Ja to jestem w połowie rodowity. Nasza mama była córką niemieckiego nauczyciela z Głomska - Felicitas miała na imię. Potem została spolszczona i Felicją się zwała. Mój dziadek, Wojciech, był pierwszym sołtysem Zakrzewa po wojnie. O, tę chałupkę, w której siedzimy dostał (podobno po niemieckim burmistrzu), fajną taką, bo krytą już dachówką. Następca chciał ją przejąć, ale dziadek nie oddał.
A wie pan, że pisownię mam oryginalną? Już dziadka próbowali po wojnie spolszczyć, ale się nie dał. Jego kuzyn uległ, nazwisko zmienił na Kac, ale potem wrócił do starego. Ale i dziś przychodzą do mnie z urzędu pisma z błędami. Katz albo Kazz piszą, a ja Kaaz jestem. Feliks Kaaz. Bratowa czuła jest na tym punkcie, krzyczy: Wiktor (mój brat) jest Kaaz, to „a” tak akcentuje...
Reklama
To tylko fragment artykułu, który ukaże się w jutrzejszym wydaniu Aktualności Lokalnych.
Zachęcamy do lektury!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze