Reklama

Drugiej szansy nie będzie

14/03/2018 19:00
Przedstawiamy trzecią i ostatnią część sagi o opiekunkach osób chorych i niesprawnych. Pisaliśmy już o opiekunkach seniorów w Niemczech, o opiekunkach domowych w Złotowie, czas na opiekunów w zakładach leczniczych. O opiece w zakładzie leczniczym opowiada doświadczona opiekunka medyczna Barbara Blechinger

Barbara Blechinger od 11 lat pracuje jako opiekunka chorych i niepełnosprawnych. Wraz z pozostałym personelem medycznym ZOL–u opiekuje się ciężko chorymi pacjentami, m.in. z demencją i po udarach.

Z jakich pobudek została Pani opiekunką osób chorych?

Z niespełnienia. Wcześniej pracowałam jako pracownik biurowy. Okrutnie nudziłam się w tym zawodzie. Byłam nieszczęśliwa. Moja mama, która pracowała w szpitalu, podsunęła mi myśl, żeby iść do szkoły dla pracowników służb społecznych i środowiskowych. Na początku, gdy tylko podjęłam naukę, dostałam angaż w agencji opiekuńczej. Pracowałam w zastępstwie za kogoś. Już po pierwszym miesiącu okazało się, że świetnie się sprawdzam w zawodzie opiekunki. Miałam dobry kontakt z ludźmi. To był mój żywioł. Praca biurowa od razu poszła na bok.

Reklama

Jak wygląda codzienna opieka nad seniorami w zakładzie opiekuńczym?

Poranek zaczynamy od toalety. Udajemy się od pokoju do pokoju. Po toalecie i pampersowaniu [pacjenci w związku z niekontrolowanym oddawaniem moczu i kału korzystają w większości z pielucho–majtek – przyp. red.] ubieramy pacjentów chodzących, sadzamy na wózek inwalidzki, zawozimy na świetlicę, tam odbywają się posiłki i aktywizacja. Co do pielęgnacji, nie mamy nienaruszalnych godzin przebierania pampersów. Robimy to na prośbę pacjenta i z obserwacji własnej, jak zajdzie potrzeba. Nigdy nie każemy pacjentowi czekać na tak podstawową formę pielęgnacji.

Po czym poznać dobry zakład opiekuńczy?


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 90% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

Po ludziach i po zapachu. Po wejściu do ośrodka powinno pachnieć świeżością, czystością, smacznym obiadem. Każdy kto miał w domu lub odwiedzał w placówce medycznej czy domu opieki ciężko chorą osobę będzie wiedział, o czym mówię. Dbamy o takie rzeczy. Biada nam, gdyby zapaszek był nie taki – śmieje się pani Basia. Najważniejsi są jednak ludzie. Dobra ekipa to połowa sukcesu. Ludzie z werwą i zapałem do pracy są w tej branży niezbędni. Nie można przenosić swoich domowych frustracji na pacjentów. Chorzy często nie radzą sobie psychicznie z chorobą. Zwłaszcza osoby starsze są bardzo wrażliwe. Właściwie seniorzy są jak dzieci. Boją się pobytu w nowym miejscu, my mamy im ułatwić wejście w nowe środowisko, mamy zminimalizować stres.

Reklama

Na co najczęściej chorują Pani pacjenci?

Demencja i zaburzenia neurologiczne, głównie udary. Moi podopieczni to pacjenci geriatryczni, mieszczący się w przedziale wiekowym od 60 do 100 lat. Opiekuję się też panią, która ma ponad sto lat. To fenomen, ma pewne problemy z pamięcią, ale ogólnie jest w dobrej kondycji. Co ciekawe, nie bierze prawie żadnych leków. Najbardziej wyniszczająca jest demencja. Tacy pacjenci rzadko mają, jak to nazywam, „dni otwartego mózgu”, gdy są logiczni i przypominają sobie fakty ze swojego życia.

Jakie najdziwniejsze zaburzenia zachowania zaobserwowała Pani wśród pacjentów?

Sporo tego. Zdarzają się pacjenci „romantyczni”. Tacy lubią znienacka przytulać, szczypać i głaskać opiekunki. Są momenty, gdzie pacjent ma potrzebę kontaktu, wtedy przytulamy go jak w rodzinie. To bardzo naturalna reakcja. W chorobie ludzie potrzebują rozmowy, kontaktu, ale przede wszystkim życzliwości ze strony personelu. Istnieje też druga strona medalu – pacjenci agresywni. Kiedy pracowałam w opiece domowej spotkałam się z taką sytuacją. W szkole służb społecznych i środowiskowych zaskoczył mnie przedmiot o nazwie samoobrona, o dziwo ten kurs bardzo mi się przydał. Miałam kiedyś wśród pacjentów domowych bardziej niż natarczywego pana. Byłam u niego tylko trzy razy. Zaatakował mnie. Był rosły i nie słuchał próśb, kurs samoobrony okazał się niezwykle pomocny. Zgłosiłam przypadek tego pana w agencji. Musimy być przygotowani na różne sytuacje i szybko puszczać takie zdarzenia w niepamięć. Nie można mieć żalu do chorego człowieka. U nich zachowania i emocje zmieniają się w ułamku sekundy. Z dobroci przechodzą w agresję i na odwrót. Podobnie z kulturą osobistą, np. bardzo inteligentny, elegancki i zamożny chory, który zawsze wyrażał się niezwykle poprawnie, nagle mówi jakieś niedwuznaczne zdanie. Nawyki zmieniają się też pod wpływem choroby, np. ktoś z demencją, kto całe życie nie palił, żąda papierosa. Pacjenci uspokajają się, gdy okazuje się im zrozumienie i zainteresowanie. Niektórzy mają urojenia i przestraszeni każą np. zabrać niewidzialnego psa albo chowają się przed nieistniejącym złodziejem. Choroba jest podstępna i niszczy ludzki organizm.

Reklama

Co jest najtrudniejsze w pracy opiekuńczej w zakładzie?

Śmierć pacjenta. Niektórzy ludzie myślą, że pacjenci są dla nas obojętni, że przychodzimy na dyżur, pracujemy do końca zmiany i zostawiamy sprawy pacjentów w zakładzie. Nie da się tak. Oni są w naszych głowach i często „idą z nami do domu”. Myślimy o nich. Przywiązujemy się. Traktujemy jak rodzinę. Cieszymy się, gdy wracają do zdrowia. Najbardziej boli nagła śmierć, gdy pacjent nagle, niewiadomo z jakiej przyczyny, umiera. Rano wszystko było w porządku, a wieczorem zasypia i już się nie budzi. To dla opiekuna wielki cios.

Czy zdarzają się nietypowe, nieracjonalne zachowania ze strony rodziny?

Rodziny są niekiedy zdumiewające. Są takie, które atakują, że rodzic leży w ośrodku z rehabilitacją, a nie chodzi. Nie przyjmują do wiadomości, że choroba postępuje i ten chory nie będzie już nigdy chodził. Tak jest w przypadku demencji, która polega na zaniku mózgu. Po jakimś czasie nogi wysiadają i taki chory nie wstanie, a rodziny żądają cudów. Rozumiem to, gdyby chodziło o moją bliską osobę też robiłabym wszystko, by ją uratować przed niesprawnością i przywrócić jej zdrowie. Ogólnie rodziny pomagają. Chyba nawet coraz bardziej doceniają naszą pracę. Córka pewnej pacjentki powiedziała mi kiedyś, że przyniesie mi miskę z wodą do wymoczenia nóg, a potem wypije z niej wodę. Nie potrafiła się nadziwić naszej pracy. Obserwowała to, co robimy i dostrzegła ten trud. Inaczej wygląda praca w domu pacjenta, inaczej w zakładzie opiekuńczym. W środowisku nie ma takich ciężkich przypadków, rodziny sobie jeszcze radzą, dlatego wymagają od opiekunek więcej i wyszukują coraz nowe zadania, na ZOL przychodzą pacjenci ciężko chorzy. Z takimi rodziny sobie już nie dają rady, są bezsilne i dziwią się, że potrafimy zadbać o tylu pacjentów.

Reklama

Czy była Pani obecna przy zgonie swojego podopiecznego?

Tak. To zawsze bolesne doświadczenie, nawet jak patrzy się na któryś z kolei zgon. Nie można do tego przywyknąć. Ja bardzo szybko przyzwyczajam się do pacjentów. Zawsze gdy odchodzą mam wrażenie, że tracę kogoś z rodziny. Chorzy, którzy leżą na oddziale dłużej, zżywają się z personelem. Gdy stan ich zdrowia się pogarsza poświęcamy im jeszcze więcej czasu. Choć to okrutne, taka jest kolej rzeczy. Jedni giną w wypadkach, inni z powodu choroby, jeszcze inni we śnie w swoim łóżku. Są to sytuacje, których nie da się uniknąć. Śmierć niestety się przytrafia. Jako pracownicy placówki medycznej dbamy, by nasi pacjenci umierali godnie, intymność śmierci jest bardzo ważna. Zabieramy ich z pokoi, gdzie leżeli i zawozimy do izolatki. Pozostali pacjenci nie mogą na to patrzeć. Każdy ma święte prawo do godnego odchodzenia.

Co najbardziej stresuje w pracy opiekuńczej?

Może zabrzmi to dziwnie, ale pożegnania, gdy pacjent jest wykurowany, zrehabilitowany i czeka na powrót do domu. Jak go pakujemy i musimy pożegnać – serce pęka. Stresujące są też niespodziewane reakcje pacjentów. Nagły płacz, krzyk, niezadowolenie. Raz pacjent powie dobre słowo, innym razem złe. Sama pielęgnacja, wbrew pozorom, nie jest najgorsza. Nieprzewidywalność już tak. Pochylając się nad chorym nigdy nie wiesz, co cię czeka. Pacjenci mają różne odruchy. Niekiedy zaskakują mnie tak bardzo, że nie potrafię pojąć, jak starszy, schorowany człowiek znajduje w sobie tyle mocy, by mimo swego cierpienia powiedzieć opiekunowi dobre słowo albo życzliwie go uściskać.

Reklama

Jakie sposoby ma Pani na odreagowanie stresu po ciężkim dniu w pracy?

Opieka nad leżącym chorym to trudna fizycznie i obciążająca psychicznie praca. Rodziny, które opiekują się swoimi chorymi w domach najlepiej to wiedzą. Gdy wracam zmęczona praktykuję kilka sprawdzonych metod. Właściwie gdy tylko przekraczam próg mego mieszkania cały stres ze mnie spływa. Wszystko za sprawą moich bliskich. Najchętniej spędzam czas z moją kochaną rodziną. Przy nich najlepiej się relaksuję. Mam niewiele wolnego czasu, ale zawsze staramy się razem planować, jak go wykorzystać. Lubimy jeździć w ciekawe miejsca albo chodzić wspólnie na spacery. Moi chłopcy uwielbiają sport, więc często uczestniczę z nimi w treningach albo wyjeżdżam na ich zawody. Gdy jestem w domu uwielbiam czytać książki i słuchać dobrej muzyki. To zawsze działa kojąco.

Czego uczą Panią pacjenci?

Od nich uczę się szacunku do życia i doceniania tego, co mam. Dzięki swoim podopiecznym czuję się szczęśliwą osobą. Wystarczy wysłuchać ich historii. Pacjenci są naocznym dowodem na to, że trzeba czerpać z życia ile się da. Ich smutne opowieści i żale, ilu rzeczy nie zrobili lub nie zdążyli zrobić pokazują mi, że drugiej szansy nie będzie. Czasami człowiek płacze razem z nimi, słuchając, jak to wszystko przemija. Dlatego staram się za ich radą cieszyć się z każdego dnia, chcę jak najwięcej przeżyć, osiągnąć, być spełnioną. Opieka nad chorymi to prawdziwa szkoła życia. Starość jest bezradna. Nie chcę na starość żałować swoich decyzji i zapomnieć tego, co robiłam wcześniej, dlatego dużo podróżuję, robię wiele zdjęć i zapisuje z tyłu, gdzie byłam.

Reklama

Rozmawiała Małgorzata Modrak[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Złotów - niezalogowany 2018-03-14 22:46:08

    Super! Przemiła, zawsze uśmiechnięta! Osoba z powonia i wielkim zaangażowaniem i podejściem do osoby starszej

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Beti - niezalogowany 2018-03-14 21:47:41

    Bardzo miła zaangażowana kobietka robi to co lubi pomoc innym jest jej atutem bardzo ją cenię jako:przyjaciółkę,koleżankę i dobrą duszę

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Babajaga - niezalogowany 2018-03-14 20:16:06

    Śliczna kobita

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości