Reklama

Indianin ze Złotowa - kim jest ten niebieski ptak?

03/02/2018 18:00
Mówią mu też Rambo i Ninja. W co wierzy i dokąd zmierza? - Mam dar rażenia śmiechem - twierdzi

Gdyby chciał przemówić do nas słowami z Biblii, pewnie wybrałby Mateusza: „Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one?” On też jest niebieskim ptakiem, wystrojonym w piórka, z błyskotkami na palcach, w uchu i brwi. Nawet paznokcie próbował ubarwić lakierem.
Gdyby miał tłumaczyć się z nałogu, mógłby powołać się na znanego z „Rejsu” Jana Himilsbacha: „Picie wódki to jest wprowadzanie elementu baśniowego do rzeczywistości”. Kiedy się przedstawia mówi:

Na pierwsze mam Zbigniew, na drugie Jerzy, jak Waszyngton, a z Watykanem mam Łukasz. Urodziłem się w Dniu Ojca 1973 roku. Nazwisko mam Maśluch, nietypowe, może niektórzy się nim brzydzą, że jest oślizłe, ale ja jestem z niego dumny.

Reklama

Maśluchów w Polsce jest 171, tak podaje portal nazwiska–polskie.pl. Najbliżej Zbyszka Maśluchowie mieszkają w Szczecinku, ale jest też ich cała kolonia w Warszawie.

Niektórzy się z niego śmieją. Inni wyzywają od debili. Tylko młodzi mają prawdziwy szacunek. Tak myśli, gdy wołają za nim Indianin, Rambo albo Ninja. Czasem ktoś z grupy śmiejących się nastolatków cicho powie „cześć tato”. Zbyszek, zawsze kolorowo ubrany, często z piwem w dłoni, wszystkim odpłaca uśmiechem.

Piwo moje paliwo

– woła za przechodniami, którzy próbują karcić go wzrokiem.

Reklama

Nerki mam czyściutkie, nie narzekam, nie choruję. Czasami się przeziębię, z własnej głupoty

– Rambo jest jak cebula, też ma warstwy. Kiedy położy się w nich w przeznaczonym do rozbiórki garażu, zimno dobiera się do niego powoli.


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 93% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem. Zaloguj się i subskrybuj treści portalu [[pay]]

Do noclegowni nie pójdzie, bo nie cierpi obłudy. On bez piwa nie potrafi dziwić się światu, a inni bezdomni udają, że tak.

Chcą sobie wypić, ale nie piją, stają się dziwakami. Jakby przestali żyć. Ja jestem sobą i nie pieprzę się w tańce różańce

– poprawiając czapkę z daszkiem Indianin chwali się czupryną w kolorze słomy. Złoto na głowie zrobiła mu znajoma fryzjerka z Ukrainy, Swietłana.

Reklama

Mam korzenie ukraińskie, moi dziadkowie przyjechali tu zza Buga

– mówi, wystawiając w uśmiechu białe zęby. Zęby to jego najsłabszy punkt, od dziecka. Dwójkę złamaną na tic tacu naprawił za wojskową wyprawkę.

Z całym tym inwentarzem Rambo od miesięcy wałęsa się po Złotowie (zawsze inną drogą, jak żołnierz na patrolu – mówi) i wrasta w jego klimat.

Ksywa podstawowa: Indianin ze Złotowa. Mam dar rażenia śmiechem. Nie muszę nic mówić, jak na mnie spojrzą, już się śmieją

– twierdzi.

Stolarz nieokrętowy

Zbigniew Maśluch nie chce się wywyższać, ale w szkole miał czerwone paski. Lubił polski i geografię, nie przepadał za to za cosinusami, łamaczami mózgu. Widać nie zdawał sobie sprawy, że bez królowej nauk nie zostanie budowniczym machin wojennych. Marzenie o pójściu na budowę okrętów do Gdańska wybił mu z głowy ojciec.

Reklama

Że za daleko, że dojazdy… Wyluzowałem i poszedłem do zawodówki do Krajenki, na stolarza, wcale nie na złość ojcu

– zawód to dobry, praca będzie – tak wówczas kombinował. Po dwóch latach w służbie dla Ojczyzny poszedł do pracy. Sześć lat w stolarni w Złotowie, trzy u kolegi, trochę odnawiał antyki. W końcu trafił na trumny. Wolałby ustawiać telewizory i anteny satelitarne, choćby za darmo, a musiał zbijać sosnowe i dębowe jesionki dla zmarłych. Zaczął 2 grudnia i skończył 2 grudnia. Między grudniami minęło czternaście lat.

Reklama

Zwolnili mnie, bo chorowałem. Miałem naderwany mięsień, później mi żebro połamali

– opowiada. Żebro było dziewiąte albo dwunaste. Nie wytrzymało kopniaków, jakimi poczęstował go młody mieszkaniec Złotowa. Wyskoczyć na Zbyszka miał koło dyskoteki.

Tak go obsmarowałem, że musiał mi 2 tys. zł zapłacić. To był syn byłego policjanta. Na FB napisałem, że to jest ten szczur, który mnie podstępnie zaatakował. Zareagował na ten post i wtedy już nie mówił do mnie gościu malinowy, tylko panie Zbyszku. Przyjąłem przeprosiny, ale konsekwencje musiał ponieść

Reklama

– 44–latek rzuca dygresjami jakby opowiadał o życiu książkowego bohatera. Wszystko przeżywa nieco z boku.

Od 2 grudnia 2015 roku nie pracuje. Nie licząc zbierania puszek, butelek, złomu i odśnieżania kilku miejsc w mieście. Żyje z państwa. Choć bardziej z niego żyją jego dzieci, twierdzi. Z 800 zł zasiłku na alimenty idzie 500 zł.

Jak skończy mi się zasiłek, to do spółdzielni mieszkaniowej się zatrudnię. Z prezesem pogadam. A jak nie, to do MZUK–u, bo ja się nadaję do pracy w terenie

– bezdomny zachowuje się niczym lokalny celebryta. Z burmistrzem jest pert ty, w ZUSie ma mieć znajomości, w starostwie kolegów. Przedsiębiorców wymienia jednym tchem. Co do życia na koszt społeczeństwa, to się nie zgadza.

Reklama

Mam lata stażu pracy, składki odprowadzałem, to niech teraz fundusz alimentacyjny płaci. Ja pierwszy jestem? Co niektórzy w ogóle nie pracowali i za nich państwo płaci.

Bez chemii

Gdy ma nawrót, jest jak Harvey Dent z filmu o Batmanie. Ma dwie twarze. Raz chce ze sobą skończyć (myślał o powieszeniu się jak Lepper lub utopieniu w Jeziorze Miejskim), raz może zbawiać świat. To choroba afektywna dwubiegunowa. Od manii do depresji. Z tej drugiej na moment wyciągnął go kolega.

Co ty jesteś taki zamknięty?! Odemknij się w końcu! Przecież masz dzieci jeszcze

Reklama

– powiedział Indianinowi po rozwodzie. Zdziałał więcej niż tabletki podawane na psychiatryku.

Żadne leki antydepresyjne nie pomogą ci tak jak dobre słowo drugiego człowieka

– były stolarz uważa tak do dzisiaj. Po rozstaniu z żoną popłakał się, napił piwa i poszedł dalej. Kilka miesięcy temu wyniósł się z zajmowanego przez lata mieszkania.

Ambitnie się wyprowadziłem. Żona była główną najemczynią, gdyby ona mnie wymeldowała, to musiałaby mi zapewnić lokum, bo pora zimowa, znam się na przepisach. To sam się wymeldowałem

Reklama

– od tego czasu Z. Maśluch śpi gdzie popadnie. U kolegów, w szopach, bankomatach. Podoba mu się to życie.

Jestem taki cygan wędrowny

– mówi. W PKO nocował, gdy mróz przycisnął. Obudził go klient, od którego Ninja zażądał haraczu – 10% wypłaconej kwoty.

Wystraszył się, a ja tylko żartowałem. Co niektórzy boją się mojego wyglądu, bo jest nietypowy, ale ja nie jestem agresywny

– podkreśla uśmiechem. Bo choć zamierza walczyć o własny kąt, to pokojowymi metodami.

Jak Adam powie, że nie ma lokum, to tak jak Zyga wybuduję szałas pod urzędem...

Reklama

– zgrywa się. Do mamy, która mieszka w Złotowie, chodzi czasem coś zjeść, wykąpać się. I tyle. Żyć woli na ulicy. Nocami włóczyć się po cmentarzu, promenadzie, stacji paliw.

Trafiam tam na wyjątkowych ludzi. Jeden didżej zrobił sobie ze mną zdjęcie i na fejsie napisał: na stacji spotkałem białego 50 centa.

Niebieski umiera szybciej?

Po śmierci Czarnego Romana Warszawa dowiedziała się, że był on kimś. Bezdomnym, ale jakimś. Pisały o nim wszystkie portale ze stolicy.

Kiedy zmarł Lisek, jeden z niebieskich ptaków Złotowa, ludzie wspominali zabawne historie z jego udziałem.

Zbyszek Indianin Maśluch jest kolejną barwną osobą. Nie chce niczyjej pomocy, leczyć się nie zamierza, żyje po swojemu. Przestroga, jaką dostał od Liska, nie daje mu do myślenia.

Ja kleju nie wciągam, wolę piwo

– zapewnia.

A wiesz jak to z Liskiem było? Raz wracałem z Generatora, Lisek siedział koło bankomatu i chciał psychotropy. Żeby odejść z tego świata. Jego ostatnie słowa do mnie to były: „Wiesz co, Zbychu, nie chcę nikomu krzywdy zrobić. Byłem w lesie i z piszczeli w te młode brzózki... I się wyładowałem”. Lisek przez Nitro zmarł. Razem je kupiliśmy. Ja tylko powąchałem, a on chyba to całe…

Minutowe praktyki

Msza święta, kościół pełen wiernych. Ksiądz nagle zamarł. Otworzył usta jakby Ninja zabrał mu całe powietrze. A on spokojnie podszedł do żłóbka, cisnął czapką o podłogę, padł na kolana i złożył hołd Jezuskowi. Wychodząc życzył wszystkim miłej niedzieli, włożył słuchawki do uszu i wyszedł. Nie pamięta, czy słuchał wtedy ulubionego heavy metalu, rapu czy może muzyki poważnej. Nie ważne.

Kobiety nie muszę mieć, muzyka to jest moja kochanka

– twierdzi, pokazując telefon, który ładuje gdzie się da. W sklepach, restauracjach, pod choinką na placu Paderewskiego. Ale najważniejsze, uważa, że chodzi do kościoła.

Choćby na minutę, ale jestem praktykujący

– rzuca znaczące spojrzenie, po czym dodaje:

Najgorszy jest ateista, człowiek, który w nic nie wierzy. Jego czeka nie piekło ani niebo, tylko nicość.

Bogu i religii Rambo poświęca wiele swoich myśli. Niedawno komisja w Poznaniu nie dała mu renty na głowę, stwierdziła, że jest „świadomy umysłu i nadaje się do pracy”.

Mogę z tobą normalnie rozmawiać, bo to potrafię. Wyrównała mi się równowaga, ale wolę być bardziej zwariowany

– mówi mimo to. Szalone jest też jego widzenie końca świata.

Sąd ostateczny. Jezus Chrystus usiądzie na tronie i ma wszystkich rozliczyć. Obok niego siądzie żona, Maria Magdalena. I Jezus powie: Maryśka, idziemy, a oni niech się rozliczają według swojego sumienia. Bye, bye.

Być człowiekiem

Pytam Zbigniewa o rzeczy najważniejsze: miłość, rodzinę, człowieczeństwo, strach. Boi się samego siebie. Kocha rodzinę, choć wie, że ta może się go wstydzić. Stara się być dobry i uczynny.

Pomagać ludziom to znaczy być otwartym. Widzisz pierwszy raz człowieka, prosi cię o coś, a ty go nie zostawisz

– wyłuszcza swoją prawdę.

Wszyscy jesteśmy z jednego źródła. Jeśli na ciebie źle powiem, to mi się, kurwa, przepraszam, że przekląłem, wróci. Odbije mi się na czymś innym

– dodaje. A najważniejsza prawda to starać się być człowiekiem.

Uwierz mi, że niektórzy nawet się nie starają.

Wiktor Osiatyński w „Filipińskiej baśni” napisał, że człowiek jest jak rower – utrzymuje równowagę dopóty, dopóki dokądś jedzie. Dokąd jedzie Zbigniew Maśluch?

Dzisiaj niczego nie chcę. Jeśli już, to pragnę. To są dwa słowa w jednym: prosić i chcieć

– jeszcze raz mówi, że za trzy miesiące wróci do pracy.

Pytanie, czy ktoś mu ją da, czy na zawsze już pozostanie niebieskim ptakiem.
[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    aga - niezalogowany 2018-02-08 07:43:08

    Właśnie tak jest w jego przypadku.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    - niezalogowany 2018-02-07 19:26:04

    Pewien kolega powiedział mi ,, jak masz wziąć sobie ch***wą babę to lepiej nie bierz wcale "" ciekawe czy w jego przypadku to się sprawdziło i skończył właśnie tak?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ja - niezalogowany 2018-02-07 08:04:02

    Barwna postać?! Chodzi nachlany. Zaczepia każdego kogo napotka. Wyzywa i drze morde. Dzieciaki się go boją. Melina i tyle! Straz albo policja ktos w koncu powinien z nim zrobić porzadek i go uspokoić! Ale co tam lepiej pisac artykuł o nim! I jeszcze dac na browara zeby dalej chlał. Czlowiek jest niebezpieczny i nieobliczalny. Ale co tam bezpieczenstwo lepsza sensacja. .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości