Kasia Grochocka odeszła sześć dni przed swoimi dwudziestymi drugimi urodzinami. Jej śmierć wstrząsnęła Tarnówką i okolicznymi miejscowościami. Zmarła kilka dni po porodzie. Nikt nie wie, dlaczego
Była zdrową, młodą kobietą. Kiedy zaszła w ciążę wszyscy się cieszyli, zwłaszcza że ciąża przebiegała spokojnie i bez komplikacji. W grudniu nadszedł moment porodu. Szczęśliwa i spokojna pojechała urodzić. Cieszyła się bardzo, gdy na świat przyszła ukochana córeczka Amelia. Nawet nie przeczuwała, że nie wróci już do domu. Umarła w szpitalu, zostawiając córeczkę i męża. Nikt nie wie, co się stało. Na wszystko odpowiedź ma dać sekcja zwłok. To jednak życia kobiecie nie zwróci. Może dać jednak odpowiedź mężowi na dręczące go pytanie – dlaczego?
24 grudnia – początek i koniec
Krzysztof Grochocki poznał swoją żonę jeszcze w szkole średniej. On pochodzi ze Złotowa, ona z Sokolnej. Od razu się sobie spodobaliśmy - wspomina. Zwykła znajomość przerodziła się w wielką miłość. Zamieszkali razem w Poznaniu, bo tam studiował, a potem podjął pracę. Chcieli mieszkać razem i pani Kasia, mimo obaw przed dużym miastem, zgodziła przeprowadzić się do Poznania. Razem snuli plany na przyszłość.
Pani Kasia też szybko znalazła pracę w sklepie, co jak mówi jej mąż było spowodowane jej zaradnością i łatwością w dostosowywaniu się do otaczającej ją rzeczywistości. Ciąża utwierdziła ich w przekonaniu, że Poznań to dobre miejsce na wspólne życie. Dziecko będzie miało lepszy dostęp do szkół, o pracę łatwiej, a i atrakcji dużo więcej niż w małych miejscowościach, z których pochodzą.
24 grudnia 2011 roku pan Krzysztof oświadczył się swej wybrance. Była zaskoczona i szczęśliwa zarazem. Wiadomość, że zostaną rodzicami, również optymistycznie nastawiła ich do dalszych planów W sierpniu ubiegłego roku odbył się ślub, a 17 grudnia na świat przyszła córka. Dokładnie rok po zaręczynach pani Kasia umarła...
Mylili się
Podczas ciąży pani Kasia czuła się bardzo dobrze. Nie chorowała, nie miała żadnych objawów, które budziłyby jakieś obawy u lekarza prowadzącego, nie chorowała na nic poważnego. W zasadzie nigdy. Urodziła córkę w szpitalu w Poznaniu, na Polnej. Była zmęczona długim, wywoływanym porodem. Ale szczęśliwa, gdy pokazano jej dziecko. Dwa dni po porodzie pani Kasia poczuła się źle, zaczęła tracić kontakt z otoczeniem. Dostała drgawek. Lekarze wykluczyli jakiekolwiek powikłania po porodzie. Przewieziono ją do szpitala na Grunwaldzkiej w Poznaniu, na badania tomografem pod kątem zmian neurologicznych. Kobieta straciła przytomność, ale wyniki badań nie dały powodów do zmartwień. Lekarze pocieszali męża pani Kasi, że to raczej jednorazowy napad i po standardowym leczeniu w takim przypadku wszystko powinno wrócić do normy. Mylili się. Kobieta przez następne dni pozostawała nieprzytomna. - Do tego doszedł obrzęk mózgu, którego nie udało się zmniejszyć - wspomina pan Krzysztof. Lekarze poinformowali go, że zaczynają walkę nie tylko o jej życie, ale w tej chwili już o jakość tego życia, bo obrzęk może być powodem wielu komplikacji. Niestety, jego żona umarła… [[reklama]]
Przyczyna śmierci nie jest znana. Pan Krzysztof czeka na wyniki sekcji. W Prokuraturze w Poznaniu toczy się postępowanie wyjaśniające. To standardowa procedura, gdy kobieta umiera w trakcie porodu lub połogu. Pan Krzysztof nie oskarża nikogo, cierpliwie czeka na wyniki. Czuje się fatalnie. Mówi, że marzył, by odebrać żonę i córkę ze szpitala i przywitać w domu z kwiatami, balonami i transparentem: WITAJCIE W DOMU. Niestety… [[nowa_strona]] Dla innych
- Moja żona była wspaniałą przyjaciółką, żoną, najukochańszą osobą na świecie. Nikt i nic jej nie zastąpi - mówi Krzysztof Grochocki. - To była bardzo radosna kobieta. Nie pamiętam dnia, by była smutna, trudno ją było zasmucić. Zawsze szukała pozytywów. Swoim dużym poczuciem humoru i lekkim sarkazmem zarażała otoczenie. Często robiła ludziom prezenty, co sprawiało jej przyjemność. Uwielbiała spacery. Zawsze było jej wszędzie pełno -opowiada pan Krzysztof. - Ja jestem typem domatora, Kasia zawsze motywowała mnie do działań, do wyjść. Lubiła, jak się coś działo. Zapadała w pamięci ludzi. Sąsiedzi nie wierzą, że już jej nie ma...
Siostra pani Kasi dodaje, że ona nigdy nie martwiła się o siebie, zawsze o innych. Była za młoda, by umrzeć… Chwali szwagra, że jest dzielnym tatą, super sobie radzi w tych trudnych dla nich chwilach. Kąpie sam córkę, przewija ją. Młody, a już owdowiały ojciec zaraz dodaje, że czuje się bezradny, gdy córka płacze, a on nie wie czemu… Jak jej pomóc? W takich chwilach szczególnie czuje, jak bardzo brak mu wsparcia ukochanej żony. [[reklama]] Pozostały pytania
- Marzyliśmy o wspólnych podróżach, snuliśmy plany na przyszłość, chcieliśmy się razem zestarzeć. Teraz sam marzę, jeszcze wciąż mam nadzieję, że to tylko zły sen i się z niego obudzę. Na razie muszę zająć się córką. Amelka ma dużą rodzinę, dużo cioć i wujków, którzy mi pomagają, pomagają mi rodzice moi i Kasi –mówi załamany mężczyzna. - Dlatego na razie nie mieszkam w Poznaniu, a u rodziny w Krajence - dodaje.
Pochował żonę na cmentarzu w Tarnówce, bo w Tarnówce i okolicach mieszka prawie cała ich rodzina. A jej wsparcie było i jest ważne, zwłaszcza teraz. Może na nich liczyć w każdej chwili. Chce być blisko grobu żony. Stara się przychodzi tam prawie codziennie, mimo wielu obowiązków przy maleńkim dziecku. Ale zawsze jest tam myślami... Nie może się jeszcze po tym wszystkim pozbierać, otrząsnąć. Obraz umierającej żony wciąż ma przed oczami i wciąż zadaje sobie pytanie: dlaczego? Co powie kiedyś córce?
Joanna Kozij
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze