Reklama

Frontmanka na rockowej scenie - Kamila Apryas koncertuje w Warszawie

01/03/2018 18:00
Pochodząca z Lędyczka Kamila Apryas z zespołem Crimson Rockets nagrywa już drugą płytę. Dlaczego łatwiej jej tworzyć po angielsku niż po polsku, jak godzi rocka z pracą i czym zajmuje się w TVN-ie?

Kiedy pisaliśmy o Tobie ostatnio, trzymałaś za ogon wiele srok: dziennikarstwo, modeling, aktorstwo, muzyka. Co teraz zajmuje Ciebie najbardziej?

Wiek już nie ten, więc modeling to już nie za bardzo (śmiech). Poza tym po studiach dostałam pracę jako reporter w TVNie, więc jakoś trzeba było pogodzić życie z pracą. W tej chwili jestem wydawcą platformy internetowej VOD player.pl. Jestem magistrem dziennikarstwa, więc był to dla mnie strzał w 10. Z aktorstwem też już nie mam zbyt wiele wspólnego. Kiedy uczyłam się w szkole aktorskiej państwa Machulskich, najlepsze oceny miałam ze śpiewu. Stwierdziłam, że musi być coś na rzeczy i zajmę się tym, co wychodzi mi najlepiej.

Ostatnim razem zapowiadaliście także, jako zespół Crimson Rockets, którego jesteś wokalistką, wydanie płyty...

Płytę wydaliśmy w 2015 roku. To był nasz pierwszy krążek. Graliśmy różne koncerty, głównie w Warszawie, ale też w okolicznych miastach i na różnych festiwalach m.in. na Ursynaliach czy na Unikatowym Festiwalu Offowyym UFO. Zdobyliśmy z tymi kawałkami mnóstwo wyróżnień i nagród, na przykład:  Grand Prix Letniej Sceny VooDoo Club; zakwalifikowaliśmy się do III etapu eliminacji Antyfestu Antyradia 2016 i znaleźliśmy się wśród zacnej trzydziestki najlepszych zespołów w Polsce. Dotarliśmy też do finału Międzynarodowego Festiwalu Emergenza Polska 2015. Teraz już wszystko się zaciera, bo całe moce przerobowe skupione są na drugiej płycie.

Reklama

W międzyczasie zaliczyliście romans z poezją poprzez Projekt Mezalians. Ciekawa przygoda?


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 91% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

Tak, Mariusz Jagiełło zaprosił nas do współpracy ponieważ chciał, by jego wiersze zaśpiewały bądź zinterpretowały osoby związane z rockiem. Wśród nich byli m.in. Paweł Małaszyński, Tomasz „Lipa” Lipnicki, Tomek „Oley” Olejnik czy Paweł Świtkowski. Nie była to współpraca stricte z tymi osobami, ale miło było wziąć udział w projekcie, w którym pojawiły się takie nazwiska.

Jak dzielisz czas pomiędzy pracę a zespół?

Idealny podział wyglądałby tak, by mieć więcej czasu na muzykę i zespół, ale w rzeczywistości pracuję 5, a czasem nawet 7 dni w tygodniu. W weekendy jednak staram się znaleźć czas na zespół. Spotykamy się w soboty w domu gitarzysty, tworzymy, pracujemy i dogrywamy szczegóły.

Reklama

Z zespołem Crimson Rockets Kamila występuje już 6 lat (zdj. facebook.com/CrimsonRockets)

Chcielibyście odmienić te proporcje? Żyć z muzyki?

Oczywiście, że marzymy o tym, żeby móc tworzyć tylko muzykę. O ile łatwiej byłoby nie chodzić do typowej pracy, choć mogę powiedzieć pewnie za wszystkich członków Crimson Rockets, że daje nam ona mimo to wiele przyjemności. Gramy razem już 6 lat i myślę, że to już jest coś. Koncerty są na szczęście umawiane na tyle wcześniej, że możemy sobie zaplanować wolne, wziąć urlopy. To jest ogromna, logistyczna sprawa, dograć 5 osób. Nie jesteśmy już studentami, wtedy było łatwiej. Jesteśmy realistami. Wiemy już jak ten rynek wygląda. Wybić się to nie jest taka prosta sprawa. Na początku owszem, marzy się o trasach, wielkiej karierze, ale z czasem ta rzeczywistość potrafi zweryfikować marzenia. Oczekiwania zawsze są wygórowane, ale nie dajemy się za to zabić. To jest przede wszystkim pasja. Nasze koncerty to świetna, liczna publika, zespoły, inspirujący ludzie. Mamy muzykę w sercach i będziemy ją tworzyć dla siebie, taką jaką lubimy. Jeśli się uda, to super, jeśli nie, to będziemy mieć świetne wspomnienia.

Reklama

Każdy zespół ma lidera, przeważnie jest nim wokalista. Dobrze czujesz się w takiej roli?

Zawsze przedstawiamy się tak, że jestem frontmanką, ze względu na rolę w zespole. Czy liderem? Z Patrykiem Falkowskim działamy na spółę odkąd założyliśmy Crimson Rockets. Ja się zajmuję sprawami marketingowymi, wysyłaniem zgłoszeń na festiwale, ogarnianiem koncertów i tras koncertowych. Patryk zajmuje się muzyką. Teraz dużo piosenek powstało też przy udziale Kamila Słoniewskiego, naszego klawiszowca, ale to głównie Patryk za to odpowiada. Tak więc raczej nazwałabym się właśnie frontmanką, nie liderką.

Jaka będzie kolejna płyta?

Będzie melodyjna, rockowa i z tak zwanym pazurem. Jeszcze nie wiemy ile będzie miała utworów, to wciąż się klaruje, ale myślę, że mogę już zdradzić, że pierwszy singiel ukaże się w kwietniu. To będzie coś innego niż prezentowaliśmy do tej pory. Posłuchaliśmy rad kilku osób i myślę, że to się spodoba. Wiele osób, m.in. z radia, zarzucało nam, że nie śpiewamy po polsku. Postanowiliśmy więc spróbować stworzyć teksty w języku polskim. Mam takie wrażenie, że muzycznie trochę dojrzeliśmy, aczkolwiek wciąż zostajemy przy mocnych riffach, klawiszowych solówkach i melodyjnym wokalu.

Reklama

Sama także piszesz teksty piosenek. Skąd takie obawy przed językiem polskim?

Jest trudniejszy muzycznie, melodyjnie, rytmicznie. Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale tak jest. Od zawsze pisałam wiersze i były one w języku polskim. Jednak, żeby słowa miały sens, żeby utwór brzmiał ładnie po polsku i niezbyt błaho, trzeba się natrudzić. Może trudność wynika też z tego, że bardzo długo pisaliśmy po angielsku. My, bo Patryk Falkowski jest również twórcą tekstów. Jeśli chodzi o angielski to brzmieniowo, słownie i metaforycznie jest o wiele łatwiejszy, niż napisanie tekstu po polsku. A poprzeczka ustawiona przez najlepszych polskich tekściarzy jest wysoka. Może się mylę, ale to jest tylko moje zdanie. W czasie pracy nad tekstami po polsku, natrafiliśmy na wiele przeszkód, jeśli chodzi o połączenie polskiego z rytmiką. Kiedy pisaliśmy teksty na najnowszą płytę, okazało się, że jest mnóstwo 3 i więcej sylabowych wyrazów, ważnych dla nas, które coś znaczą, a wers pozwalał na użycie np. tylko 2-sylabowców. To są niuanse, ale trzeba to jakoś rozwiązać jeśli chce się, żeby tekst był o czymś. Chcemy pisać o rzeczach, które nas nurtują, które są dla nas istotne.

Reklama

Na scenie Kamila lubi poszaleć i dać publice show (zdj. facebook.com/CrimsonRockets)

O czym jeszcze marzysz w związku z muzyką?

Na razie marzeniem jest wydać tę płytę, bo cykl tworzenia trochę się wydłużył. Chciałabym po wydaniu płyty, urządzić trasę koncertową i znów zagrać na festiwalach. Mam nadzieję, że ta płyta nie przejdzie bokiem, że to, co przeżyliśmy po pierwszej się powtórzy. To naprawdę niesamowite uczucie grać koncerty, gdzie ludzie naprawdę bawią się przy twojej muzyce. To mnie napędza. Wiadomo, że każdy chciałby zdobyć Grammy czy Oscara, ale nauczyłam się być realistką. Jeśli coś przyjdzie to super, jeśli nie, to będę się cieszyć z tego, co mam, co osiągnęłam do tej pory.

Reklama

Wciąż jesteś kojarzona z występem w The Voice of Poland?

Zdarza się. Jak ktoś mnie kojarzy, to właśnie z Voicem. Został on ludziom w głowach. Jest to bardzo fajne, nie obrażam się na to, bo było to super przeżycie. Poznałam tam niezwykłych ludzi. W tamtej edycji programu brała udział m.in. Natalia Nykiel, która teraz wymiata i bardzo się z tego cieszę.

Jesteś frontmanką rockowego zespołu, chwaloną za mocny głos. Czy z takim wizerunkiem licuje prowadzenie bloga o zdrowym odżywianiu?

Prowadzenie bloga zeszło na dalszy plan, ale… właśnie wróciłam z siłowni, staram się prowadzić zdrowy tryb życia. Muszę dbać o formę chcąc zagrać koncert i przez te 40-50 min dać z siebie wszystko. Lubię dawać show, potańczyć, poskakać, a kiedy dochodzi do tego śpiew, robi się z tego prawdziwy fitness. Bez wytrzymałości fizycznej, po 15 minutach zadyszałabym się tak, że ciężko byłoby śpiewać. A jeśli chodzi o rock&rollowy styl życia, to pozostają weekendy.

Reklama

Nie masz czasami ochoty odpocząć od tego intensywnego życia i przenieść się w miejsce gdzie czas wolniej płynie, np. wrócić w rodzinne strony?

Czasem bywam i czasem mnie korci, żeby zostać nieco dłużej. Lubię kontakt z naturą. Duże miasto to jednak szersza perspektywa. Ale w życiu tak jest, że jeden lubi lody, drugi woli czekoladę. Mimo godzinnych dojazdów do pracy lubię życie w Warszawie, to że mogę sobie wyjść np. do kina, teatru, pubu, na koncert. Wolę życie w biegu. Mimo to, mam bardzo dużo miłych wspomnień związanych z moimi rodzinnymi stronami, a w szczególności ze Złotowem i Teatrem Matysarek, w którym miałam przyjemność grać. Co roku staram się być na grudniowym spektaklu dla przyjaciół i spotkać się z Andrzejem Motakiem, którego uważam za świetnego wychowawcę i reżysera. Złotów to niezwykle urokliwe miejsce, przeżyłam tu dużo znakomitych chwil i koncertów. Zawsze lubię tu wracać.

Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Troll - niezalogowany 2018-03-02 07:49:36

    Ta jest ładna.Zakochałem sie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama