Spółdzielnia Socjalna „Gryf” w Okonku od swojego powstania ponad 6 lat temu przeszła bardzo wyboistą drogę. I chociaż nie zajmuje się już utrzymaniem czystości w mieście, to pracownicy codziennie odbierają telefony z pretensjami w tej sprawie.
Spółdzielnia Socjalna „Gryf” w Okonku powstała 2015 roku. Głównym jej celem jest aktywizowanie osób długotrwale bezrobotnych, aby mogły zaistnieć na rynku pracy, pomoc osobom niepełnosprawnym oraz osobom zagrożonym wykluczeniem społecznym. Założycielami są Starostwo Powiatowe w Złotowie oraz Gmina Okonek.
Spółdzielnia socjalna budziła kontrowersje jeszcze przed jej powstaniem. Wówczas podczas sesji Rady Miejskiej w Okonku zastanawiano się wielokrotnie nad tym, czy jej powstanie nie zaburzy funkcjonowania Warsztatu Terapii Zajęciowej i czy znajdą się osoby chętne do pracy.
Całe przedsięwzięcie ruszyło 1 stycznia 2015 r. i powstało dzięki pozyskaniu dotacji w kwocie ok. 100 tys. zł Spółdzielnia otrzymała 63 tys. zł z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych na utworzenie spółdzielni socjalnej, a także 35 tyś. zł z Gminy Okonek. Zaadoptowano pomieszczenia na przystanku PKS na siedzibę spółdzielni, aby dojeżdżający mieszkańcy i uczniowie mogli korzystać z poczekalni oraz toalety.
Na początku działano w trzech głównych zakresach: zagospodarowaniu terenów zielonych i miejskich, transporcie osób niepełnosprawnych oraz świadczeniem usług opiekuńczych. Pierwszym prezesem okoneckiej spółdzielni została Renata Mejnartowicz, obecna dyrektor Centrum Usług Wspólnych w Okonku. Dwa lata później zarząd się zmienił i od tego momentu cały projekt wzięła na swoje barki Iwona Żerko.
- Usługi komunalne na początku były naszym głównym zadaniem – mówi – Niestety ten aspekt naszej działalności nie wszystkim się podobał, a dodatkowo gmina wprowadziła politykę oszczędzania na różnych rzeczach i od tego zaczęły się zmiany.
Zleceń na koszenie terenów zielonych czy nasadzenia zaczęło brakować. W związku z tym ta działalność przestawała być rentowna. Spółdzielnie socjalne funkcjonują jak przedsiębiorstwa, same walcząc o swój byt, uczestnicząc w przetargach czy pozyskując kontrahentów na swoje usługi. Kiedy chętnych brakuje to i pieniądze przestają płynąć, a to się wiąże, jak w każdej firmie, ze zwolnieniami. – Musieliśmy zrezygnować z usług komunalnych, a co za tym idzie zwolnić dwóch pracowników. Jeden w międzyczasie przeszedł na emeryturę. Kiedy rozpoczynałam pracę w spółdzielni zatrudnionych było 9 osób na etacie, teraz została nas szóstka: prezes, księgowa, kierowca do rozwożenia posiłków i trzy kucharki – mówi.
Dzięki realizacji zadań związanych z usługami komunalnymi spółdzielnia uzyskiwała dochody z tej gałęzi działalności. Pracownicy, którzy obsługiwali zieleń miejską to osoby niepełnosprawne, które były bardzo zaangażowane w swoje zadania. Dzięki dofinansowaniu Spółdzielnia wykorzystywała specjalistyczny sprzęt do zadań komunalnych.
W świadomości mieszkańców Okonka został jednak fakt, że „Gryf” dalej odpowiedzialny jest za miejski porządek i stanowi swoistą odnogę Urzędu Miejskiego w Okonku. – Ludzie codziennie do nas dzwonią skarżyć się, że nie ma porządku w Okonku i dlaczego spółdzielnia nie zamiata. Już się przyzwyczaili na nas narzekać. Co możemy pomóc to pomagamy, ale swoje uwagi należy kierować już tylko do ZGKiMu.
Z uwagi na decyzję gminy, co do przewozu osób niepełnosprawnych, to zadanie zostało włączone do przetargu na dowóz uczniów do szkół i przedszkoli.
Oprócz stałej kadry spółdzielnia zatrudnia opiekunki, których zwykle jest około 10. Ich liczba stale się zmienia i jest uzależniona od aktualnej ilości osób potrzebujących stałej pomocy, wskazanych przez MGOPS. – To są pracownicy z różnych środowisk, które długo nie miały pracy albo się w takiej nie sprawdzały. A tu sobie doskonale radzą. Życiowo też nigdy nie miały dobrze – przyznaje. Oczywiście wszystkie opiekunki przechodzą odpowiednie szkolenia i kursy, jednak nie specjalistyczne, dlatego takich zadań nikt w spółdzielni się nie podejmuje.
- W zależności od podopiecznego panie pracują po kilka godzin dziennie, a do ich obowiązków należy chociażby zrobienie zakupów, sprzątanie czy załatwienie spraw urzędowych. Ale są też tacy podopieczni, którzy leżą, są samotni i trzeba do nich zaglądać kilka razy dziennie i tam to już trzeba robić wszystko, począwszy od zadbania o higienę aż po przyniesienie drzewa i rozpaleniu w piecu.
Kolejnym filarem działalności „Gryfu” jest przygotowywanie posiłków – przede wszystkim dla okoneckich przedszkoli (wszystkich oprócz „Jedyneczki), szkoły podstawowej oraz cateringu. Kuchnia znajduje się w budynku przy ul. Spokojnej, gdzie również działa przedszkole miejskie oraz Dzienny Dom Pomocy Senior-WIGOR. – Kuchnię przejęliśmy na wielką prośbę władz, chociaż początkowo w ogóle się na to nie chciałam zgodzić – mówi I. Żerko – Bo przejęte pomieszczenia wymagały generalnego remontu. Sukcesywnie staramy się usuwać usterki i wykonywać zalecenia Sanepidu, ale nie mamy środków na doprowadzenie tych pomieszczeń do lepszego stanu. To już musi być inwestycja. Początkowo borykaliśmy się z problemami odnośnie tej gałęzi działalności, ale obecnie sytuacja się unormowała. Posiłki w spółdzielni gotują trzy panie. Spod ich ręki wychodzą śniadania, obiady i podwieczorki.
- Pandemia naszą gastronomie mocno dotknęła. Niestety nie spełniamy warunków aby skorzystać z rządowej tarczy antykryzysowej, dlatego musimy sobie jakoś radzić, chociaż jest ciężko.
Jak mówi prezes, od jakiegoś czasu spółdzielnia nie przynosi takich zysków, z których można by zaoszczędzić pieniądze np. na dalsze inwestycje czy większe remonty. – Nie zarabiamy, można powiedzieć, że utrzymujemy się na bieżąco. Zapewniamy ludziom pracę oraz wynagrodzenie, z czego mamy wielką satysfakcję – mówi.
- Oszczędzać się nie udaje, bo np. ciągle coś musimy naprawiać w pomieszczeniach kuchni, gdzie co chwilę coś się psuje. Ostatnio zainwestowaliśmy w nową wentylację, bo tego wymagał od nas Sanepid.
Jak już wcześniej pisaliśmy, spółdzielnie socjalne same walczą o swój byt. „Gryfowi” udało się uzyskać dofinansowanie od gminy na usługi opiekuńcze, ponieważ w Okonku nikt inny się tym nie chciał zajmować, a kuchnia sama musi walczyć o swoich klientów. Na razie nad dalszym rozwojem nikt nie chce się pochylać. – Ostatnie trzy lata były bardzo ciężkie emocjonalnie. Zachorowałam – mówi – Ale cieszę się, że mimo mojej choroby udało mi się wrócić do pracy i że nie musimy nikogo zwalniać przez pandemię. Jestem z tego dumna, a co będzie dalej, to zobaczymy.
Hubert Nowak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!