Reklama

Duet jak orkiestra

01/07/2013 00:00
Od kilku lat do wspólnej zabawy zapraszają osoby niepełnosprawne. Czynią to coraz skuteczniej, bo frekwencja wśród gości z imprezy na imprezę wzrasta. Z Dorotą Bujkiewicz i Marią Rydzyńską rozmawia Piotr Steffen

W ubiegłą środę po raz dziesiąty zorganizowałyście Panie imprezę integracyjną dla osób niepełnosprawnych pod hasłem „Razem radośniej”. Czym różniła się od pierwszej?
D.B. Pod względem przebiegu w zasadzie niczym, ale podstawowa zmiana dotyczyła frekwencji. Z każdą kolejną edycją uczestników jest coraz więcej.
M.R. Na pierwszym spotkaniu zebrało się około 30-40 uczestników, kilka dni temu była około setka osób. To pokazuje, jak wyraźnie wzrosła liczba uczestników. Choć trzeba dodać, że w tym roku po raz pierwszy mieliśmy też gości z Okonka.
[[reklama]]
To dziesiąta edycja imprezy i piąty rok ich organizacji?
M.R. Tak, dokładnie pięć lat, bo bawimy się dwa razy w roku, na spotkaniach wiosennych i jesiennych.
D.B. Od początku ideą było, ażeby spotkali się nie tylko sami niepełnosprawni, ale również ich rodzice czy opiekunowie.
M.R. Ponieważ te imprezy to nie tylko okazja do wspólnej zabawy, ale również do tego, ażeby porozmawiać, wymienić się doświadczeniami, no i przekonać się, że nie tylko „ja” borykam się z taką czy inną chorobą w rodzinie. Podczas spotkań ci ludzie naprawdę mogą się nawzajem od siebie sporo dowiedzieć.

Jak przez te pięć lat zmienił się status osób niepełnosprawnych w gminie Lipka?
M.R. Bardzo. To są zupełnie nieporównywalne sytuacje. I nie chodzi tu wyłącznie o samopoczucie tych osób. Myślę, że nawet mieszkańcy gminy zupełnie inaczej postrzegają dzisiaj osoby niepełnosprawne.
D.B. To, że z zaproszeń korzysta również wielu gości, z władzami gminy na czele, także dodaje prestiżu tym spotkaniom, podnosi ich rangę. Dla niepełnosprawnych to również jest istotne. Nasi goście sami niejednokrotnie podkreślają, że nie zdawali sobie sprawy, że w gminie jest tyle niepełnosprawnych osób i że tak wspaniale potrafią się bawić, spędzać ze sobą czas.
[[reklama]]
Czujecie Panie, że również wpłynęłyście na wspomnianą zmianę statusu niepełnosprawnych w tej gminie?
D.B. Trzeba szczerze przyznać, że tak. Trudno może ocenić, jak duży był ten nasz wpływ, ale na pewno był.
M.R. Może zabrzmi to nieskromnie, ale sądzę, że wpłynęłyśmy na to w sporym stopniu. Wydaje mi się, że gdyby nie nasze zachęty, namowy do skorzystania z zaproszenia, do wyjścia tych osób z domów, wielu z nich być może do dzisiaj nigdy nie pojawiłoby się na naszej imprezie.
[[nowa_strona]]
Jak w ogóle zrodziła się ta impreza?
D.B. Na co dzień zajmujemy się w szkole pracą indywidualną z niepełnosprawnymi uczniami. Z naszej dwójki ja pierwsza tym się zajmowałam, wtedy zajęcia te prowadzone były w ramach zespołu edukacyjno-terapeutycznego. Już tam organizowaliśmy małe uroczystości, spotkania, z czasem zaczęło się to rozrastać. Później dołączyła Marysia i w zasadzie to w jej głowie powstał pomysł organizacji dużych, cyklicznych spotkań.
M.R. Zaczęłyśmy od mikołajek, pamiętam jak dzisiaj, kiedy uczestnicy otrzymali pierwsze czerwone czapki. Nie sądziłyśmy wtedy, że spotkania rozrosną się do takiego stopnia.
[[reklama]]
Co Wam daje organizacja tych spotkań?
M.R. Nieoceniona jest radość z widoku niepełnosprawnych i ich rodziców czy opiekunów, którzy są uśmiechnięci i autentycznie szczęśliwi.
D.B. Satysfakcja jest faktycznie ogromna. Same cieszymy się ich szczęściem. Ta radość przenosi się nawet na ulice, na codzienne życie. Nawet gdy idziemy chodnikiem często te osoby nas zaczepiają, rzucają się na szyje, serdecznie witają. Pytają, czy i kiedy będzie kolejna impreza. Te zachowania są chyba dowodem tego, jak ważne i wyczekiwane są te spotkania.
M.R. Poza tym my pracujemy w tym zawodzie. Wybrałyśmy takie zajęcie, a to nie wzięło się przecież z niczego. U mnie pretekstem była zwykła chęć niesienia pomocy. Udowodnienie sobie, że nie jestem stworzona wyłącznie dla siebie, ale mogę też zrobić coś dla innych. Od niedawna na spotkaniach są również wolontariusze, członkowie naszego kółka wolontariusza, które prowadzę w szkole. Na środowej imprezie pojawiły się trzy nowe osoby, nawet one przyznały, że na szkolnych dyskotekach tak dobrze się nie wybawiły jak w środę z naszymi niepełnosprawnymi.
D.B. Przyjemne jest to, że w tych młodych ludziach też udaje nam się zaszczepić pozytywne postawy. Na pewno wyniosą dla siebie coś na przyszłość.
[[reklama]]
Pierwsze edycje opierały się głównie o wsparcie sponsorów. Było trudno?
M.R. Faktycznie przez pierwsze edycje wspierali nas wyłącznie sponsorzy. Większość od razu i chętnie pomagała, ale zdarzały się sytuacje, że tego wsparcia nam nie udzielano.
D.B. Zdarzały się różne przypadki, dlatego czasami bywało nam bardzo niezręcznie. Obecnie nie musimy już szukać u nikogo finansowego wsparcia, bo dość szybko impreza trafiła pod pełne finansowanie z Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Narkomanii.
[[nowa_strona]]
Jest jakiś szczegół, fragment, który po tych pięciu latach utkwił w pamięci?
M.R. Przyjemne dla nas są opowiadania o tym, jak uczestnicy czekają na kolejne spotkania. Że ktoś dostanie zaproszenie i gdzieś je sobie schowa pod bluzkę, chodzi z nim, przytula, nawet śpi z tym zaproszeniem, całuje je, traktuje je jak świętość. Innym dowodem tego, jak ci ludzie czekają na te spotkania za każdym razem jest powitanie. Stoimy w wejściu, ustawia się kolejka i wtedy po kolei wszyscy nas ściskają, całują, to już obowiązkowy rytuał. My tam jesteśmy jak w rodzinie. Żartujemy, że to takie nasze rodzinne wesela, nawet liczba gości mniej więcej się zgadza.
[[reklama]]
Kiedy widzicie Panie niepełnosprawnych co czujecie? Żal, litość, współczucie czy traktujecie ich na równi sobie?
M.R. Początkowo tak było, że relacje określał pewien żal. Tzn. zdarza się, że gdy widzi się małe dziecko, które jest niepełnosprawne, pojawia się pewna refleksja, wewnętrzny żal. Ale w bezpośrednich relacjach traktujemy te osoby normalnie, one zresztą tego oczekują. Chcą normalnego traktowania. Dla nich trzeba być szczerym, ale też w tej szczerości dobrym.
D.B. Inaczej te osoby szybko wyczują złe intencje. Są szczerzy, prostolinijni i takiej postawy oczekują od innych. Jeśli straci się u nich zaufanie, bardzo trudno je odbudować.

Praca, kolejne spotkania – czy kiedykolwiek czułyście względem tego wszystkiego zniechęcenie, wątpliwości, znużenie, zmęczenie?
M.R. Zmęczenie tak, bo ta praca kosztuje sporo sił, ale zniechęcenia czy wątpliwości nigdy.
D.B. Kiedy kończy się kolejna impreza nigdy nie było tak, żeby pojawiła się myśl, że to był ostatni raz, że więcej się tego nie podejmiemy. Myślę, że na dzisiaj nawet nie mamy takiej możliwości. Ci ludzie chyba naprawdę by się na nas obrazili.
[[reklama]]
Jak długo potrwają zatem spotkania „Razem radośniej”? Jaka czeka je przyszłość?
M.R. Będziemy je organizować tak długo, jak grać będzie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, czyli do końca świata i jeden dzień dłużej.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama