Było trochę tych prac. Głównie projekty, jak np. polsko-niemiecka wymiana młodzieży czy też aktywne ćwiczenia ze strażakami z Niemiec. Tutaj m.in. „bawiliśmy się” na Borkach i byliśmy w Bydgoszczy, do nich jeździliśmy trzy razy. Do tego doszedł projekt prewencji społecznej, gdzie uczyliśmy ludzi gaszenia gaśnicami. Plus jakieś wyjazdy na basen, narty wodne, letni wypoczynek dla 60 dzieci. To, myślę, są główne powody zwycięstwa.
Fundacji i instytucji, które dają pieniądze jest sporo. Trzeba mieć tylko czas, żeby się tym zająć. Ja generalnie te projekty jak piszę to przeważnie z lekkim zniewalaczem, np. przy piwku, a głównie pracuję nad nimi w nocy. Wstaję ok. trzeciej, kiedy w domu jest spokój, i nad tym siedzę. Te mniejsze, jak do gminy do 10 tys. zł, to jest kwestia jednej nocy. Poza tym byliśmy jedną z pierwszych, o ile nie pierwszą strażą w województwie, która uzyskała możliwość pozyskiwania pieniędzy z 1% odpisu od podatku. Szokiem w 2017 r. było dla nas, ile udało się zebrać funduszy przez akcję kalendarz. To było prawie 8 tys. W tym roku już też są złożone dwa wnioski na projekty. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jeden nawet jeśli się nie uda, to dostanę ileś tam uwag co było nie tak i na następny raz będę mógł to lepiej zrobić. A to są już projekty pod 200 tys. zł.
Reklama

[[pay]]
Kontynuować współpracę z zaprzyjaźnioną jednostką z Niemiec. Pieniądze można pozyskać na wszystko, poczynając od zakwaterowania w hotelu i wyżywienia, po zakup mundurów bojowych, sprzętu do ćwiczeń i organizację tych ćwiczeń. 20-osobowa grupa z Niemiec, taka sama z Polski, 6 dni tu, 6 dni tam, to się kosztów nazbiera. Są na to pieniądze i trzeba się po nie schylić. To co mogę zrobić to się staram, bo w zasadzie do pisania projektów jestem tutaj sam. Kiedyś próbowałem ludzi zachęcić, ale się nie udało. Patrzę na inne jednostki, które w budżecie planują 10 może 20 tys., a ja mówię do skarbnika: Wampir*, ale u nas to trzeba tak 100-150 tys. wpisać.
Reklama
To się zaczęło tu, dokładnie w tym domu w 1998 r. Przyjechał tu wtedy Wojtek Mehl, Polak, który wyprowadził się do Niemiec. Tamtejszy związek byłych mieszkańców tych ziem cisnął go, żeby nawiązać jakąś współpracę. Kroniki pokazują, że nim oficjalnie zaczęło się w 2002 r. w Okonku, to najpierw były tutaj spotkania. Przywieźli nam motopompę, już wtedy zaczęły się rozmowy o samochodzie dla straży. Później różnie to się toczyło. Musi być ktoś, kto chce. Zaczynaliśmy z młodzieżą w 2005 r. Od 2014 r. ta nasza współpraca strażacka się zintensyfikowała. Wtedy przyjechali i przekazali nam volkswagena. Rozmawiamy o kolejnych pojazdach, choć są to trudne rozmowy, bo oni też mają swoje problemy. Takie kontakty dają też dużo pod względem szkoleniowym. W zeszłym roku na ćwiczeniach w Bydgoszczy wyszło – wydawało nam się, że robimy u nas bardzo dużo zbiórek i druhowie są przygotowani, ale okazało się, że porównując nasze działania i niemieckie to jeszcze dużo nam brakuje.

Nagrody trzymane przez naczelnika OSP Lotyń są m.in. efektem współpracy ze strażakami z Niemiec
Rzeczywiście chyba tak było. Dziadka nie znałem, ale był jednym z tych, którzy na początku, po wojnie, tę straż tutaj tworzyli. Tata został naczelnikiem OSP w 1983 r., mama prowadziła kronikę [dostawała za to wyróżnienia krajowe – red.]. W 1987 r. powstała drużyna 6-latków i ja w niej byłem. Obecnie z tej drużyny zostały trzy osoby w straży w Lotyniu. Potem chodziło się na zbiórki, były turnieje wiedzy pożarniczej, chęć pójścia do Szkoły Głównej Służby Pożarniczej do Warszawy na studia dzienne. Niestety przydzielona kategoria wojskowa E na to nie pozwoliła i skończyłem później studia zaoczne, a potem szkołę aspirantów w Poznaniu. Podobnie mają teraz moje dzieci. Na spotkania do Niemiec jeździmy całą rodziną, bo tak dwójka dzieci jak i żona także należą do OSP. To jest też nasz wypoczynek i sposób na łączenie hobby z życiem rodzinnym. Niekiedy straży trzeba poświęcić więcej czasu niż domowi. Dlatego zrezygnowałem z funkcji członka zarządu powiatowego, prezesa zarządu gminnego, bo za dużo tego było.
Reklama
Mamy podział na dzieci 16-18 i 8-16 lat. Ci starsi już przychodzą na zbiórki z aktywnymi strażakami i kiedy trzeba ich posłać na kurs, to są już w dużej mierze przygotowani. Ilu z nich zostanie w straży to jest drugi temat. Raczej nie muszę się o to martwić. Podczas imprez i uroczystości mam sporo ludzi. Na Wielkanoc było nas prawie 40 osób.
Wychodzę z innego założenia. Sam zaczynałem w młodzieżówkach. Już mój tata postawił na współpracę z młodzieżą. W tej chwili jeżdżąc do akcji najstarszy jest nasz prezes Waldi Sochacki, który jest naszym kierowcą. Jestem ja i kilka osób w zbliżonym wieku, a reszta to młodzież, w dużej mierze już przez nas wychowana. To jest okupione różnymi działaniami. W remizie mamy kilka komputerów, bezpłatny dostęp do internetu i dzieciaki tam przychodzą. Na dole jest siłownia, jest z tyłu plac, gdzie można pograć w piłkę, był stół do bilarda, był stół do tenisa, była siatkówka, była wiatrówka, co roku jeździmy na basen i narty wodne. Jest sporo tych działań, które powodują, że dzieci, młodzież i dorośli do nas przychodzą.
Reklama
Bo to musi być ktoś, jak ja to mówię: PZU – pierdolnięty, zawsze uśmiechnięty. Jeżeli nie będzie kogoś, kto ciągnie ten wózek, to się nie da. Drużyna piłkarska kiedyś była i z różnych względów się rozpadła i rzeczywiście wiele osób się dziwi, że w takim Lotyniu nikt nie gra. Brakuje człowieka, który by to pociągnął. W straży też działa się społecznie. Nie raz trzeba dołożyć swoje. Jak patrzę na zeszły rok, to przekazanych przeze mnie darowizn na OSP jest 6 tys., czyli praktycznie cała kasa, jaką otrzymuję jako radny.
Zaczną się wkrótce dni dziecka. Byliśmy już w gminie Rzeczenica, a mam już na czerwiec zapisanych 5 terminów, gdzie pojedziemy organizować gry i zabawy. Jedzie 2-3 dorosłych i kilku młodszych, żeby się uczyli. Nie ograniczamy się tylko do gminy Okonek. Województwa pomorskie i zachodniopomorskie to dla nas jak rzut kamieniem. Na naszym terenie, gdzie już od kilku lat robimy te gry i zabawy, może już to nie robi takiej furory. Musimy co rusz wymyślać nowe konkurencje.
Reklama
Kiedyś, w 1998 r., było robione referendum, żeby gminę Okonek przyłączyć do Szczecinka. Głównie nasza część tego chciała, bo chodziło o dojazdy do szkoły, szpitala itp. Z perspektywy czasu lepiej, że zostaliśmy w Wielkopolsce, bo, nie oszukujmy się, jest to województwo bogatsze. Patrząc choćby na zakupy samochodów dla straży pożarnej. Od 2001 r., jak zarząd wojewódzki to wziął, to co roku na powiat trafiało auto, a niekiedy dwa. W Zachodniopomorskim patrzyli na to ze zdziwieniem. Biorąc pod uwagę także inne inwestycje, to może więcej działo się w innych częściach województwa, ale jak tam skończą, to dojdą i do nas. Chociażby z S11.
W przyszłym roku mamy 70-lecie jednostki, więc w tym kontekście zabiegi o nowy samochód nabierają dodatkowego znaczenia. Co z tego wyjdzie? To jeszcze daleka droga. Jak na razie pojazd przeszedł naprawę i od soboty z powrotem jest w podziale bojowym. Na samochód, żeby sami sobie kupić, jesteśmy na razie za ciency. Nie ma takich projektów. Bez współpracy polsko-niemieckiej, gdzie widzę szansę na pozyskanie wozu, może się nie udać. Wiele zależy też od gminy. Do 2010 r. inna władza była w gminie i inne było spojrzenie na straże pożarne. Później stało się jak jest, jest inna sytuacja finansowa. Z racji tego, że jestem drugą kadencję radnym to wiem, na czym stoimy i niekiedy trzeba wybierać: czy lepiej zrobić kanalizację dla połowy Okonka, czy kupić samochód. W tym roku pojawiła się wprawdzie możliwość dofinansowania, ale bez rozmów z nami, strażakami, podjęto decyzję w gminie, że nie ma na to pieniędzy i kasa przeszła do Sypniewa. Nie mamy wygórowanych oczekiwań ponad nasze możliwości i potrzeby. Wychodzę z założenia, że samochód z 3t wody nam wystarczy. To co chciałbym dodatkowo wrzucić do takiego samochodu to jest system piany sprężonej, co powodowałoby, że z 3t wody mielibyśmy 21t środka gaśniczego. Skraca to czas gaszenia, a przede wszystkim ciężar. To jest kolejny temat, na który zwracam uwagę. Na co lać na taki strych nie wiadomo ile ton wody? Można to złapać jednym średnim wozem. Tylko trzeba wiedzieć jak. Jak przyjeżdżają strażacy i leją po dachówkach, bo trzeba lać, to potem się okazuje, że poszło 15 t wody, z tego 10 na dół i nie nadaje się chata do zamieszkania.
Reklama
Moim zdaniem na dzień dzisiejszy jest normalnie. Patrząc parę lat do tyłu, to jakieś wojenki bywały. W naszych kronikach jest na ten temat parę artykułów. Nawet jak włączano nas do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego w 2001 r., to w Okonku z ówczesnym prezesem Jasiłkiem i komendantem Markiem Mikietyńskim było wielkie oburzenie, dlaczego nie Lędyczek. Później jakieś spotkania strażackie i udział w akcjach pokazały, że jednak Lotyń sobie radzi. Uważam, że teraz takiej niezdrowej rywalizacji już nie ma.
Są akcje, które się pamięta ze względu na charakterystyczne elementy, np. spalony do połowy człowiek, który zasnął z papierosem na łóżku czy np. trzy osoby śmiertelne na trasie Lotyń-Okonek lub sytuacje, gdy komuś doszczętnie spłonął dom, bo za późno zauważono pożar i nie dało się już nic zrobić. Na szczęście my tych akcji szczególnie dramatycznych bardzo dużo nie mamy. Jeśli są to też w grupie sobie z nimi jakoś radzimy. Mieliśmy taką sytuację, że 30-letnią kobietę potrącił samochodem pijany kierowca. Jak przyjechaliśmy to już nic się nie dało zrobić. Było paru młodych, którzy potem zaczęli mi się w remizie rozklejać. Wysłałem jednego do sklepu, kupił co trzeba, znalazła się zagryzka, do remizy, stolik i dalej: co widziałeś, jak widziałeś, wygadany, wypłakany, dziękuję, przeszło i już. Nie można tego w sobie kumulować.
Reklama
Nie, nie, nie. Na burmistrza na pewno nie. Mam tu jeszcze co robić. Na radnego jak najbardziej. Z racji tego, że jestem mieszkańcem Lotynia i naczelnikiem jednostki, łatwiej pełnić mi tę funkcję. Zaczynałem kiedyś z Mietkiem Raptą i teraz też z nim będę szedł do wyborów. Nie można skakać z gniazda do gniazda. Zresztą później i tak trzeba się przecież dogadywać, mając na uwadze dobro gminy, a nie podział na opozycję i koalicję.
*Krzysztof Jędrzejowski
Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
no cóż Lotyń to centrum Wielkopolski
no cóż Lotyń to centrum Wielkopolski