„Ratusz i rynek w przestrzeni miast lokacyjnych Prowincji Wielkopolskiej w świetle badań archeologicznych” to projekt realizowany w ramach programu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego „Diamentowy Grant” pod opieką naukową prof. Anny Marciniak Kajzer i kierownictwem Michała Szymańskiego. W kręgu ich zainteresowań znalazło się także Jastrowie i podczas przeczesywania archiwum w Szczecinie natrafili na wyjątkowo bogate materiały źródłowe dotyczące historii miasta.
„To naprawdę niesamowite, że księga miasta Jastrowie założona w chwilę po uzyskaniu przez tę miejscowość praw miejskich w 1602 roku (najstarszy zapis z 1606) – przetrwała wszystkie kataklizmy, pożary, w tym „całkowite spustoszenie” podczas potopu szwedzkiego, gdy miasteczko Jastrowie doznało wielu zniszczeń, lecz nie tak strasznych od nieprzyjaciela jak od armii koronnej, co zanotowali sami urzędnicy spisujący lustrację” napisano na profilu grupy na facebook’u, dzieląc się wiadomością o odkryciu.
Faktycznie macie państwo od początku XVII wieku zachowane księgi właściwie dla całego okresu. Są w różnym stanie
– dodaje Michał Szymański. Księgi dają nam wgląd w życie mieszczan. Po pobieżnym ich przejrzeniu badacz opowiada, iż opisane są tam m.in. sprawy sądowe, zapisy testamentowe, akta sądowe, notarialne poświadczenia transakcji, inwentarze sporządzane prawdopodobnie do celów podatkowych oraz wiele spraw urzędowych, w tym kontakty pomiędzy władzami miasta a administracją królewską.
Są w całości rękopisami, niekoniecznie czytelnymi. Jest bardzo dużo języka niemieckiego i łaciny. Nawet udało mi się znaleźć fragment napisany w języku jidysz, co może być przypadkiem takiego zeznania, które pewnie składał jakiś Żyd mieszkający w Jastrowiu. Wiadomo, że na tym terenie było ich dużo. Jest też trochę wpisów po polsku. Przeważnie dotyczą kontaktów władz miasta z urzędnikami reprezentującymi króla, czyli np. starostą
Reklama
– odczytanie treści ksiąg utrudnia zmieniający się charakter pisma wpisów, który nie raz jest mocno nieczytelny.
Choć już same księgi stanowią niezwykle bogaty materiał źródłowy do lepszego poznania historii miasta, to jednak lista „skarbów” znajdujących się w archiwum jest dłuższa. Poza księgami miejskimi zachowały się akta różnych przywilejów, które miasto otrzymywało, łącznie z oryginalnym przywilejem lokacyjnym, wydanym w Złotowie przez tutejszego starostę, Piotra Potulickiego w 1602 r. i potwierdzenie tego przywileju z 1603 r. przez króla Zygmunta III Wazę, które zachowały się w oryginałach. Te dokumenty określają zasady funkcjonowania miasta, w tym jego ustrój, jak działała rada miejska i jakie osoby ją tworzyły.
W latach 70. XVII w. Krzysztof Grzymułtowski, który wtedy był starostą, przekazał zrujnowany dwór na potrzeby ratusza. To jest dokument, który również mam sfotografowany i będę go opisywał. Jest to tekst w języku polskim, więc nie będzie z tym kłopotu
– kolejne cenne źródło odkrywające przed nami przeszłość miasta opisuje Michał Szymański.
Kamienny Dom jest zresztą tym, co interesuje grupę badaczy z Uniwersytetu Łódzkiego najbardziej. Charakterystyczny budynek przy ul. Wojska Polskiego, zajmowany obecnie przez bibliotekę miejską, zwrócił uwagę Michała Szymańskiego na Jastrowie i to on leży głównie w kręgu jego zainteresowań.
To bardzo interesujące, że budynek w typie renesansowej kamienicy zamkowej przejął funkcję ratusza i znajduje się w centrum miasta. Sądząc po dokumentacji będącej w posiadaniu WUOZ w Pile, przeszedł pewne przebudowy i to jest problem, który można by wyjaśnić na drodze badań. Ciekawe może być też jego otoczenie. Dwór starościński musiał stać w towarzystwie zabudowy gospodarczej i folwarcznej. W ogóle lokalizacja dworu właściciela miasta przy samym rynku jest bardzo sporadycznie spotykanym rozwiązaniem
– badacz wyjaśnia, że budynek został przekazany na ratusz po zniszczeniach potopu szwedzkiego. Jako że jest archeologiem będzie starał się także dociec, jak wyglądała ta zabudowa przed tym okresem. Źródła pisane do badań Kamiennego Domu ma już w większości zebrane, choć jeszcze potrzebuje czasu na ich dokładną analizę. Planuje także odwiedzić miasto i zobaczyć obiekt na własne oczy, przeprowadzić badania na miejscu.
Tak bogato udokumentowana historia miasta jest czymś wyjątkowym.
Temat jest bardzo ciekawy i sam byłem w szoku, jak zobaczyłem, ile zachowało się archiwaliów dotyczących historii miasta z okresu jego miejskiego charakteru w czasach jeszcze przedrozbiorowych
– Michał Szymański zwraca uwagę, że w przypadku tak małych miast często jest kłopot ze źródłami pisanymi. Bywa zresztą i tak, że o miastach, które w przeszłości były większe i pełniły ważniejszą rolę, dowiadywać się trzeba z źródeł pośrednich, nie pochodzących z tych miejscowości. Cieszy się więc, że na potrzeby swojego projektu może korzystać z tak bogatych materiałów. Już niedługo planuje publikację artykułu o miastach starostwa ujsko–pilskiego, w którym znajdzie się także kilka ciekawych informacji o Jastrowiu.
To jest miasto, które wydaje się dość egzotyczne w swojej specyfice. Z tego względu rozważania na jego temat zajmują znaczącą pozycję w moich analizach i domniemaniach
– mówi badacz. Ma on jednak swój cel i pod tym kątem analizuje odkryte źródła. Zachęca jednak do tego, aby spróbować odkryć szerszy obraz historii miasta, który ukryty jest w archiwalnych materiałach. Nie będzie to jednak zadanie łatwe, mając na uwadze, że zapiski prowadzone są głównie w archaicznym języku niemieckim i łacinie, do tego charakterystycznym, trudnym do odczytania pismem.
Na pewno trzeba by się z jednej strony liczyć z paleografią, czyli metodą i nauką odczytywania rękopisów. Specjalistów od języka archaicznego i łaciny nie brakuje, ale trzeba by pewnie skompletować taki interdyscyplinarny zespół
– podpowiada Michał Szymański. Warto byłoby także postarać się o digitalizację tych źródeł, czyli utrwalenie ich treści za pomocą fotografii lub skanów.
Michał Szymański w swoich poszukiwaniach odkrywa historię mało jeszcze zbadaną. – Sam byłem zaskoczony, gdy widząc inwentarz wpisów użytkowników archiwum zobaczyłem, że z jednej z ksiąg korzystała autorka publikacji historycznych, która pisała swoje prace w latach 50. Więc jest taka rubryczka, gdzie jest jej wpis z lat 50. i mój sprzed tygodnia – ta sytuacja pokazuje, jakim zainteresowaniem cieszy się ta tematyka. Archeolog tłumaczy, że jest to w dużej mierze wynikiem przerwania ciągłości osadniczej po II wojnie światowej. Ludność niemiecka w większości wyjechała, a nowi osadnicy nie czuli potrzeby badania lokalnej historii, gdyż ich korzenie były gdzie indziej.
W innych częściach Polski mamy tradycje XIX–wiecznych regionalistów. W tym przypadku to co zbierali niemieccy archiwiści jest trochę poza naszym zasięgiem. Dopiero teraz zaczynamy się tym interesować. Nowi osadnicy nie czuli tej tradycji, która w momencie ich przyjścia była traktowana jako postniemiecka, a ta starsza, przedrozbiorowa, też była specyficzna, bo jednak były to tereny pogranicza
– zresztą do dzisiaj według Michała Szymańskiego położenie z dala od większych ośrodków naukowych sprawia, że region ten leży w dużej mierze poza zainteresowaniem historyków z Poznania czy Szczecina. Niemniej realizując projekt i dzieląc się swoimi odkryciami Michał Szymański widzi, że w małych społecznościach wzrasta zainteresowanie historią regionalną. Także w Jastrowiu post udostępniony na facebook’u cieszył się sporym zainteresowaniem. Wiele osób go lajkowało i przekazywało dalej i z pewnością jest już spore grono, nie tylko miłośników historii, które chciałoby poznać, jakie informacje i ciekawostki z przeszłości miasta skrywają księgi i dokumenty przechowywane w szczecińskim archiwum.
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Super księga mocy
To trzeba jak najszybciej zobaczyć na własne oczy ! Najważniejszy dokument dotyczący naszego miasta , to skarb dla prawdziwych lokalnych patriotów ! Tylko z miejskim muzeum coś nie wychodzi !!
IPN to wyprostuje i wyda swoją ,,jedynie słuszną"" wersję
Super sprawa !!!
Wspaniałe odkrycie. Gratuluję!
Super księga mocy
To trzeba jak najszybciej zobaczyć na własne oczy ! Najważniejszy dokument dotyczący naszego miasta , to skarb dla prawdziwych lokalnych patriotów ! Tylko z miejskim muzeum coś nie wychodzi !!
IPN to wyprostuje i wyda swoją ,,jedynie słuszną"" wersję