Uważam, że głównym powodem przegranej było moje zbyt małe zaangażowanie w kampanię wyborczą. Zbyt mało czasu i uwagi poświęciłem m.in. na spotkania z wyborcami. To był jednak czas, gdy kończyliśmy w gminie największy etap budowy kanalizacji, który obejmował połowę Łobżenicy oraz kilka wsi tj. Luchowo, Szczerbin, Kościerzyn Mały i na tym wówczas przede wszystkim się skupiałem. Zależało mi, żeby wszystko było dopilnowane, rozliczone. O ile pamiętam to na ten etap otrzymaliśmy około ośmiu milionów złotych dofinansowania i gdyby przyszło nam to zwracać, taka sytuacja finansowo zabiłaby gminę. Inna sprawa, że zadania, które realizowałem przez dwanaście lat były mało spektakularne z punktu widzenia wyborców. Kto bowiem zachwyca się kanalizacją czy wodociągami, których było 160 kilometrów? Nie są widoczne tak jak drogi, chodniki czy budynki chociaż te też były. Nikt jednak nie odbierze mi tego, że to za mojego urzędowania na modernizację i rozbudowę szeroko pojętej infrastruktury zyskaliśmy najwięcej w ostatnim ćwierćwieczu.
Gdzieś będę startował, myślę o tym bardzo poważnie. Widzę, że miałbym jeszcze wiele do zrobienia, bo obecnie panuje regres inwestycyjny w naszej gminie. Nie spodziewałem się również, że aż tak wiele osób będzie mnie do tego namawiało, chociażby zaczepiając na ulicy. Natomiast czy będę kandydował na stanowisko burmistrza, czy do rady powiatu, a może nawet do rady gminy to czas pokaże. Z pewnością zbuduję silny komitet wyborczy, złożony z pewnych, doświadczonych w samorządzie ludzi. W radzie gminy czy powiatu potrzebni są ludzie z doświadczeniem. Przekonałem się o tym m.in. kiedy w czasie mojej drugiej kadencji radnymi byli burmistrzowie Edward Starszak i Stanisław Jendrzejewski. To była silna rada. Nieraz się kłóciliśmy, ale z tych kłótni zawsze wychodziło wiele dobrego. Ponadto byli mi bardzo życzliwi i pomocni. Na moją prośbę angażowali się w wiele spraw i to z efektami.
Reklama
Są to relacje służbowe, raczej chłodne. Nie spodziewałem się zresztą, że będzie do mnie dzwonił, żeby o coś zapytać, poradzić się. Jeśli zaś chodzi o urzędowanie Piotra Łososia, to sprawdziło się to, czego się spodziewałem. Obiecał ludziom zbyt wiele i ludzie go z tego rozliczą, bo wyborcy nie są głupi. Mają doskonałą pamięć. Drażni mnie jego publiczne wypominanie mi, w jakim to złym finansowo stanie zastał gminę po moich rządach. Ja w 2002 roku miałem tak samo, choć nie przypominałem o tym przy każdej, nadarzającej się okazji przez kolejnych dwanaście lat. Zobaczymy jakie będzie zadłużenie w listopadzie i od tego odliczymy pieniądze, które wpływają w ramach programu „Rodzina 500 plus”. To pokaże faktyczne długi i oby były niższe, bo na razie przecież nie widać inwestycji obiecywanych w mediach, a konkursy na nie wypaliły. W mojej ocenie zbyt mocno rozbudował też administrację w urzędzie, przez co wzrosły koszty jego funkcjonowania. Nie podoba mi się również, że realizując reformę oświaty odszedł od pomysłu dużej szkoły w stolicy gminy na rzecz mniejszych. To może skończyć się w ten sposób, że za chwilę nowy budynek w Łobżenicy będzie świecił pustkami, a te na wsiach trzeba będzie powiększać, bo zabraknie miejsca. Jeśli chodzi o inwestycje, mogę go pochwalić za drogi asfaltowe na terenach wiejskich, które były potrzebne chociaż w tym przypadku są też przykłady dziwnie wykonanych wjazdów na posesje. Jedne są krótsze, inne dłuższe – nie wiem od czego to zależało. Natomiast trudno mi stwierdzić, czy któraś z pozostałych inwestycji była aż tak ciekawa i tak dobrze zrobiona, by ją tutaj wymieniać.
Chodzi głównie o kwiaty? Też byłem zwolennikiem ich sadzenia, choć nie za takie pieniądze, które w skali czterech lat pozwoliłby pewnie na częściowy remont chodników na placu Wolności. Niestety Piotr Łosoś, obecny burmistrz a wówczas przewodniczący Komisji Finansowej Rady Miejskiej w Łobżenicy, obcinał w budżecie pieniądze, które ja planowałem na nasadzenia, stwierdzając, że to zbędny wydatek. Jeśli ktoś temu zaprzeczy, niech sprawdzi pytając chociażby byłego wiceburmistrza Tadeusza Perlińskiego, który się tym zajmował.
Reklama
Zdecydowanie tak. Już po wyborach ustaliłem personalia osób, które szkalowały mnie m.in. w internecie. Jestem też niemal pewny, kto był autorem rozesłanych po gminie anonimów, gdzie opluwany byłem ja i pracownicy urzędu. Dowiedziałem się też gdzie prawdopodobnie te anonimy drukowano. Mimo że miałem z tego powodu żal, bo takie zagrania nie powinny mieć miejsca, to jednak postanowiłem nie wyciągać wobec autorów tych treści konsekwencji prawnych. Zrobiłem tak dlatego, że niektóre z tych osób znajdują się w trudnej sytuacji rodzinnej czy życiowej, a muszę dodać, że wcześniej jednej z rodzin za to odpowiedzialnych bardzo pomogłem Natomiast jeśli będę miał taką możliwość, to z chęcią zapytam te osoby, dlaczego to zrobiły.
Nie boję się, bo żadnych haków nie ma. Nie raz „wieść gminna” niosła, że w urzędzie jest jakaś kontrola, czy to z CBA, czy CBŚ i lada moment wyprowadzą Cerlaka w kajdankach. Nic takiego nigdy się nie stało, bo nie było i nie ma ku temu żadnych podstaw. Nawet w głośnej sprawie dotyczącej skarbnika gminy nie byłem przesłuchiwany, bo nie byłem stroną postępowania. Nie byłem oskarżony. Najgorsze jest to, że opluwać innego człowieka można byle czym i nawet jeśli to zarzuty wyssane z palca, plama pozostanie. Spodziewam się ataków na moją osobę, tego, że będą podejmowane próby, aby mnie zdyskredytować.
Reklama
Nie miałem z odejściem żadnego problemu. Pochodzę z gospodarstwa i niczym śp. Irena Kwiatkowska, znana też jako „Kobieta pracująca” z serialu „Czterdziestolatek” – „żadnej pracy się nie boję”. Burmistrz to nie stanowisko dane raz na zawsze. O tym, czy się nim zostanie, czy nie, decydują wyborcy. Jeśli chodzi o Dębno to pracowało mi się tam bardzo dobrze. Wiele się nauczyłem, a zarazem wiele dowiedziałem. Natomiast praca w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym jest w mojej opinii znacznie bardziej odpowiedzialna i wymagająca od bycia burmistrzem. Tu za najmniejszy błąd w działaniu niemal od razu mogę stanąć przed prokuratorem dlatego, że każdy z wychowanków mimo że ma jakąś przeszłość to jednak jest dzieckiem i jest chroniony.
Kontrakt mam do 2020 roku. Co zrobię – okaże się po wyborach. To bardzo stresująca praca, która wiele mnie kosztuje. Nie raz już w życiu przekonałem się, na doświadczeniu swoim i innych, że zdrowie jest warte o wiele więcej od pieniędzy, splendoru czy stanowisk. Nie muszę być na świeczniku, by czuć się spełnionym i szczęśliwym.
Reklama
Teoretycznie tak, jednak trochę się w mojej rodzinie pozmieniało przez ostatnie lata. Zyskałem po raz drugi jakże ważny dla mnie tytuł dziadka. Nie będę ukrywał, że wnuczki są moim oczkiem w głowie i gdy tylko przyjeżdżają do naszego domu, ten nabiera nowej energii. Z drugiej jednak strony pogorszył się stan zdrowia mojej teściowej, która wymaga ciągłej opieki i obecności kogoś przy swoim łóżku. Na każdym możliwym kroku pomagam więc żonie, by trochę odciążyć ją w obowiązkach. Jeśli zostaje jakiś czas wolny to poświęcam go na polowanie lub zaglądam do garażu, gdzie na złożenie czeka odrestaurowany już w części junak.
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Na burmistrza startować nie radzę. Bo można nie lubić obecnego włodarza, ale jest NAPRAWDĘ DOBRYM GOSPODARZEM. Nawet ludzie mu niechętni to przyznają. I pasuje do pana pretendenta - coś tam o rzemyku u sandałów.
Panie Cerlak czy brakuje Panu kasy i zycia w luksusie przeciez wszyscy politycy tylko pchaja sie dla kasy i nic wiecej powinny byc pensje tak jak np w kasie w biedronce to ciekawe ilu było by chetnych na burmistrza
co z tego zostalo?
Na burmistrza startować nie radzę. Bo można nie lubić obecnego włodarza, ale jest NAPRAWDĘ DOBRYM GOSPODARZEM. Nawet ludzie mu niechętni to przyznają. I pasuje do pana pretendenta - coś tam o rzemyku u sandałów.
Panie Cerlak czy brakuje Panu kasy i zycia w luksusie przeciez wszyscy politycy tylko pchaja sie dla kasy i nic wiecej powinny byc pensje tak jak np w kasie w biedronce to ciekawe ilu było by chetnych na burmistrza
co z tego zostalo?