Reklama

Gdy zajdziemy cię od tyłu, czyli o pracy strażników rybackich

19/05/2018 07:00
Tomasz Kordos i Marcin Stalewski zostali strażnikami rybackimi. Pilnują, by wędkarze przestrzegali limitów, nie śmiecili i nie zmieniali się w „mięsiarzy”. - Z wędkarzami jest jak z pijanymi kierowcami – wiedzą, że źle robią, ale robią – mówi T. Kordos

Czytasz tekst premium, który został udostępniony dla wszystkich Czytelników portalu.
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu .


Od kiedy wędkujesz?

Od dziecka. Tata chodził czasem na ryby, ale zwykle zabierał mnie śp. Zdzisław Kogut, sąsiad z Kiełpina. Do niego przyjeżdżał siostrzeniec, pan Zdzisław kupił nam bambusy i obu wciągnął w wędkarstwo.

Pokazał Wam coś więcej.

Pokazał, jak miesza się zanęty, czym podkarmiać ryby. No i zawsze krzyczał, że trzeba po sobie posprzątać. Tak się nauczyłem i gdy jadę z synem, to też nasze śmieci zabieramy. Ale niestety śmieci po wędkarzach, puszek po piwie i kukurydzy, woreczków jest masa. Już kolegom zapowiedzieliśmy na tegorocznym zebraniu, że będziemy za to ostro karać.

Reklama

W jaki sposób udowodnić, że te śmieci są danej osoby?

Prosto, bo wędkarz jest zobowiązany posprzątać nawet te śmieci, które już zastał na łowisku. I po zakończeniu wędkowania musi te wszystkie odpady zabrać. Często na kontrole jeździmy z policją, z dzielnicowym z Zakrzewa Krzysztofem Tomaszewskim i to on wlepia wędkarzom te mandaty. Umawiamy się z kierownikiem Posterunku Policji w Lipce i jedziemy radiowozem na objazd akwenów.

I co tam spotykacie?

Różne sytuacje. W ubiegłym roku trafiliśmy na starszego pana, który łowienia uczył siostrzeńca. Fajnie, tylko okazało się, że nie miał karty wędkarskiej. Powiedzieliśmy mu, że chyba przyjechał pokazać dziecku jak się kłusuje. Dostał dwie stówy mandatu.
Natomiast na hałdy śmieci jeszcze nie trafiliśmy. Kiedyś często nad jeziorami leżały całe worki odpadów, zwierzęta je rozrywały i rozciągały po terenie, ale dziś takich sytuacji jest mniej. Mimo to ciężko ten naród nauczyć, by to co przywiózł zabrał ze sobą.

Reklama

Dlaczego zostałeś strażnikiem rybackim?

Z prezesem naszego koła, Marcinem Stalewskim, staraliśmy się o przyjęcie do tej służby wcześniej, ale się nie udało. Strażnikami zostaliśmy wiosną ubiegłego roku, po zdaniu egzaminów i przedstawieniu zaświadczeń o niekaralności. Jesteśmy nimi, bo raz, że chcemy pilnować porządku nad naszymi wodami (od niedawna dysponujemy pięcioma jeziorami: Łąkie, Kiełpin, Gogolin, Huta i Stołuńsko), a dwa, chcemy, żeby coś w tych akwenach zostało. Musimy pilnować „mięsiarzy”. To ludzie, którzy nie przestrzegają limitów łowionych ryb. Biorą, ile wlezie.

Tymczasem zarząd koła PZW w Lipce promuje łowienie bez zabijania. Na zasadzie: złap i wypuść.

Nad basenem w Lipce postawiliśmy tablicę „No kill”, to akwen głównie dla dzieci. Podczas ostatnich wakacji dzieciaki nie mogły się opędzić od tych ryb. Aż miło było popatrzeć, jak mała dziewczynka wyciąga dużą rybę.
Sam w ubiegłym roku nawet jednej ryby do domu nie przywiozłem. Powiem ci więcej, ja nawet niespecjalnie lubię rybę zjeść. Jak ostatnio przywiozłem dużą płoć, to po oskrobaniu jej już mi ochota na nią przeszła. Zamroziłem ją, a potem zawiozłem ojcu.

Reklama

To się nie kalkuluje. W wersji podstawowej wędkarz płaci za prawo do połowu 240 zł rocznie i nie przywozi ryb?

A to tylko opłata za wody nizinne. Marcin dopłaca za wody górskie i rzeki, więc wychodzi mu ponad 400 złotych. I też ani jednej ryby do domu nie przywiózł. Wędkowanie to jest dla nas zabawa, nie źródło zdobywania pożywienia. Tak odpoczywam, czasem większą rybę poholuję, nieraz z Marcinem robimy małe zawody, kto więcej złowi, zrobimy czasem pamiątkowe zdjęcie i tyle.

Strażnicy mają swoje „blachy”, jak policjanci, prawda?

Tak, srebrne, a na nich napis: Społeczna Straż Rybacka i numery legitymacji. Mamy uprawnienia do zabrania wędkarzowi książeczki uprawnień oraz sprzętu. Nie potrzebujemy do tego policji. Zwykle ruszamy na objazd dwa razy w miesiącu, czasem co tydzień. Sprawdzamy wszystkie akweny, robimy w tym czasie jakieś 60 km.

Reklama

Z jakimi problemami spotykacie się najczęściej?

Śmiecenie, „mięsiarze”, ale też nieprzestrzeganie nakazu wpisywania połowu do książeczki. Przed rozpoczęciem wędkowania trzeba wpisać tam datę i miejsce połowu, a czasami wędkarze tego nie robią. To zdarza się coraz rzadziej, bo koledzy wiedzą, że jesteśmy w tej straży. Pilnują się i nie łowią np. na trzy wędki, bo nie wiadomo, kiedy możemy ich zajść od tyłu. Kiedyś straż była w Złotowie, więc szansa, że stamtąd przyjadą, była mała. A Państwową Straż Rybacką widziałem w ubiegłym roku raz.

Wędkarze doceniają to, że pilnujecie wód w gminie Lipka? Nikt nie lubi być kontrolowany, a tym bardziej karany.

Niektórzy marudzą, że ktoś tam łamie przepisy, ale do nas nie dzwonią. A przecież my nie upilnujemy wszystkich. Trzeba dzwonić.

Reklama

Może nie chcą mieć przypiętych łatek donosicieli.

Może, ale przecież te jeziora i ryby w nich są tak samo nasze jak i ich. Kiedyś ktoś dał znać, że ktoś łowi ryby na tamie w Stołuniu. To jest zabronione, więc pojechaliśmy interweniować. Jeśli ludzie nie będą pilnować sami dla siebie, to skąd wezmą ryby?

Objazd jezior kosztuje, a wy jako straż społeczna nie dostajecie za to pieniędzy.

Nie, ale co trzy miesiące przekazujemy nasze dzienniczki komendantowi ze Złotowa i pan Ryszard Stanek wypłaca nam kilometrówki. To się nie zwraca, ale my to robimy z własnej woli.

Z własnej woli narażacie się na utratę kolegów. Wracam do dyscyplinowania i karania innych wędkarzy.

Raz się ukarze, to później nie będzie tak robił. Jeszcze nikt mnie nie wyzywał. Znajomym jeszcze sprzętu nie zabierałem, ale jak byłem z policją, to mandat się koledze trafił. Nie słyszę, żeby ktoś na nas psioczył, choć może i to robią. Może dlatego więcej kolegów nie chciało wejść do straży? Na razie dajemy z Marcinem radę. Zwłaszcza, że mamy poparcie gminy, która dała nam pieniądze na stroje moro.

Reklama

Pozostaje problem zanieczyszczania wód. Od jakiegoś czasu mówi się o potrzebie badania akwenu w Łąkiem. Widzicie przypadki np. odprowadzania ścieków do jezior?

Kiedyś mieliśmy zgłoszenie z Gogolina, zrobiliśmy zdjęcia i tyle. Chcieliśmy też badać wody, ale to wyszło chyba z 5 tys. zł, nie mamy takich pieniędzy. A co do ścieków, to nie wiadomo, gdzie ci niepodłączeni, którzy mieszkają w pobliżu jezior, je spuszczają. W Łąkiem ma być projekt badania wód, wtedy się przekonamy, jak sytuacja naprawdę wygląda.

Po roku możesz powiedzieć, że ta praca ma sens?

Tak, bo ludzie wiedzą, że ktoś pilnuje porządku. Z wędkarzami jest jak z pijanymi kierowcami – wiedzą, że źle robią, ale robią. Taki już nasz naród.

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    LoL - niezalogowany 2018-05-22 08:28:18

    Widocznie masz coś na sumieniu

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Strzelec - niezalogowany 2018-05-20 17:36:49

    Co do strażników społecznych z Jastrowia to pamiętam parę lat temu była to konkretna ekipa z komendantem na czele. Nikogo się nie bali złapali nawet trzech policjantów z miejscowego komisariatu. Wszystko się posypało jak do zarządu koła weszła obecna Pani prezes.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    złotowaianin - niezalogowany 2018-05-20 12:44:46

    Tyle lat wędkuję na wodach Pzw i jeszcze ani razu nie widziałem strażnika ...A kusowników nie tylko w nocy a są aż tak bez szczelni że nawet w biały dzień kusują!I gdzie są te psy ze straży społecznej boicie się ich złapać czy sami jak oni sieci zastawiacie!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości