Las zabija częściej niż kopalnia. A i tak wygrywa najtańszy

09/07/2026 16:00

To jedna z najbardziej niebezpiecznych branż w Polsce. Bardziej wypadkowa niż górnictwo. A mimo to wciąż rozliczana głównie z ceny, nie z jakości i bezpieczeństwa. Zakłady usług leśnych stoją dziś pod ścianą: nierozstrzygnięte przetargi, presja kosztów, moratorium na wycinkę i rosnąca konkurencja sprawiają, że tysiące pracowników nie wiedzą, czy będą mieć pracę w przyszłym roku. Rozmowa z Wojciechem Szczotką, prezesem Stowarzyszenia Przedsiębiorców Leśnych

Czy w nadleśnictwach w powiecie złotowskim zostały już rozstrzygnięte przetargi na rok 2026?
Niektóre tak, inne są jeszcze w toku. Na ten moment nie mamy zapewnionej pracy dla zatrudnionych przez nas ludzi w nowym roku. To może się jednak jeszcze zmienić. Po pierwsze – nie wszystkie przetargi są rozstrzygnięte, a po drugie – nie zawsze trzeba wygrać przetarg, żeby pracować. Można działać jako podwykonawca. Jeśli główny wykonawca jest uczciwy i jesteśmy w stanie wypracować warunki finansowe satysfakcjonujące obie strony, a płatności są na czas, to jest w porządku.
Dużym plusem wygrania przetargu jest to, że Lasy Państwowe są zawsze płatnikiem terminowym. Z kolei wiele prywatnych podmiotów ma wręcz taki model biznesowy, że nie płaci faktur w terminie.

Nierozstrzygnięte przetargi oznaczają dziś dla zakładów usług leśnych ogromną niepewność. Dlaczego przedsiębiorcy leśni muszą dziś bronić swoich interesów?
Przede wszystkim dbamy o to, by przedsiębiorcy leśni nie byli marginalizowani przez Lasy Państwowe. Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej przetargi w lasach zostały objęte przepisami o zamówieniach publicznych. Konkurencyjność bardzo wzrosła, a wymogi formalne, by startować w przetargach, są minimalne – z czym staramy się walczyć.
W 95 procentach przypadków kluczowym kryterium pozostaje cena. Często całkowicie pomija się fakt, że[paywall] las to żywy organizm. Jakość pracy, jaką wykonujemy my i nasi pracownicy, ma ogromne znaczenie dla ciągłości życia i przyszłości lasów. To jeden z naszych głównych zarzutów wobec Lasów Państwowych. Podnosimy go zarówno w Lasach, jak i w ministerstwach, w tym w Ministerstwie Środowiska, które sprawuje nadzór nad Lasami Państwowymi.
Niestety, przez presję ceny wiele firm traci kontrakty, mimo że świadczy usługi na bardzo wysokim poziomie.

Spotykacie się z oporem?
Tak. O ile nadleśniczy często dostrzegają problem, o tyle na szczeblu dyrekcji generalnej kluczową rolę nadal odgrywają pieniądze. Mimo to działamy dalej – wierzymy, że zmiany są możliwe.

Czy tylko cena jest dziś problemem?
Nie. Ogromnym problemem pozostaje również szara strefa. Pracownicy bywają zatrudniani „na czarno” albo na niepełne etaty. Zależy nam na tym, by system premiował uczciwe firmy, które działają legalnie i ponoszą realne koszty pracy.

Jak na rynek wpływa moratorium – ograniczenie wycinki drzew? Czy mniejsze pozyskanie oznacza mniej pracy dla zakładów usług leśnych?
Tak, ograniczenie jest widoczne. Wszyscy skupiają się na „mięsie”, czyli na pozyskaniu drewna, a nasza praca to nie tylko ten zakres. Około dwóch trzecich działalności to pozyskanie i zrywka drewna, a jedna trzecia to pielęgnacja oraz zagospodarowanie lasu. Zakres prac zależy oczywiście od leśnictwa.
Faktycznie jednak wycinki jest mniej. Wchodzą nowe definicje starolasów, kolejne drzewostany są obejmowane ochroną, co z kolei powoduje jeszcze większą konkurencję na rynku.

Skąd bierze się ta rosnąca konkurencja?
Od około 2017 roku, czyli od tzw. klęski Rytla – wielkiej wichury, której kulminacja miała miejsce w rejonie Nadleśnictwa Rytel – przedsiębiorcy leśni bardzo mocno się umaszynowili. Zakłady w większości zaczęły pozyskiwać drewno maszynami, a nie przy użyciu pilarzy. To znacząco podniosło wydajność, ale też przełożyło się na większą konkurencję i presję cenową.
Mimo wszystko nadal najważniejszym czynnikiem w lesie są ludzie. Maszyny są niezbędne, ale obsługują je pracownicy – a ich wydajność bywa różna. Bez ludzi nie da się wykonać tej pracy. Są też prace pielęgnacyjne, których nie da się całkowicie zmechanizować.

Jakich pracowników dziś najbardziej potrzebują zakłady usług leśnych?
Przede wszystkim ludzi z kwalifikacjami i doświadczeniem. Każdy absolwent technikum leśnego kończy szkołę z kursem pilarza, ale to jeszcze nie oznacza, że potrafi bezpiecznie i wydajnie ścinać drzewa. Tego uczy dopiero praktyka w lesie. To praca trudna fizycznie i wymagająca. Pada śnieg, deszcz, jest ślisko – ludzie pracują. Latem jest gorąco, są komary, meszki – również pracują. Potrzebna jest pasja. Trzeba to po prostu lubić.

Skoro mówimy o trudnych warunkach – bywa niebezpiecznie?
Tak. Usługi leśne to najbardziej wypadkowa branża w Polsce. Mamy więcej wypadków śmiertelnych i ciężkich niż drugie na liście górnictwo. W lesie, przy różnego typu pracach – również przy wyrabianiu drewna na własny użytek – dochodzi rocznie do 20–40 wypadków śmiertelnych. Wypadków ciężkich, zgłoszonych (a nie wszystkie są zgłaszane), jest od 500 rocznie w górę. To są porażające liczby.

Co robicie, żeby poprawić bezpieczeństwo?
Jako Stowarzyszenie Przedsiębiorców Leśnych bardzo mocno pracujemy nad poprawą BHP i dobrostanu pracowników. W Tucholi, z dofinansowania Krajowego Planu Odbudowy, we współpracy z ministerstwem i naszym stowarzyszeniem powstało Branżowe Centrum Umiejętności Leśnych. Odbywają się tam bezpłatne kursy podnoszące kwalifikacje. Uczestnicy nie płacą ani za udział, ani za nocleg czy wyżywienie. Szefem Rady Programowej jest mój tata. W ofercie są m.in. kursy dla koordynatorów prac leśnych, operatorów maszyn, pilarzy czy szkolenia z arborystyki (pielęgnacja drzew metodą alpinistyczną – przyp. red.).

Czy dziś w lasach zaczyna brakować ludzi do pracy?
W skali kraju niedobór pracowników jest ogromny. Rywalizujemy o ludzi z branżą budowlaną czy tartaczną. Lokalnie jednak ani moja firma, ani zakład taty nie mają problemów z zatrudnieniem.
Myślę, że to efekt legalnego zatrudnienia i uczciwych warunków. Płace nigdy nie są u nas na poziomie najniższej krajowej. Ludzie raczej do nas przychodzą, niż odchodzą.
Świadczymy usługi nie tylko w powiecie złotowskim, ale też pilskim, wałeckim, sępoleńskim, nakielskim i czarnkowsko–trzcianeckim. Najwięcej pracy zawsze było jednak w powiatach pilskim i złotowskim.

Patrząc długofalowo – w kontekście zmian klimatu i przebudowy drzewostanów – pracy w lasach będzie więcej czy mniej?
Zmiana struktury gatunkowej trwa już od co najmniej 20 lat. Aby dostosować lasy do zmian klimatycznych, potrzebna jest większa intensywność cięć. Świerk, ze względu na klimat, praktycznie wycofał się z Polski – w około 99 procentach. Podobny proces dotyczy sosny, która stanowi dziś około 90 procent drzewostanu. To nie są zmiany gwałtowne – zachodzą stopniowo. Gatunkami bardziej odpornymi są rodzime dęby, buki czy klony.
Aby wyjść z monokultury sosnowej, trzeba przerwać błędne koło. Żeby to zrobić, sosnę trzeba usunąć i w jej miejsce wprowadzić nowe nasadzenia – pół na pół: sosnę i inne gatunki, np. liściaste.
Dlatego to, co dziś wielu ludzi tak bardzo razi – duża skala wycinek – w rzeczywistości jest formą obrony przed zmianami klimatu. Jeśli nie chcemy, by lasy w pewnym momencie zwaliły nam się na głowę, musimy ciąć więcej, by szybciej wprowadzać nowe gatunki. Innej drogi po prostu nie ma.

Na koniec – wróćmy do początku. Dorastałeś w domu, w którym las i ZUL były codziennością. Kiedy wiedziałeś, że to będzie twoja droga?
Wiedziałem to już w gimnazjum. Po liceum studiowałem zootechnikę w Bydgoszczy. Rodzice – oprócz prowadzenia firmy – zajmują się też gospodarstwem rolnym. Równocześnie studiowałem zaocznie leśnictwo, a później ukończyłem leśne studia podyplomowe.
Od dziesięciu lat prowadzę własne przedsiębiorstwo leśne, a od 2012 roku pracowałem w firmie taty. Obecnie sam zatrudniam 15 osób, tata ponad 60. Łącznie to 76 pełnych etatów. We wszystkich przetargach startujemy wspólnie – jako konsorcjum.

Rozmawiała Martyna Janiak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/07/2026 16:17

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Osika - niezalogowany 2026-01-13 19:00:37

    Własnie,cena ? Ceny powinny byc maxymalne dla Chin .Tyle gazety pisza,że całe drewno z Lasów państwowych wywozone jest do Chin. Oraz to ,że jest minus w eksporcie.To moze nie dotyczy LP w Złotowie. Jak jest wysoka cena to i kupcy są. Jak cena niska kupców nie ma.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Tadeusz - niezalogowany 2026-01-14 09:52:47

    Z pierwszą częścią się zgadzam , z drugą nie . Bene

    • Zgłoś wpis
  • Mietek 1960 - niezalogowany 2026-01-17 14:28:32

    Kupują firmy słupy i sĺupy spr,edaja drewno do chin

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.