Ponad 2 kilometry okalającej zbiornik ścieżki - 6 lat pracy, odsłonięcie lustra wody - 3 lata, efekt - bezcenny
Czwartkowe przedpołudnie, ulica Rogatki. Naznaczoną strumieniami wody drogą schodzę do Jeziora Burmistrzowskiego. Na trawie wciąż szklą się krople deszczu, który przyniosła burza. Tafla jeziora jest spokojna, drobne fale wzniecają tylko kaczki nurkujące raz po raz po opadły na dno pokarm. Z szuwar dobiega śpiew łyski. Słońce powoli wzbija się ku górze. Ze znajdującego się tuż przy brzegu pomieszczenia gospodarczego dochodzi postukiwanie. Zygfryd Kasprowicz, dzierżawca i dobry duch jeziora praktycznie każdego ranka dogląda swoich włości. [[reklama]] Cicho sza
Jeśliby zapytać któregokolwiek ze złotowian czy był nad Jeziorem Miejskim zapewne odpowie, że tak, a nawet jeśli nie miał okazji, to wie, że jest tam promenada, pomost i urządzenia do outdoor fitnessu. Nie mniejszą popularnością – również wśród wędkarzy – cieszy się Jezioro Zaleskie. Miejska plaża, Zacisze, szczególnie w ciepłe dni przyciągają mieszkańców miasta spragnionych wypoczynku. Jezioro Baba – ostatnio sporo się wokół niego dzieje – budowa ścieżki spacerowej, sadzenie drzewek na Euro Eco Meeting. Wokół zbiornika robi się coraz głośniej. W kwestii jezior Burmistrzowskiego czy Proboszczowskiego (niektórym wydaje się, że to jedno i to samo) cisza. I właśnie pod tą zasłoną ciszy, od 18 lat, nad pierwszym z nich trwają prace. Jezioro Burmistrzowskie i teren wokół niego pięknieją. Bez poklasku, bez asysty mediów.
Zaczęło się od wędki
-Zawsze pasjonowało mnie wędkarstwo, jeździłem na ryby do Kujana, do Sławianowa – opowiada Zygfryd Kasprowicz, dodając, że kiedy miasto ogłosiło przetarg na dzierżawę Jeziora Burmistrzowskiego, bez wahania, razem z nieżyjącym już dziś kolegą, złożył ofertę. Jak się później okazało – zwycięską. 1 lipca 1994 stali się więc dzierżawcami zbiornika. Z tym dniem zaczęła się też ciężka praca. -To nie było jezioro, to było bagno. Jedne wielkie zarośla – otwarcie przyznaje nasz rozmówca. Ten stan nie był jednak dla Z. Kasprowicza niespodzianką – mężczyzna doskonale wiedział na co się porywa. W umowie, którą podpisał z miastem nie było mowy o zagospodarowaniu terenu, nasz rozmówca podjął się jednak tego zadania z własnej inicjatywy. [[reklama]]
Na pierwszy ogień poszło czyszczenie niemiłosiernie zarośniętego lustra wody. Jak opowiada pan Zygfryd, z niespełna 8 ha jezioro wywieziono 16 przyczep różnego rodzaju zielska. Doprowadzenie tafli do porządku zajęło 3 lata, trzeba jednak nadmienić, że nie jest to proces skończony. Prace trwają do dziś, do dziś usuwane są tzw. pływające wyspy zarośli. To jednak nie jedyna zmiana, która zaszła w krajobrazie Jeziora Burmistrzowskiego. Wokół zbiornika zbudowano na skarpie ścieżkę spacerową o długości ponad 3 km. Ze względu na ukształtowanie terenu, w grę wchodziły tylko prace ręczne. Wzdłuż traktu, który okala całe jezioro pojawiły iglaki. Część z nich dumnie pnie się już ku niebu, część dopiero została nasadzona . Nasadzone zostało też całe mnóstwo kwiatów – przebiśniegi, krokusy, piwonie, aksamitki. W wodzie pływają grążele i grzybienie. Wszystkie prace koordynował nasz rozmówca, nie wszystkie jednak wykonał sam. Miał pomocników. [[nowa_strona]] Łowić każdy może
Z jeziora Burmistrzowskiego dorodne min. szczupaki, karasie, liny i karpie wyciągać może każdy. Każdy, kto ma zezwolenie na wędkowanie. Do ich wydawania – zgodnie z umową – upoważniany jest pan Zygfryd. Co roku wypisuje ich około 20. Co ciekawe, zezwolenie nie kosztuje wędkarzy ani złotówki. Jakim cudem? -Trzeba je odpracować na rzecz jeziora – nasz rozmówca wpadł na genialny pomysł. Dzięki tej metodzie jezioro i teren wokół niego wciąż pięknieją, utrzymywany jest również porządek. Odnowienie pomostu w zamian za zezwolenie, koszenie trawy, opróżnianie koszy na śmieci – roboty nie brakuje, z początku brakowało jednak chętnych. Jak opowiada pan Zygfryd, jego metoda nie od razu spotkała się z aprobatą. W pierwszym roku po jej wprowadzeniu w życie nikt nie chciał pójść na taki układ. W drugim roku część osób zmiękła, ale nie na długo. -Po pół godziny rzucili robotę – wspomina nasz rozmówca. W trzecim roku trzy osoby wytrzymały i dostały zezwolenie. -Nie sztuka coś zrobić za pieniądze, sztuka zrobić bez pieniędzy – podsumowuje Z. Kasprowicz. - Zresztą jak samemu się coś zrobi to wartość jest zupełnie inna – dodaje. Czy choć w przybliżeniu da się określić koszt doprowadzenia jeziora do dzisiejszego stanu? Jest to zadanie z całą pewnością niełatwe, ponieważ na tę sumę składa się kilka czynników: środki własne pana Zygfryda, praca fizyczna jego i wszystkich pomocników, a także pieniądze z Urzędu Miasta. Właśnie dzięki współpracy na linii Z. Kasprowisz-miasto udało się zrealizować jeden z pomysłów – tablice edukacyjne. Zakupił je urząd, nasz rozmówca zadbał natomiast o ich obramowanie. [[reklama]] Ścieżka edukacyjna
Wzdłuż ścieżki ustawiono tablice edukacyjne o różnorodnej tematyce. „Mieszkańcy Jeziora Burmistrzowskiego”, „Ptaki Jeziora Burmistrzowskiego”, „Ptasie koncerty”, „Płazy” - to tylko niektóre obszary tematyczne, z którymi spacerowicze mogą się zapoznać. Nie tylko czytając można jednak poszerzyć swoją wiedzę. Istotna jest obserwacja – perkozy, łyski, błotniak stawowy i dzikie kaczki, które dziś jedzą panu Zygfrydowi z ręki – „materiał” poglądowy jest naprawdę olbrzymi. Jezioro żyje intensywnie.
Nigdy dość
Pan Zygfryd, choć jest już na emeryturze i spokojnie mógłby włożyć ręce w kieszeń, nie zamierza odpuszczać. Praktycznie codziennie zjawia się nad jeziorem, dogląda go gospodarskim okiem. Zapytany o to czy czasami nie marzy mu się od wszystkich obowiązków odpocząć, odpowiada krótko: -nie. Lubię aktywne życie.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze