich wzór pracy podczas zajęć. Jest przy tym koleżeński. Inna sprawa, że ma też nieprzeciętny talent, który może ułatwić mu osiągnięcie sukcesów w tym sporcie. Po pierwszych tygodniach pracy w Lipce Tetzlaff przyznaje, że zauważył już, iż niektóre osoby zdradzają pięściarskie predyspozycje. – Obstawiam, że z samych tylko dziewcząt cztery, może pięć ma szansę coś osiągnąć – ocenia. Nie pora oczywiście na nazwiska - żeby nie zapeszyć, ale też żeby na starcie nie zniechęcać innych. – Diamenty można znaleźć wszędzie, później trzeba je tylko oszlifować – przekonuje do teorii, że w każdej, nawet małej miejscowości można znaleźć przynajmniej jeden samorodek czekający na ukształtowanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze