Zaczyna się niewinnie - znosi się do domu wszystko co może się kiedyś przydać. Z czasem popada się w chorobę zwaną syllogomanią
Najpierw upycha się piwnice i strychy, potem szopy, na końcu zagraca się podwórko. Wtedy sąsiedzi nie wytrzymują i dzwonią do Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej. – Mieliśmy niedawno jednego pana z ulicy Mickiewicza, od którego wywieźliśmy dwa ogromne samochody śmieci. Jakiś czas był spokój, teraz znowu zaczyna zbiórkę – twierdzi Janina Haweto, dyrektor jastrowskiego ZGK.
Nie był to odosobniony przypadek. W Jastrowiu zbieraczy jest więcej. Czasami można do nich trafić poprzez sąsiadów, którzy w pewnym momencie nie wytrzymują zarówno zagraconego podwórka jak i unoszącego się wszędzie smrodu. Zbieracze gromadzą praktycznie wszystko: papiery, szmaty, zepsute rowery, stare meble, opony, resztki jedzenia. Jedzenie jest najgorsze, bo nie dość, że się rozkłada i śmierdzi, to jeszcze ściąga muchy i szczury.
- Jedna z pań tak zapchała swoją piwnicę, że sąsiedzi wreszcie nie wytrzymali. Kiedy przyszliśmy ze strażą miejską, tłumaczyła, że to nie jej piwnica. Kiedy wreszcie udało się nam ją jakoś otworzyć, widok był przerażający. Często rano trafiam na starszą kobietę, która ma obwieszony rower torbami, a w nich to, co znalazła w śmietnikach – tłumaczy dyrektor ZGM. [[reklama]]
Osoby zbierające co się da prawdopodobnie chorują na syllogomanię. Jak definiują naukowcy, jest to zjawisko patologicznego zbieractwa. Chory nie może się powstrzymać od przynoszenia rzeczy, których potem nie potrafi się pozbyć. Nie ma znaczenia, że przedmioty te są niepotrzebne i popsute. Z czasem chory nie jest już w stanie sobie poradzić z nadmiarem gratów, jednak obsesja ich gromadzenia jest silniejsza niż presja otoczenia. Medycyna definiuje syllogomanię jako schorzenie depresyjne.
Zdaniem Janiny Haweto nie wszystkich „zbieraczy” w Jastrowiu można podciągnąć pod tę chorobę. - Są pospolici lenie, którzy zamiast wynieść śmieci z trzeciego piętra na dół, wolą iść piętro wyżej i wyrzucić je na strychu. Czego tam nie ma?! Ostatnio natrafiliśmy nawet na uschniętą choinkę z zeszłego roku, nawet nikomu nie chciało się jej porąbać. Podobnie dzieje się w różnego rodzaju zakamarkach podwórka czy ogrodach. Chodzimy ze strażą miejską i na razie pouczamy – oświadcza.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze