Reklama

Ewa Dmochewicz o zakochaniu w muzyce

06/03/2018 18:00
Swojej pasji poświęciła życie, chce by z jej dorobku, coś po niej pozostało

Pomimo młodego wieku Twoje nazwisko od lat jednoznacznie kojarzy się z muzyką. Od zawsze wiedziałaś, że pójdziesz w życiu drogą, którą wytyczą nuty?

Był czas, że bardzo marzyłam, by zostać aktorką, jednak wyjazd w latach 90. z domu, by np. uczyć się na Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie, to było coś niemal nieosiągalnego. Od dziecka lubiłam wystąpienia publiczne, chociażby podczas rodzinnych spotkań, gdzie mała, drobna Ewa stawała przed wszystkimi i śpiewała piosenki wyuczone w przedszkolu. Zdarzało mi się też np. śpiewać przed czterdziestką uczestników oraz w domu parafialnym w Tłukomach, podczas wakacji spędzanych u dziadków. Przynosili mi stół, na którym stawałam i śpiewałam. Gdy brakowało publiczności zdarzało mi się koncertować np. dla drzew w sadzie. Wiernymi słuchaczami byli zawsze dziadkowie.  Brzmi to może nieco dziwnie, ale byłam raczej nieszablonowym dzieckiem. Miałam swój świat, wydaje mi się, że nigdy nie byłam bezbarwna.
Jeszcze bardziej zaczęło się to rozkręcać w czasach licealnych, gdy przy parafii powstała schola, złożona właśnie z grupy nastolatków. Bardzo się tam udzielałam, grając na klawiszach. Wtedy też uświadomiłam sobie, że chciałabym życie poświęcić nie tylko muzyce, ale również nauczaniu. Wybór studiów był dość prosty – wychowanie muzyczne oraz drugi kierunek - nauczanie zintegrowane.

Reklama

To zdjęcie stało się okładką pierwszej płyty Ewy Dmochewicz. Czy będzie następna? Zakochana w muzyce dyrygentka nie zaprzecza

W Twoim bogatym dorobku ukończonych szkół, studiów i kursów próżno szukać szkoły muzycznej. Nie zależało Ci, by do niej uczęszczać?


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 78% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

Z perspektywy czasu stwierdzam, że dobrze, że tak się stało. Szkoła muzyczna mogłaby mnie zamknąć w pewnych ramach, narzucić mi jedno - jedyne postrzeganie muzyki, a ja tego nie chciałam. Lubię tworzyć, a nie odtwarzać. Odkrywać. Gry na pianinie zaczęłam się uczyć jako dziecko. Prywatnie, w domu. Nauczycieli miałam dwóch. Może wtedy bardziej zależało na tym mojemu tacie, który nie miał takich możliwości za młodu i chciał je zapewnić mnie. Dziękuję mu za to. Szybko opanowałam podstawy i zakochałam się w muzyce bez granic, co pozwoliło mi odkrywać jej kolejne tajniki.

Reklama

Niedawno chór Magnificat z Górki Klasztornej, którym dyrygujesz, otrzymał nagrodę starosty pilskiego w dziedzinie kultury. Doceniła Was też kapituła Łobżenickich Dzików. Przez lata tych nagród było wiele, a Wy zbudowaliście renomę. Jak wyglądały Twoje początki jeśli chodzi o muzykę chóralną?

Będąc na studiach w Bydgoszczy postanowiłam przyłączyć się do chóru akademickiego. Niedługo później w Górce Klasztornej chór postanowił założyć też ówczesny rektor sanktuarium, ks. Piotr Pietrzyk MSF, który udzielał nam ślubu. Wiedział, co studiuję, czym się interesuję i zaproponował, żebym przyłączyła się do jego chóru. W ten sposób szybko pozbawiłam się wolnych weekendów. Wracałam bowiem ze studiów w Bydgoszczy w piątki wieczorem prosto na  próby w Górce. W niedziele, nierzadko, występy. Dyrygowanie chórem spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Ks. Piotr musiał wyjechać na misje. To był marzec 2003 roku. Poinformował mnie, że pod jego nieobecność ja poprowadzę chór. Dodał jeszcze, że w czasie, gdy go nie będzie, przybędzie do Górki Radio Maryja i mamy wystąpić na żywo na antenie. Bardzo się do tego przygotowywaliśmy i wypadło chyba całkiem nieźle, bo po powrocie ks. Piotr stwierdził, że od teraz to ja będę głównym dyrygentem.

Wśród chórzystów masz opinię wymagającej.

Jestem chyba  autokratką w tym względzie – przyznaję. Tak jednak nie było od razu. Wszyscy wiemy, jak w większości kształtuje się przedział wiekowy w tego typu chórach. Wtedy bałam się ludzi starszych bądź nawet dużo starszych ode mnie. Dzisiaj wiem, że czerpię z ich doświadczenia, uczę się od nich pokory. Z drugiej strony dzięki temu, że nie odpuszczam, że powiedziałam sobie i im, że nie będą śpiewać jak „chór starych rur” daję im energię do życia. Choć na próbie potrafię okazywać niezadowolenie w bardzo czytelny sposób, wałkować godzinę jeden utwór, bo musimy go dopracować do perfekcji - moi chórzyści czekają na te próby. Widzą efekty, że z chóru, który zaczynał jako zwykły, jakich wiele chór jednogłosowy, mamy teraz czterogłos.

Reklama

Każdy z dwudziestu sześciu chórzystów oraz rodzina, przyjaciele i znajomi mogą to potwierdzić - jeśli Ewa Dmochewicz za coś się bierze, poświęca się temu w pełni

Podobnie postępujesz jako dyrektor szkoły?

Pewnie nie identycznie, ale zasada działania jest zbliżona. Jestem osobą energiczną, za którą ciężko nadążyć, bo w moim życiu ciągle coś się dzieje. Wszędzie mnie pełno i mam swoje zdanie. Zależy mi, żeby uczniowie też w ten sposób kształtowali swój charakter. Żeby byli ciekawi świata, umieli go obserwować i wyciągać wnioski. Żeby tworzyli, a nie odtwarzali. Odkrywali swoje pasje i talenty. Żeby w życiu nie wegetowali. Chcę, żeby to była szkoła twórców, nawet jeśli leży w niewielkiej miejscowości. W tym względzie mam pełne zrozumienie i wsparcie wśród kadry.

Reklama

Muzyka, chór, szkoła, harcerstwo – masz jeszcze czas na życie rodzinne?

Jesteśmy dość nietypową, ale bardzo dobrze funkcjonującą rodziną. Mój mąż Tomasz jest marynarzem. Pływa w systemie jeden miesiąc na morzu, jeden w domu. Swój czas dzielę więc w taki sposób, by w momencie, kiedy wraca, mieć jak najmniej dodatkowych zajęć, żebyśmy mogli pobyć razem. Zupełnie z wszystkiego nie rezygnuję. Przy tej ilości zajęć nie da się tego zrobić. Nigdy jednak nie ukrywałam przed nim, że moją ambicją nie jest jedynie klepanie kotletów. Syn Hubert natomiast, jeśli widzi, że nieco dłużej przebywam w domu albo nie zrywam się z rana do pracy dopytuje, czy wszystko ze mną dobrze, czy się kiepsko nie czuję. Pewnie po części jestem pracoholiczką albo po prostu nie umiem usiedzieć w miejscu. Jeśli tylko zapowiada mi się dłuższa przerwa od pracy, od razu po głowie chodzą podróżnicze plany.

Wśród planów miałaś też nagranie płyty. Wydałaś ją przed rokiem. Będą kolejne?

O własnej płycie marzyłam od lat. Od kiedy tylko śpiewam marzyłam, by coś po mnie na tym świecie pozostało. Jakaś część artystycznego dorobku. W naszej rozmowie wspominałeś o nagrodach, wyróżnieniach m.in. chóru. To tylko miły dodatek, docenienie pracy. Nie zależy mi na splendorze. Płytę wydałam dla siebie, dla swoich bliskich, przyjaciół. Nie można jej nigdzie kupić – to nie było przedsięwzięcie komercyjne, choć poświęciłam mu pół roku. Dominuje na niej muzyka sakralna, którą, by pokochać, trzeba zrozumieć. Ja kocham i rozumiem. Czy będą kolejne... Bardzo bym chciała. W pierwszej kolejności, może nie samodzielne, ale np. wydanie piosenek harcerskich z zespołem harcerzy z naszej szkoły albo z chórem Magnificat. Czas i życie pokaże.

Reklama

Osiągając do tej pory tak wiele masz jeszcze jakieś cele, które czekają na realizację?

Bezustannie. Już to chyba mówiłam, ale nie potrafię usiedzieć w miejscu. Gdy rozpoczynałam studia z germanistyki mój syn miał dwa miesiące. Wychowałam dziecko i skończyłam studia. Teraz marzę o kolejnych – muzykoterapii. Chciałabym też, żeby z chóru Magnificat wydzielić jego mniejszą sekcję, do bardziej kameralnych wystąpień. Z moimi celami jest też tak, że zawsze dążę, by je osiągnąć. Nie uda się raz, drugi, trzeci – nie szkodzi. Może wrócę do tego za rok, dwa, ale wrócę. Nie odpuszczę. Do tej pory się nie sparzyłam i ufam, że tak będzie nadal, także jeśli chodzi o kontakty z ludźmi. Bez tego zabiegania czuję się źle. Z kolei prywatnie wśród marzeń zdecydowanie górują podróże. Te bliskie i dalekie. Choćby od zaraz, gdy tylko znajdzie się wolna chwila. Szkoda ją tracić na siedzenie w domu.

Rozmawiał Sz. Chwaliszewski[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości