Setki hektarów upraw ogrodzonych siatką. Rolnicy uważają, że niedługo ich pola będą przypominały zamknięte rewiry. - Nie mamy wyjścia, skoro państwo umywa ręce - mówią z goryczą
Jednym z powodów ostatnich strajków rolników były zbyt małe odszkodowania wypłacane za straty spowodowane w uprawach przez dzikie zwierzęta. Część rolników postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i zaczęła swoje pola grodzić. Nikogo już dzisiaj nie dziwią kilometry siatki oddzielające pola od lasów. Czy rolnikom takie działania się opłacają? Bernard Kroll, rolnik i radny Rady Miejskiej Okonka jednocześnie uważa, że inwestycja taka zwróci się po około trzech latach. – Bywało, że miałem straty wartości około 2 ton zbóż z hektara. Proszę to przeliczyć przez dwadzieścia siedem hektarów, które zasiewam, a wyjdzie, jaka to kwota – tłumaczy. Odszkodowań z kół łowieckich dostawał około 200 zł za hektar - jest to jego zdaniem jedna dziesiąta poniesionych strat. - Koła łowieckie, do których zwracałem się o pomoc w ogrodzeniu pola obiecywały, że może kiedyś, za kilka lat, może jakąś starą siatkę z rozbiórki mi dadzą – mówi z goryczą w głosie. Aż tyle czasu nie mógł czekać. Wylicza, że na ogrodzenie pola zużył ponad 500 betonowych słupków, po około 15 zł każdy. Do tego dochodzi koszt około 3 km siatki. Całość inwestycji zamknęła się kwotą około 20 tys. zł. Swojej robocizny w to nie wlicza. Rolnik przyznaje, że największe straty miał w uprawie rzepaku. Sieje się go wczesną jesienią i przez całą zimę jest zielony. – Smakuje jak kalarepa. Zwierzęta zjadają ""serce"" rośliny, która powinna zakwitnąć wiosną, a często z tego powodu się to opóźnia. Późniejszych oprysków nie można stosować ze względu na pszczoły - straty są więc podwójne – oświadcza. Tylko nieco mniejsze straty są w pszenicy. – Zwierzęta obgryzają kłosy już w trakcie ich kiełkowania, dlatego też komisje kół łowieckich nie są w stanie tego oszacować – dodaje.
Coś z tym trzeba zrobić
Problemu z dzikimi zwierzętami nie ma natomiast właściciel około 200 ha gruntów koło Łomczewa. – Sadzimy na znacznym obszarze naszych pól roślinę o nazwie miskand, jej nie ruszają ani dziki, ani sarny, ani jelenie. To roślina służąca jako paliwo energetyczne – tłumaczy Grzegorz Szustkowski. Natomiast Paweł Pankowski, mający w jego sąsiedztwie 250 ha ziemi, już zaczął grodzenie, na razie od strony lasów. Podobnie jak na nieco mniejszym areale Zbigniew Zalewski.
[[reklama]]
Z kolei Julian Kałuża z Lotynia, który uprawia kilkaset hektarów ziemi w gminie Okonek, coraz częściej myśli o odgrodzeniu pól graniczących z lasem. – Myślałem, że koła łowieckie to współfinansują, ale okazało się, że nic z tego. Dzikie zwierzęta robią coraz większe spustoszenia w uprawach, kiedyś naliczyłem ponad osiemdziesiąt saren pasących się na moim polu. Coś z tym muszę zrobić – deklaruje rolnik. Inni również myślą o ogrodzeniu swoich pól. – Niedługo nasze pola będą wyglądały jak zamknięte rewiry – twierdzi jeden z rolników, oburzony tym, że ""państwo w tej sprawie umywa ręce"". Czy zatem każdy rolnik może postawić sobie płot? Leszek Kasprowicz, dyrektor wydziału architektury i budownictwa Starostwa Powiatowego w Złotowie tłumaczy, że przepisy w przypadku stawiania płotów są jednoznaczne - zgoda jest konieczna tylko w przypadku sąsiedztwa z miejscami publicznymi, głównie z drogami. Płot taki nie może być jednak wyższy niż 220 cm. – W innych przypadkach, na przykład kiedy płot graniczy z polem innego użytkownika, sprawy te regulują przepisy cywilno–prawne – wyjaśnia. Starostwo nie prowadzi statystyki, ile kilometrów płotów powstało w ostatnim okresie na terenie powiatu złotowskiego.
Sto tysięcy na odszkodowania
Jan Węglowski, łowczy koła łowieckiego nr 2 ""Łoś"" w Okonku, a zarazem osoba uprawniona do szacowania szkód łowieckich spowodowanych przez zwierzęta łowne w uprawach i płodach rolnych mówi, że ogrodzenia stawiane wokół pól myśliwym nie przeszkadzają. - Nie słyszałem o przypadku, żeby jakieś zwierzę nie gonione wpadło w siatkę jak w sidła. Jeleń, jeśli zechce, z łatwością ją przeskoczy, a dzik się pod nią podkopie. Nasze koło wydaje rocznie około stu tysięcy złotych na wypłatę odszkodowań i działania mające na celu ograniczenie strat w uprawach i płodach rolnych. Na powierzchni około 18 hektarów zakładamy różnorodne uprawy, jako bazę żerową dla zwierząt. Z pól tych nie zbieramy żadnych pożytków – tłumaczy. Dodaje, że kukurydzę wysiewają już w marcu, przeorują ją na tzw. pasach zaporowych, żeby zwierzęta jak najdłużej pozostawały w lesie, a nie na uprawach założonych przez rolników. Każdy myśliwy jest obowiązany przepracować kilkadziesiąt godzin w roku przy zabezpieczaniu lub ochronie upraw rolnych. Jeśli tego nie zrobi, musi zapłacić ekwiwalent wynoszący sześćset złotych. Jego zdaniem z różnych powodów myśliwy są postrzegani jako ""samo zło"" jeśli chodzi o szkody wyrządzane przez zwierzynę, tymczasem gdyby nie oni, gdyby nie planowa gospodarka łowiecka, to szkody spowodowane przez dzikie zwierzęta byłyby wielokrotnie większe. Dlaczego dawniej o szkodach powodowanych przez dzikie zwierzęta aż tyle się nie mówiło? – Nie da się tego problemu zdefiniować w jednym zdaniu i nieopatrznie mógłbym się jednej lub drugiej stronie narazić – oświadcza. Uważa, że jedną z przyczyn jest zmniejszanie się powierzchni do żerowania ze względu na zwiększającą się liczebność zwierząt, przy jednoczesnym grodzeniu upraw rolnych i leśnych. Inną jest zmiana struktury gospodarstw rolnych i upraw - atrakcyjne pokarmowo uprawy to doskonałe miejsce na pastwiska, nie powinno być w tym nic dziwnego, że zwierzyna szuka pożywienia tam gdzie jest ono łatwiej dostępne. – Moim skromnym zdaniem musi ulec zmianie sposób wypłaty odszkodowań i rozłożenie odpowiedzialności za powstałe szkody na kilka podmiotów. Jeśli koło łowieckie ogłosi upadłość, nikt inny dziś nie wypłaci rekompensat za poniesione straty. We wspólnym interesie rolników, leśników i myśliwych jest ścisłe współpracowanie w zabezpieczaniu upraw przed szkodami, których i tak w żaden sposób nie da się ograniczyć do zera – oświadcza.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze