Nie było tak, że od dziecka chciałem być strażakiem. Prawda jest bardziej prozaiczna. W 1978 roku zacząłem Szkołę Chorążych Pożarnictwa w Poznaniu. Było to atrakcyjne rozwiązanie, gdyż uzyskiwało się w ten sposób zawód, jednocześnie unikając wojska, do którego mało kto się wtedy garnął. Stąd też było wielu chętnych na jedno miejsce, bodajże 12 osób. Razem z kolegami z Krajenki pojechaliśmy na testy sprawnościowe. Oprócz nich brano pod uwagę także dyplom maturalny. Skończyło się tak, że wylądowałem na liście rezerwowych, ale ostatecznie udało mi się do szkoły dostać i uniknąć tego wojska.
Z czasem co raz bardziej przekonywałem się do tego zawodu. Na początku nie było lekko, bo i pensje były liche, niemniej każdy mógł na pracę liczyć. Służbę rozpocząłem w komendzie wojewódzkiej straży pożarnych w Pile. 8 godzin w pracy, papiery, dokumentacja, było to dość brutalne zderzenie z rzeczywistością, ale w ostatecznym rozrachunku się przydało. Od czasu do czasu jednak brało się udział w akcjach.
Reklama
Mieszkałem cały czas w Krajence i musiałem dojeżdżać do pracy. Dla kawalera nie był to duży problem. Zaczęły się jednak miłości, a przede wszystkim ta właściwa - zawarłem związek małżeński z Grażyną Gozdek w 1982 roku, chwilę potem pojawiły się dzieci. Dojeżdżanie stało się uciążliwe, więc zacząłem pisać raporty o przeniesienie do Złotowa, gdzie w międzyczasie także zacząłem budować dom, w którym mieszkam do dziś. Po którymś raporcie zwolniło się stanowisko w Złotowie i w 1985 zostałem przeniesiony. Przechodziłem różne działy i stanowiska, co myślę, że było dobre, gdyż poznawałem działanie straży. Złotów nie posiadał wtedy zawodowej straży, było tylko biuro komendy rejonowej, dyspozytor i dwóch kierowców, a obsada na akcje była z OSP. Komendantem w Złotowie był wówczas Zbigniew Wójcik. Gdy po długich zabiegach udało się zorganizować w naszym mieście państwową straż, to zostałem dowódcą zmiany służbowej. Praca w systemie zmianowym wówczas mi odpowiadała, bo mogłem więcej się zaangażować w obowiązki domowe, jak np. odprowadzanie dzieci do przedszkola.
Jak przyszedłem do Złotowa to w 1986 jako pracownik biura miałem pod opieką także OSP, na początku z gminy Okonek. Od 1987 była już gmina Złotów. Komendantem gminnym był Jan Marach, osoba z dużą charyzmą, ale już starsza, więc niedługo zrezygnował z tej funkcji i zaproponowano ją mnie. Tak więc od 1987 objąłem funkcję komendanta gminnego, w gminie o dużej liczbie miejscowości, a więc i straży. Do moich zadań należała przede wszystkim koordynacja prawidłowego funkcjonowania 7 jednostek terenowych i 3 zakładowych OSP. Jednak nadal etat miałem w państwowej straży, a w gminie płacono jedynie symbolicznie, bardziej chodziło o zwrot kosztów. Niedługo potem przypadła mi kolejna nowa funkcja. W 1990 roku zostałem wybrany radnym miejskim pierwszej kadencji w Złotowie, byłem w tym gronie najmłodszy. To był fajny czas, bo wszyscy mieli taką pozytywną energię, aby coś zmieniać i nowego tworzyć.
Reklama
Były to bardziej spontaniczne czasy. Funkcjonowały jeszcze zakładowe jednostki OSP, które stopniowo były rozwiązywane, ale np. w Sławianowie, dzięki Marianowi Wilkowi, udało się przekształcić jednostkę zakładową w terenową, za co nieżyjący już dzisiaj druh został uhonorowany sztandarem swojego imienia. Tym co się rzucało w oczy był przede wszystkim przestarzały sprzęt. Niektóre samochody miały nawet po 30 lat i były dość zawodne oraz wymagały wiele czasu na ciągłe naprawy.
W dużej mierze tak, choć pamiętać należy, że czas ciągle biegnie i sprzęt, nawet ten nowy, niedługo także może wymagać wymiany. Pamiętajmy jednak, że to człowiek jest najważniejszy. Jeśli nie będzie załogi, to możemy mieć nawet pięć mercedesów i będą bezużyteczne. Ważne są także obiekty. Na tych trzech polach udało nam się wiele zdziałać. Dzisiaj w tyle pozostają jedynie jednostki ze Stawnicy i Sławianowa, które nie posiadają odpowiednich strażnic.
Reklama
W latach 90 przełomem było to, że straż dostała, oprócz zadań gaśniczych, także ratownicze. Nie szły jednak za tym środki finansowe, których gminom brakowało, tym bardziej że priorytetowe były przecież chociażby takie inwestycje jak wodociągowanie. Od 1997 funkcjonuje Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy, co w skrócie polega na tym, że są do niego włączane poszczególne jednostki OSP, które mogą liczyć na fundusze na doposażenie. W gminie pierwsza była Święta, później dołączyły Radawnica i Blękwit. Mimo to zakup nowego sprzętu to wiele pracy: należy pisać wnioski, dużo chodzić koło sprawy, przekonywać radnych, a potem decydować, która jednostka powinna otrzymać nowe auto - to dopiero był dylemat.
Tak jak już mówiłem, czasy i działania były wtedy bardziej spontaniczne. Jak zawyła syrena to wszyscy lecieli do akcji, zdarzało się, że będąc po piwku albo dwóch. Teraz wszystko jest bardziej profesjonalne. Strażak musi być przebadany, przeszkolony i odpowiednio wyposażony. W akcji strażaków z OSP od tych z PSP można odróżnić tylko po kolorze hełmów. Jako przykład podam jednostkę ze Świętej, która osiąga bardzo dobre wyniki na zawodach strażackich, a jest to rezultatem częstych i ciężkich treningów. Sam widziałem, jaki wkładają w to wysiłek.
Reklama
W pamięć zapadają wydarzenia, kiedy np. trzeba wyciągać martwą osobę z auta. W głowie pozostają sytuacje, kiedy po ugaszeniu pożaru okazuje się, że rodzina straciła dach nad głową, a jest środek zimy. Ja sam pamiętam akcję, kiedy dostaliśmy zawiadomienie o samochodzie, który na drodze do Jastrowie wypadł z drogi i wylądował w rzece. Razem z trzema innymi strażakami pojechaliśmy na miejsce, gdzie okazało się, że w aucie zakleszczona jest przytomna osoba, ale woda zaczyna się podnosić, tak że właściwie wystawała jej już tylko głowa. Zszedłem do niego po drabinie i pomogłem mu się wydostać i wejść po drabinie. Dzień później dziękował mi za uratowanie życia.
Ratownictwo potrzebuje młodości. Nawet w ustawach było zapisane, że komendant gminny może pełnić swoją funkcję do 55 lat, ale z czasem granicę tego wieku podwyższano kilkakrotnie. Ja kończę w tej chwili 57. Myślę, że dałem z siebie wiele, choć na pewno błędy też się zdarzyły. Do myślenia dały mi też wyniki wyborów w poszczególnych jednostkach, gdzie zmienili się wszyscy naczelnicy i pojawiło się trzech nowych prezesów. Kieruję się zasadą, aby odejść z twarzą, niepokonanym. Za te 30 lat wspólnego działania serdecznie dziękuję wszystkim strażakom OSP z gminy Złotów.
Reklama
Nie mam takiego odczucia i dlatego też zwróciłem się do druhów, aby wybrali mnie do gminnego zarządu OSP, gdzie będę mógł jeszcze wykorzystywać swoje doświadczenie.
Myślałem wtedy o innej osobie, ale Przemek był w trójce moich kandydatów, a wyboru dokonaliśmy wspólnie, po wcześniejszych konsultacjach, bo przecież nie jest tak, że to ja wyznaczam następcę. Potrzebuje czasu, aby się wdrożyć, ale jestem przekonany, że sobie poradzi. Nie zamierzam mu się wtrącać, ale ma do mnie telefon i zawsze może liczyć na moją radę i pomoc.
Reklama
Nadal pozostaję członkiem OSP w Złotowie i działam w zarządzie gminnym. Druhem będę już do końca życia. Jestem też radnym miejskim w Złotowie i mam tutaj wiele do zrobienia. Na pewno będę miał jednak więcej czasu dla rodziny. Pomogę dzieciom w opiece nad wnukami. Zresztą dzieci czasami nazywają mnie Janem Niezbędnym i rzeczywiście chcę być dla nich do dyspozycji i być im pomocnym.
Z Romanem Głyżewskim rozmawiał Tomasz Guhs [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Cytat "pensje były liche". Kolejny cytat "gdzie w międzyczasie także zacząłem budować dom". Z lichej pensji wybudować dom? To co można wybudować za zadowalającą pensję? Doszłam do wniosku, że pójdę na studia ekonomiczne.
Cytat "pensje były liche". Kolejny cytat "gdzie w międzyczasie także zacząłem budować dom". Z lichej pensji wybudować dom? To co można wybudować za zadowalającą pensję? Doszłam do wniosku, że pójdę na studia ekonomiczne.