Reklama

Gramy dla własnej przyjemności

15/01/2022 12:00

Po czterech latach rządów przyszedł czas na podsumowanie kadencji prezesa Iskry Krajenka, Łukasza Tesmanna. Czy popularny „Tazo” pozostanie przy klubowych sterach, a może znajdzie się inny chętny do ich objęcia?

Jak oceniasz mijające cztery lata za sterami Iskry Krajenka?
Myślę, że to były lata bardzo owocne, zarówno jeśli chodzi o wynik sportowy, jak i rozbudowę klubowej infrastruktury. W każdej z tych dziedzin udało nam się zrobić kilka kroków do przodu.

Czym możecie się pochwalić od strony sportowej?
W sezonie 2020/21 udało nam się osiągnąć najwyższy wynik w historii drużyny seniorskiej, a rok wcześniej wywalczyliśmy awans do klasy okręgowej. W tym samym czasie ligowe zwycięstwo zdobyli także nasi juniorzy starsi. W sezonie 2018/19 zawodnicy naszego klubu sięgnęli po wicemistrzostwo okręgu w kategorii młodzik, a trampkarze rok później wywalczyli trzecią pozycję w swoich rozgrywkach. Z pewnością możemy się pochwalić tym, że nasz wychowanek, Gracjan Hyl, został zawodnikiem Pogoni Szczecin i zadebiutował w kadrze narodowej. Podpisaliśmy także umowę partnerską z Akademią Piłkarską Pogoni Szczecin.

Reklama

Z czego jesteś najbardziej dumny?
Chyba z tego, że poukładaliśmy sobie naszą piłkę seniorską. Od początku dążyłem do tego, żeby klub tworzyli głównie miejscowi zawodnicy. Chciałem też, żeby nasi wychowankowie wracali do Iskry i na tym chcieliśmy bazować. Wyszło to całkiem nieźle, bo przyszły fajne wyniki i obiecująca gra całego zespołu. Nigdy nie płaciliśmy w klubie za granie i nie mamy takiego zamiaru. Chłopaki dobrze o tym wiedzą i dzięki temu w zespole panuje naprawdę fajna atmosfera. Spotykamy się tu, bo się lubimy i lubimy piłkę nożną. Gramy dla własnej przyjemności, dla klubu i dla naszej miejscowości.

Reklama

To dzięki atmosferze Iskra zaczęła grać?
Po pierwsze, trafiliśmy z wyborem trenera – Mateusz Pobiedziński to fajny, młody trener, który zrobił z chłopakami robotę, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni. Po drugie, piłkarze znaleźli z nim wspólny język, dzięki czemu ta współpraca przyniosła spodziewane efekty. W Iskrze jesteśmy taką jedną wielką rodziną, najbardziej zależy nam na dobrych relacjach i w tym chyba tkwi nasza największa siła. 

Seniorzy zawsze mogą liczyć na świeży dopływ sił z grup młodzieżowych.
Drużynę juniorów do ligowego zwycięstwa poprowadził Marcin Trawczyński. Jest to grono ukształtowanych już piłkarsko chłopaków, którzy powoli pukają do drużyny seniorskiej. Dzięki własnym zasobom nie musimy ściągać zawodników z zewnątrz i nie cierpi na tym klubowy budżet, a chłopacy, którzy grają ze sobą w kilku kategoriach wiekowych, bez problemu wkomponują się potem do drużyny seniorskiej. Te podstawy i potencjał na przyszłość budujemy już od najmłodszych roczników, orlików, prowadzonych w tym sezonie przez Krzysztofa Wiedro oraz żaków i skrzatów, których prowadzi trener Mariusz Najda. Drużyną trampkarzy zajmuje się natomiast Daniel Żejmo.

Reklama

Młodej krwi w Krajence nie brakuje?
Nasza akademia już wcześniej była bardzo liczna, ale pandemia trochę ją uszczupliła. Część zawodników zrezygnowała z trenowania, co może być pokłosiem obaw rodziców. Ucierpiała na tym trochę ciągłość szkolenia, przez co musieliśmy ostatnio połączyć młodzików i trampkarzy w jedną drużynę. Mimo wszystko, jak na tak małą miejscowość, i tak jest nieźle.

W sezonie 2018-19 zawodnicy klubu z Krajenki sięgnęli po wicemistrzostwo okręgu w kategorii młodzik

Jak przez te cztery lata zmieniła się klubowa infrastruktura?
Naszym priorytetem było doprowadzenie do stanu użyteczności drugiego boiska, dzięki czemu mogliśmy trochę odciążyć główną płytę i odbyć tam część swoich treningów. Rozgrywaliśmy tam również kilka meczów kontrolnych i część rozgrywek rocznicowych. Z roku na rok staramy się modernizować system nawadniający, który ma już pewnie z 20 lat. W ciągu trzech lat wymieniliśmy wszystkie zraszacze przy głównym boisku. Ze strony miasta mamy już obiecaną studnię, która w dużym stopniu pomoże rozwiązać problemy z nawadnianiem obu płyt. Ponadto zrobiliśmy remont szatni i wyposażyliśmy ją w nowe boxy dla zawodników. W tej kadencji udało się także postawić wiatę, która służy nie tylko kibicom i całej drużynie, ale może być też udostępniana innym podmiotom. Klub wzbogacił się o różnego rodzaju sprzęty, jak np. kosiarki czy sprzęt sportowy. Być może, dzięki wsparciu gminy, uda się też w tym sezonie sfinalizować projekt „Szatnia na medal”.

Reklama

W trakcie Twojej kadencji Iskra Krajenka obchodziła 65. urodziny.
Obchody Jubileuszu w lipcu ubiegłego roku to było duże wyzwanie i wielkie przeżycie. Koniec końców myślę, że wyszło bardzo fajnie, bo udało się przy okazji zorganizować kilka turniejów, spotkać wyjątkowych gości i dobrze się wspólnie bawić.

Podstawą każdego sukcesu jest dobór odpowiednich ludzi.
Tak, z tego założenia wyszedłem, zaczynając tu pracę. Zawsze mogę liczyć na kierownika drużyny i członka zarządu, Marcina Trawczyńskiego, który pomimo obowiązków z drużyną juniorów nigdy nie odmówił mi pomocy. Na etacie mamy też gospodarza, pana Janka Trawczyńskiego, którego zadaniem jest opieka nad obiektem. Niedawno obchodził 80 urodziny i z tej okazji życzymy mu jeszcze wielu lat zdrowia i pogody ducha. Staramy się odciążać go od głównej płyty i takie rzeczy jak koszenie, wsiewki, nacinania czy wałowania bierzemy na siebie. Pomocną dłoń zawsze wyciąga do nas także nasz drugi bramkarz, Damian Wruk, który pożycza ciągnik i sam bierze udział w części prac przy obiektach. W ostatnim czasie w pomoc zaangażowała się także pani Kasia Trawczyńska, która dba o porządek w klubie i udziela się przy różnego rodzaju imprezach okolicznościowych. Podziękowania należą się także Jarosławowi Zuderowi, który nieodpłatnie pełni funkcję medyka na meczach seniorów.

Reklama

Klubowi udało się też pozyskać innych „przyjaciół”?
Jako nowy zarząd od razu skierowaliśmy nasze kroki do miejscowej filii firmy Ikano. Również dzięki poparciu burmistrza udało się ich pozyskać jako naszego darczyńcę, który od tamtej pory pomaga nam na różne sposoby. Czujemy to wsparcie i możemy podreperować w ten sposób własny budżet, a w klubach takich jak nasz naprawdę każdy grosz się liczy. Mamy kilku drobniejszych sponsorów, którzy w miarę możliwości też pomagają klubowi funkcjonować jak najlepiej.

Czy budżet Iskry Krajenka dopasowuje się do progresu sportowego?
Zaczynaliśmy bodajże z pułapu 66 tysięcy złotych, w kolejnym sezonie dostaliśmy 70 tys. dotacji, a dwa ostatnie lata to finanse rzędu 72 tys. Dodatkowo na pomoc burmistrza Kiteli możemy też zawsze liczyć w organizacji rożnego rodzaju imprez okolicznościowych.

Reklama

Czy to wystarczające pieniądze na bieżącą działalność?
Każdą złotówkę oglądamy dwa razy, bo sponsorzy nie mają wobec nas żadnego obowiązku. Z tych pieniędzy musi nam wystarczyć na działalność klubu i wszystkich drużyn, opłacenie trenerów i gospodarza, utrzymanie boisk, opłaty sędziowskie i składki. Jeśli chce się je wydać na jak najbardziej pożyteczne rzeczy, to jest się czasami nad czym głowić. Jak do tej pory udało się zachować ciągłość finansową i nie zaciągać żadnych zobowiązań, ale niektóre pomysły muszą niestety odstać swoje w kolejce do realizacji. Z tego co mi wiadomo, kolejne środki miejskie znów będą podwyższone i to nawet w sporym stopniu, dzięki czemu przyszły zarząd będzie miał większy komfort w swoich działaniach.

Pamiętasz jeszcze, dlaczego zdecydowałeś się objąć prezesurę cztery lata temu?
Pamiętam, że wiele osób mnie do tego namawiało [śmiech], sam byłem raczej sceptyczny do tego pomysłu. Chciałem działać, chciałem pomagać, ale nie jako prezes. W końcu jednak uległem namowom i oddałem klubowi całe serce. Darek Lemańczyk został sekretarzem, a pozostałymi członkami są Daniel Budnik, Daniel Żejmo, Mirek Szczepanik, Marcin Trawczyński oraz Agata Niemczyńska. Zarząd utworzyły w większości bardzo młode osoby, także piłkarze naszego klubu. Dlatego też wymagałem od nich zaangażowania w treningi i grę w piłkę, a nie w sprawy klubowe, tym bardziej, że każdy z nich ma przecież rodzinę i inne obowiązki.

Reklama

Z perspektywy czasu warto było się w to pakować?
Dużym minusem jest na pewno poświęcenie sporej części życia prywatnego, niemal każdy dzień w roku jest teraz za krótki. Wyniki cieszą i dodają skrzydeł, ale gdyby tak nie było, to nie wiem, czy chciałbym się dalej w to bawić.

Tak beztroskich chwil w życiu prezesa nie ma zbyt wiele 

Ani się człowiek obejrzał, a już za chwilę kolejne wybory w Iskrze...
Walne postaramy się zwołać w pierwszej połowie lutego.

Zdecydujesz się na reelekcję?
Miałem już w związku z tym wiele nieprzespanych nocy. Szczerze mówiąc, marzy mi się normalny tryb życia, praca do 16, a potem czas na sprawy klubowe i rodzinne. Szkopuł w tym, że jak się chce załatwić coś w urzędzie, banku czy innej instytucji, to można to zrobić do 15, może 15:30. To zawsze był dla mnie największy problem. Niejeden raz zastanawiałem się, ile mogę się jeszcze dla klubu poświęcać i wyszło mi na to, że ja to po prostu lubię. Inaczej już dawno by mnie tu nie było. Staram się zrobić coś dobrego dla klubu i całej piłkarskiej społeczności, to mnie motywuje do dalszego działania. Na pewno chciałbym, żeby ktoś, kto przyjdzie po mnie, nie musiał budować wszystkiego od początku. Czy będę kandydował w lutym? Sam do końca nie wiem, nie podjąłem jeszcze ostatecznej decyzji. Nic mi też nie wiadomo o innych chętnych na to stanowisko. Jeśli pojawi się ktoś z pomysłem i poparciem, to na pewno nie będę miał problemów z przekazaniem sterów drużyny. Wszystko powinno się wyjaśnić w najbliższym czasie.

Reklama

Jakiego zarządu można zatem życzyć Iskrze na kolejne cztery lata?
Takiego, który będzie działał, a przede wszystkim, w którym obowiązki rozłożą się na wszystkich. Nie ma sensu, żeby ktoś widniał tylko na papierku. Niestety, w naszych czasach ciężko znaleźć kogoś do pomocy, nie mówiąc już o tym, że miałby się czymś zajmować charytatywnie. Czy mamy tu chętnych do tego rodzaju działalności, zobaczymy już niebawem, na walnym.

Mimo wielu obowiązków piłki ciągle w Twoim życiu mało. W rundzie jesiennej zdecydowałeś się zostać trenerem B–klasowego Orła Osiek.
Dostałem taką propozycję od władz Orła. To ambitna, obdarzona dużym potencjałem drużyna, notabene jedna z dłużej działających w naszym okręgu. W minionym roku klub obchodził 100–lecie istnienia. Dla mnie było to spore wyzwanie, ale też szansa na praktyczne szlifowanie trenerskich umiejętności. Początek naszej współpracy wyglądał całkiem obiecująco, bo nie przegraliśmy jesienią żadnego spotkania. Włodarze Orła wiedzą jednak, że dla mnie najważniejsze są obowiązki związane z Iskrą. Szczęśliwie udaje się te sprawy jakoś ze sobą pogodzić i poukładać tak, żeby ze sobą nie kolidowały.

Reklama

Wiosna za pasem. To będzie dobry czas dla Iskierki?
Wszystko zależy od nas, od ludzi, którzy klub współtworzą. Dobre wyniki i atmosfera mogą być zachętą dla potencjalnych sponsorów. Piłkarsko podnosimy się po pladze kontuzji z zeszłej jesieni, na szczęście o większości z nich do marca uda się zapomnieć. Myślę, że wiosna rysuje się w jasnych kolorach, trzeba tylko przyłożyć się do okresu przygotowawczego. Celem tej rundy jest jak najwyższe miejsce seniorów w lidze. Walka będzie zaciekła, choć kwestia awansu jest już raczej rozstrzygnięta. Myślę, że realnie jest szansa powalczyć o trzecie miejsce w tabeli. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pokusić się o kolejny historyczny wynik. Bardzo bym sobie tego życzył.

Rozmawiał Leszek Chełmowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/05/2025 09:19
Reklama


Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama