Reklama

Dopóki ludzie klaszczą... Feliks Kaaz opowiada o sobie i miłości do tańca

08/05/2018 16:00
Dziewczyny kiedyś budził brutalnie, był zbójem na scenie, a i dziś hołubce wywija. Feliks Kaaz, czyli tancerz jakich mało

Ja to jestem w połowie rodowity. Nasza mama była córką niemieckiego nauczyciela z Głomska - Felicitas miała na imię. Potem została spolszczona i Felicją się zwała. Mój dziadek, Wojciech, był pierwszym sołtysem Zakrzewa po wojnie. O, tę chałupkę, w której siedzimy dostał (podobno po niemieckim burmistrzu), fajną taką, bo krytą już dachówką. Następca chciał ją przejąć, ale dziadek nie oddał.

A wie pan, że pisownię mam oryginalną? Już dziadka próbowali po wojnie spolszczyć, ale się nie dał. Jego kuzyn uległ, nazwisko zmienił na Kac, ale potem wrócił do starego. Ale i dziś przychodzą do mnie z urzędu pisma z błędami. Katz albo Kazz piszą, a ja Kaaz jestem. Feliks Kaaz. Bratowa czuła jest na tym punkcie, krzyczy: Wiktor (mój brat) jest Kaaz, to „a” tak akcentuje...

Reklama

To tylko fragment artykułu, który ukaże się w jutrzejszym wydaniu Aktualności Lokalnych.

Zachęcamy do lektury!

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości