Reklama

I że cię nie opuszczę aż do śmierci

19/11/2018 18:00

Czy istnieje recepta na idealny związek, który przetrwa wiele lat? Anna i Roman Isbaner przeżyli ze sobą ponad pół wieku. Postanowili podzielić się swoją historią

Miłość od pierwszego wejrzenia. A może nawet przeznaczenie? Trudno określić, czym kierował się pan Roman, kiedy po raz pierwszy zobaczył panią Annę... na fotografii. Znalazł się przypadkowo z kolegami w jej domu, by natknąć się na jej mamę, przeglądającą zdjęcia w towarzystwie ciotki. Gdy ukradkiem zerknął na portret ślicznej, aczkolwiek nieznanej mu wcześniej brunetki, przepadł. Bez zawahania oznajmił:

– Ona będzie moja! Choć pani Ania jeszcze wtedy o tym nie wiedziała, gdyż wakacje spędzała na drugim końcu kraju, dane im było się spotkać.

Reklama

– Było to porą letnią, bodajże w Sypniewie. Błogi czas zabaw i potańcówek wiejskich. Ona miała 16 lat, a ja 17 – wraca do wspomnień siedemdziesięciolatek.

Tam aura miłości unosiła się w górę z każdą kolejną propozycją wspólnego tańca.

– Mimo że nie był w tym najlepszy, a nogi w tańcu mu się trochę plątały, i tak uważałam, że był uroczy – wspomina kobieta.

– Już wtedy między nami zaiskrzyło. Pokochałam go i tak zostało po dziś dzień. Zresztą i teraz niczego mu nie brakuje, nadal mi się podoba – mówi, spoglądając w kierunku małżonka.

Reklama

Po dwóch latach od tego spotkania, 26 grudnia 1967 r., na święta Bożego Narodzenia, pani Anna dostała najpiękniejszy prezent na gwiazdkę i jednocześnie swoje 18. urodziny. Był to ślub z mężczyzną jej życia.

– Zorganizowaliśmy kameralne wesele w domu, na 35 osób. Była orkiestra, grali dla nas moi kumple. Doskonale to pamiętam. Wesele odbyło się w Jazdrowiu. Cała wioska nas słyszała... Tak się kiedyś robiło wesela! – wspomina podekscytowany pan Roman.

Wystawiani na próbę

Przeglądając stare fotografie niejednokrotnie śmiali się i żartowali. Cudownie było przenieść się do początków znajomości. Nagle wszystko stanęło im przed oczami. O przeszłości opowiadali jakby to było wczoraj.

Reklama

– Krótko przed ślubem na świat przyszedł nasz pierwszy syn, radości nie było końca – opowiada pani Anna.

– Niestety męża powołali do obowiązkowej służby wojskowej – wspomina. To pierwsza próba przetrwania związku, z jaką musieli zmierzyć się małżonkowie.

– To był czas tęsknoty, te dwa lata przeciągały się niemiłosiernie. Byłam sama z dzieckiem, mama mi trochę pomagała, ale to nie było to samo. Bałam się, że już zawsze będę od kogoś zależna – wyznaje dzisiejsza emerytka. I choć na młodą osobę czyhało wiele pokus, a wiejskie zabawy były na wyciągnięcie ręki, nie były one w kręgu zainteresowań młodej wówczas dziewczyny. Miała już swojego wybranka i pozostawała mu wierna, mimo iż widywali się sporadycznie, na urlopach – dwa czy trzy razy w ciągu roku, ze względu na słaby rozwój komunikacyjny i liczne kontrole policyjne.

Reklama

– Cały czas, który tam spędziłem myślałem o rodzinie, ale styl życia, jaki panował wówczas w wojsku, skutecznie mi te myśli wybijał z głowy, wypełniając maksymalnie czas zajęciami i obowiązkami – do tego stopnia, że wieczorem jedyne, o czym marzyłem, to był sen – opowiada emeryt.

9 kwietnia pan Roman opuścił szczecińskie wojsko i zaczął kolejne dwa nowe etapy w swoim życiu. Czekała na niego nowa praca i przyjęcie na świat kolejnego dziecka – tym razem córki.

W tym czasie pan Roman zatrudnił się w Kujanie jako stolarz. Na horyzoncie pojawiło się również mieszkanie, jakie oferowano pracownikom tartaku. Do pełni szczęścia właśnie tego im brakowało. Życie w domu rodzinnym na jednym pokoju dawało we znaki.

Reklama

Mimo że mężczyzna nie zastał mieszkania w najlepszym stanie, zrobił wszystko, by przygotować je na tyle, by móc wprowadzić tam swoją rodzinę. Pani Anna pamięta nawet pierwszą upieczoną w nowym domu babkę. Tu na świat przyszło także trzecie i ostatnie dziecko państwa Isbaner. Od tej pory minęło już 47 lat...

– Nie ma to jak własny kąt. Choćby było biedne, ciasne, skromne, ale swoje. Nie można budować gniazda w gnieździe – przekonuje emeryt.

Pewnego wieczoru pani Anna wyczekiwała powrotu męża z pracy, który znacznie się wydłużał.

Reklama

– Kiedy zobaczyłam, jak wnoszą go na noszach do domu, to słabo mi się zrobiło. Ratownik podbiegł do mnie i zapytał, co mi jest. Nie mogłam wydusić z siebie słowa – opowiada kobieta. – Okazało się, że mąż miał wypadek. Gdy jechał motocyklem, potrącił go cofający na drodze samochód – dodaje.

W wyniku upadku pan Roman doznał poważnych obrażeń, a ich skutki odczuwa do dziś. Małżonkowie podkreślają, żeby w takich chwilach otoczyć drugą osobę poczuciem troski i bezpieczeństwa.

– Ja miałem tej troski aż w nadmiarze – śmieje się mężczyzna. Dodaje jednak, że bez tego trudniej byłoby mu przetrwać najcięższe momenty w życiu.

Reklama

Pani Anna przyznaje, że podczas pobytu męża w szpitalu nie było dnia, żeby go nie odwiedziła.

– Jeździłam nawet okazją. Żaden dystans nie był mi straszny. Kiedy czekał na przeszczep nerki we Wrocławiu i mąż mówił, żebym nie ważyła się przyjeżdżać, bo w szpitalu istnieje ryzyko zakażenia, zignorowałam to i bez zastanowienia ruszyłam – wspomina. Przemierzyła wówczas „maluchem” kilkaset kilometrów po to, by zobaczyć swojego męża, zapytać jak się czuje.

– Jest i był mi potrzebny, nawet w czasie choroby – mówi.

Reklama

– To była duża niespodzianka, gdy ujrzałem ją w szpitalnych drzwiach... Nie potrafiłem pohamować łez wzruszenia – mówi mąż pani Anny.

– Pamiętam nawet, jak wziął do szpitala moją halkę, żeby mu o mnie przypominała, na czas rozłąki – wspomina z zawstydzeniem kobieta.

Jak przetrwali ze sobą pół wieku?

Początkowe zauroczenie szybko przerodziło się w miłość, a ta przyniosła im dzieci i wnuki. Dziś są szczęśliwymi rodzicami i dziadkami. Mają trójkę dzieci, dziesięcioro wnucząt oraz pięcioro prawnucząt. Spędzają ze sobą dużo czasu i pomagają sobie nawzajem, a gdy przychodzi im opuścić dom, to nigdy w pojedynkę.

Reklama

– Mężowi nie straszne są nawet obowiązki domowe: pierze, sprząta, a gdy potrzeba, nawet ugotuje. Nie ma takiej rzeczy, której by nie zrobił – mówi z dumą kobieta.

– Tyle lat żyjemy w spokoju, garnkami nie rzucamy. Nie kłócimy się, bo i po co? – wyznaje pan Roman.

– Najważniejsze, że widzę w jej oczach jeszcze iskierki miłości – dodaje. On spokojny, ona impulsywna.

– Odnajduję w nim spokój, ukojenie – wyznaje kobieta.

Co chcieliby przekazać młodym ludziom? Oboje wyznają zasadę, że drugą osobę należy zaakceptować z całym pakietem wad i zalet. – Wspierajcie się, rozmawiajcie, nie oszukujcie się – mówią jednogłośnie.

Reklama

– Chyba że żona znowu kupi coś do domu bez mojej wiedzy, ale po prostu zapomni mi o tym powiedzieć – śmieje się pan Roman. Dopiero po czasie zauważa kolejne ozdoby na kredensie.

– Jak wiem, że powiem o dwa słowa za dużo, to tego samego dnia staram się dojść do porozumienia, mówiąc: Przepraszam, coś mi się wymsknęło. Czasami może wydawać się, że się kłócimy. Mówię do niego, by nie krzyczał, a on odpowiada całym głosem: Przecież ja nie słyszę! – śmieje się pani Anna. Co by się nie działo, zawsze kończymy dzień w zgodzie, nie uznajemy „cichych dni”.

– Jak mielibyśmy wytrzymać bez wspólnej rozmowy przy kawie? – dodaje pan Roman.

Młodym ludziom radzą, by mieli w sobie więcej zrozumienia. Sobie życzą, by mogli dożyć kolejnych lat razem.

– Najgorsze jest to, że jedno drugie kiedyś będzie musiało zostawić. Nie chcę dopuszczać do siebie tej myśli. Jak odejść to tylko razem – wyznaje kobieta.

– Bez niej dom byłby taki pusty. Wiem, że sam sobie poradzę, ale czym byłoby takie życie w samotności... – kończy mężczyzna.

– Jak na przysiędze, pamiętasz? – pyta pani Anna męża.

– Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie... i że Cię nie opuszczę aż do śmierci – powtarza słowa wypowiedziane ponad pięćdziesiąt lat temu.

Daniela Senska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    on - niezalogowany 2018-11-19 20:19:35

    Super historia też bym chciał w przyszłości mieć takie piękne wspomnienia

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-11-19 21:01:41

    K.R.J. Wspaniali Ludzie - Wspaniała Historia - Gratulacje

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Aaa - niezalogowany 2018-11-19 23:35:48

    Zdrowia i miłości na dalsze lata razem

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama