Lubię „Małego Księcia” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego i słowa „Lubię nocą słuchać gwiazd. Są jak pięćset milionów dzwoneczków”, bo gwiazdy mają w sobie to coś. Pamiętam noc z 12 na 13 sierpnia, jeszcze w szkole średniej, gdy na niebie oglądałem ze znajomymi Rój Perseidów, najlepiej widoczny rój meteorów. Leżeliśmy nad rzeką i oglądaliśmy te spadające gwiazdy...
I to jest fascynujące. Obserwując gwiazdy czuję luz. Wyciągam to moje obserwacyjne „działo”, ważące prawie pięćdziesiąt kilogramów i odcinam się od świata. Patrzę i mam świadomość, że widzę coś, czego pewnie już nie ma. Światło jakieś gwiazdy dociera do mnie czasem z kilkusetletnim opóźnieniem. Teraz czekam, bo w konstelacji Oriona jest gwiazda Betelgeza…
Reklama
Znajduje się 650 lat świetlnych od nas, czyli bardzo blisko. To znaczy prawdopodobnie już jej nie ma, bo wybuchła jako supernowa. Jest duże prawdopodobieństwo, że jeszcze za naszego życia zobaczymy światło z tego wybuchu. W nocy może się zrobić jasno!
Astronomią interesują się od gówniarza. W 1997 lub 1998 roku dostałem od chrzestnej dwie książki: „Kosmiczne katastrofy” i „Wszechświat”, które mnie wciągnęły. Taki już jestem, że gdy czegoś nie rozumiem, to muszę to zgłębić, wiedzieć, skąd to się bierze.
Niestety w szkole jest bardzo mało astronomii. Rozmawiałem niedawno z Witem Łańcuckim ze szkoły w Lipce i okazuje się, że uczniowie muszą znać podstawy, jak np. budowa Układu Słonecznego. Szkoda, ale może zrobię dla nich pokaz i zainteresuję ich tematem.
Co do Hawkinga, to muszę wrócić do tej książki, bo przy pierwszej lekturze mało z niej zrozumiałem. A wiesz, że gdy on ją pisał, to nikt nie chciał mu tej książki wydać?Reklama

[[pay]]
Pamiętam lekcję języka polskiego, podczas której pani Januszkiewicz narysowała nam koło – to co w środku, to jest nasza wiedza, a jego obwód jest tym, czego nie wiemy. Im więcej wiemy, tym koło jest większe, ale też rośnie ta przestrzeń naszej niewiedzy. Pytań mam coraz więcej. Teraz kręcą mnie dziwolągi w kosmosie.
W ubiegłym roku prowadziłem pokaz dla mieszkańców Osowa, od 2 do 72 lat, i pytań miałem mnóstwo. Na przykład jak to możliwe, że łyżeczka materii z gwiazdy neutronowej waży nawet 300 mld ton. Najmilsze jest to, że dzięki takim spotkaniom udało mi się paru osobom zaszczepić tę ciekawość wszechświata.Reklama

Przemek i jego „pralka”, przez którą podgląda kosmos
A jednak. Mam cztery latarnie koło domu, a do tego ojciec ostatnio pozakładał lampki z czujnikami ruchu... Idę więc dalej od domu, stosuję lampy z czerwonym światłem i filtry wycinające światło sodowe, bo przez nasze światła nie da się zobaczyć dalekich obiektów. Księżyc, Jowisza, Saturna tak, ale mgławicę M42, Andromedę już nie. Do tego musi być czarne niebo. No i do oglądania ciał niebieskich potrzeba masę cierpliwości – mój ręcznie ustawiany teleskop uczy mnie jej za każdym razem. Na przykład podczas warsztatów dla dzieci, gdy co chwilę ktoś go trąca.
Reklama
Dla miłośników astronomii to jest doskonały pomysł. Ludzie szukają takich ciemnych miejsc.
Raczej za, choć i tutaj biją łuny światła z Zakrzewa czy ze Świętej ogrodnictwa. Im bardziej w dzicz, tym lepiej. Może w Bieszczady?
Dla mnie Bóg to jest siła sprawcza. Patrząc w kosmos czuję tę siłę, ale jej nie personifikuję. Była i jest jakaś myśl, iskra tworzenia. Wszechświat nie jest zostawiony sam sobie, tak myślę.
Studiowałem w Toruniu, kolebce polskiej astronomii (choć nie ten kierunek), dokąd przyjeżdżał profesor Wolszczan – pierwsza osoba, która odkryła pozasłoneczną planetę. Podczas wykładu opracowywaliśmy wspólnie opierający się na prawdopodobieństwie wzór na to, czy istnieją istoty pozaziemskie. I wyszło nam, że tak.
Osobiście uważam, że skoro w naszej galaktyce są miliardy gwiazd, a galaktyk są miliardy miliardów, to nie wierzę, że jesteśmy aż tak wyjątkowi, byśmy byli tutaj sami. Stephen Hawking twierdził, że istnieją inne cywilizacje, ale uważał, że wysyłamy w kosmos za dużo sygnałów. Skupiamy na sobie uwagę, a jest małe prawdopodobieństwo, że „tamci” są pokojowo do nas nastawieni.Reklama
Niedawno nastawiałem się na Księżyc, gdy obok niego pojawiły się dwa wielkie, pomarańczowe obiekty, które zawirowały i zniknęły. Dziwne.
Najfajniejsze co widziałem, to meteoryt podczas nocy Perseidów, który spalał się i wybuchł, dając naturalne, kosmiczne fajerwerki. Miałem wtedy ciarki na rękach. Podobne do tych, które ogarnęły mnie, gdy pierwszy raz zobaczyłem przez mój teleskop pierścienie Saturna.
Gdy jestem bardzo zdenerwowany, to włączam sobie program Międzynarodowej Stacji Kosmicznej na żywo i oglądam Ziemię z kosmosu. Dzięki aplikacji dostaję np. powiadomienia, że za 5 minut będzie zachód Słońca widziany z orbity, super. Każdy może to ściągnąć, podobnie jak ISS Detector, który informuje o przelocie stacji kosmicznej. Pędzi ona 7,5 km na sekundę, 400 km nad nami. Widać, jakby znajdowała się nad Złotowem, a jest np. nad Albanią.
Reklama
Już jest problem ze sprowadzeniem satelitów czy innych obiektów, które krążąc, uszkadzają coś innego, przez co ten kosmiczny śmietnik się powiększa. Ostatnio czytałem, że ma powstać satelita z żaglem, który te odpady będzie ściągać. A są tam obiekty od mikroskopijnych odprysków farby po moduły rakiet. Niedawno Elon Musk ze SpaceX wysłał na orbitę Słońca rakietę z czerwonym samochodem tesla na pokładzie. Z muzyczką i manekinem wewnątrz auta. Ten pojazd zderzy się albo z Ziemią, albo z Wenus. Ale to za jakieś 2 mln lat.
Trochę tak, choć wciąż posługujemy się np. nazwami gwiazd i konstelacji nadanymi przez antycznych odkrywców. W Orionie, moim ulubionym gwiazdozbiorze, wszystkie gwiazdy mają nazwy arabskie – Alnitak, Mintaka itd. Poza tym we wszystkich aplikacjach, które mam, są dawno przypisane obrazy jak Orion z maczugą. Ludzie są przyzwyczajeni do tej symboliki, którą też łatwiej zapamiętać.
Reklama
Lecę! Bez zastanowienia. Choćby na weekend na orbitę. Marzenia niby się spełniają…
A wiesz, że jedna z firm zapowiedziała stworzenie hoteli orbitalnych? Koszt dla uczestnika lotu to 6 mln dolarów. Było zero planów statków, a na konta wpływały pieniądze na przedsprzedaż biletów! Ten, kto rozkręci kosmiczną turystykę, zarobi krocie. W końcu 6 mln dol. to ludzie wydają na samochody.
W wolnej chwili robię tylko to (właśnie, muszę przedłużyć prenumeratę miesięcznika „Astronomia”). Tam jest tyle pasjonujących rzeczy! Mam polubione chyba wszystkie strony na Facebooku dotyczące astronomii i ciągle odkrywam coś nowego.
Reklama
Dziwi ich to i interesuje. Nie często spotyka się ludzi z teleskopem, więc sąsiedzi kukają przez okna, co tam wyrabiam. Czasem komuś pokazuję Księżyc (reakcją zawsze jest wow!), bo do znalezienia czegoś innego zwykle brakuje ludziom cierpliwości. Śmiesznie było, gdy w marcu ubiegłego roku kupiłem teleskop. Wystawiłem go, a następnego dnia sąsiadka mówi: ty, przyszła do mnie moja Ola i powiedziała, że pan Przemek wystawił tę starą pralkę, „Franię” i coś przez nią patrzy...
Wszyscy jesteśmy dziećmi gwiazd.
Reklama
A ja się nie obrażam. Nie mam nic przeciwko, bo nie odbieram tego negatywnie.
Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze