Podgrzewanie i studzenie atmosfery, czyli praca spikera oczami Stanisława Hermana
Stadionowi spikerzy są nieodłączoną częścią piłkarskiego spektaklu. To oni informują kibiców o tym, którzy zawodnicy z danej drużyny wybiegną tego dnia na boisko. Przez 20 lat może się to jednak znudzić... Nie dla kogoś, którego całe życie kręci się wokół sportu. Nie wyobrażam sobie, by tę „profesję” uprawiał ktoś beznamiętnie, bez zaangażowania i własnych emocji. Myślę, że prędzej czy później by mu podziękowano…
Wiele osób uważa, że mecze bez spikera byłyby marnym widowiskiem. Wybuch emocji, relacjonowanie na bieżąco wydarzeń... Jaką rolę powinien odgrywać spiker? Pracę spikera (zwłaszcza piłkarskiego) określają stosowne przepisy, do których trzeba się stosować. Najważniejsza jest chyba sprawa bezpieczeństwa kibiców, a więc rozładowywanie agresji, uszanowanie przeciwnika, skierowanie emocji na pozytywny doping dla naszej drużyny. Kolejna jest funkcja informacyjna dla kibica, a więc podanie składów drużyn, arbitrów, zmian, strzelców bramek. Tyle stanowią przepisy, wszystko ponadto to coś indywidualnego, czego nie można się wyuczyć. To emocje spikera, które trzeba ubrać we właściwe słowa. Nie mogą one nikogo obrażać, wytykać błędów, ale przeciwnie, dodać skrzydeł swojej drużynie. Spiker informuje o tym, co dzieje się na boisku – kartki, zmiany, gole. I chyba wystarczy. Do tego doda jeszcze informację o wynikach z innych aren, przypomni, kiedy kolejny mecz na własnym boisku. Nic więcej nie potrzeba? Tak uważają niektórzy obserwatorzy spotkań piłkarskich z ramienia WZPN. Kilkakrotnie byłem zganiony przez niektórych z nich, by ograniczyć się tylko do podania składów, zmian i strzelców bramek. Jeden z nich straszył mnie nawet możliwością utraty licencji spikera piłkarskiego. Osobiście uważam jednak, że kibica interesuje również krótki komentarz po udanej akcji, pochwalenie zawodnika za udaną interwencję, podziękowanie dla zawodnika opuszczającego plac gry.
Czy przez te wszystkie lata zauważył Pan coś szczególnego w tej swojej ”pasji”? Ciekawą sprawą jest fakt, że moje zaangażowanie w spikerkę jest wprost proporcjonalne do rangi zawodów i zaangażowania zawodników. To ich ambicja wyzwala we mnie emocje znane wszystkim złotowskim kibicom, powodując, że bardziej angażuję się w to, co robię. Myślę, że dotyczy to również kibiców. Gdy mecz jest bezbarwny, słaby, trudno o doping. Gdzie się kończy, a gdzie zaczyna rola spikera? To trudne pytanie. Pełniąc tę funkcję trzeba zawsze ważyć słowa, panować nad językiem, np. przy ewidentnych pomyłkach sędziowskich. Nie wolno zapominać także o aspektach wychowawczych i kreowaniu właściwych postaw zarówno na boisku, jak i poza nim. Z pewnością jest mi łatwiej z uwagi na fakt, że wieloletnich kibiców „Sparty” znam osobiście, natomiast byli zawodnicy to w większości moi dobrzy koledzy, wielu z obecnych to aktualni bądź byli uczniowie. Wszyscy stanowią jedną wielką rodzinę, z którą się utożsamiam.
To już 20 lat z mikrofonem. Jest Pan dobry w swoim fachu? Nie moją rolą jest się oceniać. Cieszą jednak dobre słowa w ustach byłych zawodników czy zawodniczek „Sparty”, którzy pamiętają przez lata moją pracę, twierdząc, że gdy grali, czuli ode mnie pozytywne emocje. Przez te wszystkie lata byłem nie tylko spikerem piłki nożnej i siatkówki, ale również boksu, tenisa stołowego, piłki nożnej kobiet itd. Prowadziłem również wiele imprez okolicznościowych i meczów charytatywnych, organizowanych przez klub.
Czy jako spiker długo zastanawiał się Pan, jak manifestować radość po strzelonym golu? Nie, nigdy. To czysty spontan. W momencie, gdy nasza drużyna strzeli gola, słowa same cisną się na usta.
Które mecze pamięta Pan najbardziej? Niezapomniana chyba dla wszystkich kibiców była atmosfera podczas meczów I ligi siatkarek. Na te mecze się po prostu czekało jak na wielkie siatkarskie święto. Moim zadaniem, oprócz informowania kibiców, było prowadzenie dopingu dla naszych siatkarek. Pytanie retoryczne, najczęściej padające z moich ust w stronę kibiców, to „kto wygra mecz?” Starsi kibice z pewnością to pamiętają i tęsknią do tamtych czasów. Z negatywnych wydarzeń pamiętam mecz piłkarski z „Drawą” Krzyż, podczas którego po „niezrozumiałych” decyzjach sędziego o mało nie doszło do zamieszek, a sędziowie opuszczali stadion w eskorcie policji.
Ulubione słowa, coś, co jest charakterystyczne dla Pana… Nie wiem, może „wspaniała bramka po indywidualnej akcji….” lub „Sparta prowadzi z drużyną gości już x:0” (obym jak najczęściej mógł ich używać).
Dobry spiker musi spełniać wiele warunków: znać się na futbolu, bo każda pomyłka w kwestii przepisów skompromituje go w oczach trybun; powinien znać trochę historię klubu, jego ludzi i wydarzenia, bo na widowni siedzą całe tabuny tych, którzy pamiętają i wiedzą lepiej. Nie ma Pan tremy podczas takich zawodów? Myślę, że spełniam wszystkie te warunki. Gdybym poprzestał na tym, czego uczono mnie przeszło 25 lat temu na akademii wychowania fizycznego, kompromitowałbym się nie tylko w oczach kibiców, ale także uczniów w mojej szkole. Przepisy gier zmieniają się tak dynamicznie, że trzeba być na bieżąco, ale dla mnie to nie problem, bo, jak wspomniałem, całe moje życie kręci się wokół sportu.
Prawdziwy fachowiec potrafi nie tylko podkręcić atmosferę, ale kiedy trzeba ją wygasić. Zganić chamstwo, ale tak, żeby kibice nie widzieli w nim pouczającego mądrali. Za takiego spikera się Pan uważa? To jedno z najtrudniejszych zadań spikera, gdyż najczęściej takie wydarzenia są czymś sprowokowane. Czasami sędziowanie pozostawia wiele do życzenia, czasem prowokują przyjezdni kibice. Zawsze w takich wypadkach proszę kibiców o sportowy doping dla zawodników, by rozładować choć trochę napiętą atmosferę. Złotowscy kibice to rozumieją, wiedząc, że taka po prostu jest moja rola.
Jak było kiedyś, a jak jest teraz? Dziś wykonuję tę pracę mając bagaż dwudziestoletniego doświadczenia i na pewno jest mi łatwiej. Kiedyś byłem z pewnością bardziej spontaniczny, zdarzało mi się też wyprzedzać komentarzem gwizdek sędziowski. Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że często sugerowałem decyzję sędziom, np. „kolejny brutalny faul zawodnika gości” (arbiter po tych słowach wyciągał żółtą kartkę) albo „ewidentny faul w polu karnym”…
Jest różnica w komentowaniu siatkówki i np. piłki nożnej? Porównując pracę spikera piłki nożnej i siatkówki twierdzę, że to dwa inne światy. Spiker siatkarski jest w zasadzie komentatorem wydarzeń na boisku. Nie ciążą na nim tak rygorystyczne przepisy i może sobie pozwolić na wiele więcej. W jednym i drugim przypadku trzeba jednak przestrzegać podstawowych zasad: nie wolno nikogo obrażać, wyśmiewać, używać niecenzuralnych słów i zaogniać sytuacji na trybunach.
Pewnie trochę wpadek nazbierało się przez 20 lat? Ten nie robi błędów, kto nic nie robi. Najczęściej to przekręcenie nazwiska zawodnika. Zdarza się także, że w protokole sędziowskim, z którego przed meczem robię notatki, zawodnik rezerwowy figuruje z innym numerem niż ma na koszulce. W pewnym momencie u gości następuje zmiana i na plac gry wchodzi ktoś z numerem, którego nie ma w protokole. Kogo mam więc anonsować? Pamiętam też sytuację na turnieju piłki siatkowej kadetek. Grały ze sobą 2 zespoły przyjezdne, a ja pomyliłem kartki ze składami. Zdziwione miny zawodniczek i trenerów obu ekip – bezcenne.
Rozmawiał Karol Zabel
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze