Branża gastronomiczna i rozrywkowa koronawirusem została dosłownie wstrząśnięta. Klienci masowo rezygnują z posiłków, a także odwołują zaplanowane imprezy
Złotowskie restauracje szybko zareagowały na światowy kryzys wywołany wirusem COVID–19. Jedna po drugiej musiały dostosować się, najpierw do spadającej liczby odwiedzających je klientów, a potem do decyzji państwowych urzędników o nakazie wydawania posiłków tylko na wynos.
– Jak tak dalej pójdzie, będę całkowicie musiał zamknąć oba lokale – mówił w miniony piątek Arkadiusz Janczewski, właściciel jednej ze złotowskich pizzerii i Centrum Wypoczynkowo–Rekreacyjnego Zacisze. Dzisiaj, po kilku dniach od tamtej rozmowy, pizzeria funkcjonuje już tylko na telefon.
– I tak odnotowujemy spory, bo około 50–procentowy spadek zamówień – mówi przedsiębiorca i próbuje żartować, że teraz jego pizzę można zamówić w godzinę, a nie trzy.
– Ludzie odwołują masowo imprezy, być może zamknę też CWK Zacisze na kilka tygodni. Koszty utrzymania ludzi są za duże w stosunku do sprzedaży. To się okaże.
– Ten rok zapowiadał się bardzo dobrze – mówi Michał Wawrzyniak, który od lat prowadzi firmę kateringowo–eventową.
– Zlecenia mamy już w całej Polsce. To znaczy: mieliśmy, bo te na najbliższe dwa miesiące są dzień po dniu, godzina po godzinie, odwoływane. Podpisywanie umów na wygrane przetargi na obsługę na przykład dni miast są przesuwane w czasie. Pan Michał zajmuje się także kateringiem pudełkowym.
– Mamy na dziś trzech klientów – mówi smutny – a bywało ich kilkudziesięciu. Wszyscy porobili zapasy i muszą je teraz zapewne skonsumować. Kuchnia w moim rodzimym lokalu praktycznie stoi, działamy tylko w weekendy przy jeszcze nie odwołanych rodzinnych imprezach. Tak samo szkolny i przedszkolny katering, a także obiady dla seniorów.
– Wszystkie szkoły i ośrodki są przecież zamknięte. Mimo to jestem dobrej myśli – kończy.

Michał Borysiuk tak rozwozi dania ze swojej restauracji „Magnetyczna”
Inne lokalne bary, na przykład takie z tak zwanymi obiadami abonamentowymi, nadal je oferują, ale tylko na dowóz i na wynos.
Po kieszeni oberwą także artyści i lokalne zespoły. Paweł Kucharski, Najdroższy Menager Twojej imprezy, mówi, że jest w tej szczęśliwej sytuacji, że i tak ma akurat wakacje, bo jest post.
– To czas, kiedy przez półtora miesiąca i tak nie mam imprez. Ale dostałem już informację, że jedna z par, która planowała wesele w maju tego roku, przekłada je na za rok. To jednak mi nie przepada, umowa zostanie przeniesiona. Odwołano także targi ślubne w Pile. Przeniesiono je na jesień. Najbliższą imprezę mam pod koniec kwietnia, jest to impreza prywatna. Jeszcze aktualna. Zastanawiam się jednak oczywiście nad tym, co będzie dalej i jak długo to wszystko potrwa. Tej niewiadomej się obawiam! Dawid Krzyk, wokalista, podchodzi do tematu ze spokojem.
– Imprezy przenosimy, czyli odkładamy w czasie, a nie tracimy – mówi.
– Osobiście mam jakieś zapasy finansowe, a jak się skończą, mogę iść do dorywczej pracy. Trzeba to przetrwać.
– Poza sezonem letnim żyjemy przecież z klienta biznesowego – mówi Anna Kanurska z kujańskiej Poziomki.
– A że nasi klienci nie przyjmują gości, ani polskich, ani zagranicznych, to są puste pokoje. Klienci indywidualni, także ze strachu przed ewentualnym zamknięciem miast i braku możliwości przemieszczania się z powrotem do domu, rezygnują z wizyty w Borach Kujańskich. I ja ich rozumiem – kończy właścicielka – że odkładają to w czasie. Ja sama ograniczyłam do minimum wychodzenie z domu, by zachować się odpowiedzialnie. Siłą rzeczy jest ciężej. Zachowajmy jednak spokój.
Na razie żaden z naszych rozmówców nie mówi o zwolnieniach personelu. W tym tygodniu rząd ma przedstawić propozycje pakietu pomocowego dla firm dotkniętych stratami ze względu na rozprzestrzenianie się koronawirusa.
Julita Milczyńska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
"Na razie żaden z naszych rozmówców nie mówi o zwolnieniach personelu" taaaak juz to widzę jak przez okres kilku miesięcy będą płacić składki, podatki i pensje nie zarabiając. Takie bajki to pisiorom możeci opowiadać. Oni wszystko łykają.
"Na razie żaden z naszych rozmówców nie mówi o zwolnieniach personelu" taaaak juz to widzę jak przez okres kilku miesięcy będą płacić składki, podatki i pensje nie zarabiając. Takie bajki to pisiorom możeci opowiadać. Oni wszystko łykają.