Reklama

Jak jest czas, to wojuję. Energia mnie jeszcze nie opuściła...

18/12/2017 17:30
- mówi Damian Michalski, wokalista „Nadmiaru”, a od niedawana opolskiej grupy „Opiłki”, której przewodzi Marek Kapłon, perkusista legendarnego zespołu TSA

A jednak Damian Michalski nadal hałasuje. Rozumiem, że po rozgłosie, po programie The Voice of Poland, wcale nie zrobiło się w Twoim życiu cicho i nudno?

Rzeczywiście był po tym jakiś boom. Miałem kilka propozycji, aby zagrać w różnych zespołach, projektach. Ja jednak cały czas trzymałem się z „Nadmiarem”. Dzięki udziałowi w programie zresztą przede wszystkim skorzystał zespół. To, że byłem kojarzony z Voice of Poland napędzało koncertów i nie ukrywam, że finansowo to też trochę lepiej wyglądało.

Obecny projekt, czyli grupa „Opiłki” i płyta „Eurarium”, to również pokłosie programu? W końcu jednym z jurorów był Marek Piekarczyk z TSA. Czy to on szepnął coś swojemu koledze na twój temat?

Właśnie nie. To było na koncercie we Wronkach, bodajże w 2015 roku. Graliśmy tam przed TSA. Po koncercie podszedł do mnie Marek Kapłon i zaproponował współpracę. Zapytał, czy nie chcę przyjechać do nich na próbę do Opola. Jak się później zgadaliśmy, Marek nie wiedział, że byłem w programie. We Wronkach widzieliśmy się pierwszy raz. Tak jakoś wyszło, wziął ode mnie numer telefonu i zaproponował współpracę. Pierwsze co pomyślałem to: co ten stary chłop ode mnie chce. Zresztą legenda, szanowany, doświadczony muzyk. Skusiłem się jednak i pojechałem. Na próbie porozmawialiśmy, no i chłopakom się spodobało. Najpierw pracowaliśmy nad materiałem, potem była płyta, która w te wakacje została wydana. Jesienią mieliśmy trasę koncertową. Niewykluczone, że na początku roku zagramy w Pile. Z tego co wiem, płyta zbiera dobre recenzje.

Reklama

Czyli decyzja jak najbardziej słuszna.


Pozostało jeszcze 81% wywiadu[[pay]]

To jest cenne doświadczenie. Mam okazję pracować ze świetnymi muzykami. Przy nich nabrałem dojrzałości muzycznej. Różnicy wieku nie odczuwam. Mimo że chłopaki w „Opiłkach” mają już koło 60-tki, oprócz Przemka, basisty, który jest nieco młodszy. Na początku zwracałem się do nich na „pan”, no ale teraz idzie już: stryju, wuju. Mamy dobry kontakt, dogadujemy się w kwestiach muzycznych. Nikt nikogo nie ogranicza. To przyjemna współpraca, która może czymś zaowocuje w przyszłości.

Doceniają młodego, nieokrzesanego wokalistę?

Jak widać chyba tak, skoro jeszcze mnie nie wykopali (uśmiech).

Reklama

Co zatem z „Nadmiarem”? Czy to nie on był i jest dla Ciebie najważniejszy?

To jest mój priorytet. „Opiłki” są ważne, ale „Nadmiar” ważniejszy. Tam są moje teksty, jestem w nim zaangażowany na maksa. W przyszłym roku mamy 25-lecie, chociaż ja w zespole jestem dopiero od jakiś 8 lat. Na pewno będzie jubileuszowy koncert. Nie wiemy kiedy, bo kalendarz na 2018 mamy już praktycznie wypełniony. Będzie też nowa płyta z gościnnym udziałem Marka Kapłona i Wojtka Cugowskiego z zespołu „Bracia”.

Całkiem zacna obsada. Marek Kapłon - rozumiem, że ze względu na obecną współpracę, a Wojtek Cugowski? Jak jego udało się Wam namówić?

Graliśmy kilka razy na tych samych koncertach, m.in. na Dniach Krajenki. Sławek, nasz gitarzysta, pracuje w agencji artystycznej, miał kontakt z ich managerem. Zadzwonił do Wojtka i zgodził się. Z własnej, dobrej woli, z czego bardzo się cieszymy.

Reklama

„Nadmiar” zatem daje sobie radę i powoli wspina się na wyżyny show biznesu?

Myślę, że tak, z roku na rok jest coraz lepiej. Nasze utwory kulają się po różnych stacjach radiowych. Wiadomo, nie po tych większych, bo to niszowa muzyka, ale w Trójce i Jedynce, w niektórych audycjach można można nas już usłyszeć. Ludziom się chyba podoba to co robimy. Ostatnio graliśmy koncert w Międzyzdrojach i była pełna sala. Podobnie było w Kołobrzegu i Warszawie. Niedługo gramy w Słupsku.

Żyć z samej muzyki jeszcze jednak nie da rady?

Jeszcze nie, ale uwierz mi, że można. Nasz gitarzysta Sławek Szpot dla „Nadmiaru” zrezygnował z dobrze płatnej pracy w banku. Poświęcił się muzyce, ma też jednak jeszcze agencję artystyczną, załatwia nam zresztą koncerty. Nie ukrywam, że też bym tak kiedyś chciał. Nie po to w końcu wszyscy się w to angażujemy, żeby robić to za piwo. Pasja pasją, ale mamy ambicje i chcielibyśmy jednak czegoś więcej. Na ten moment jednak nie objedzie się bez innego zatrudnienia. Miałem zresztą okazję żyć tak przez dwa miesiące. Prawdę mówiąc myślałem, że się wykończę. Od czwartku do niedzieli praca, a przez resztę tygodnia nie ma co robić. Ile zresztą razy można co poniedziałek grilla rozpalać. To nie dla mnie takie siedzenie na tyłku.

Reklama

Ale jak tylko pojawią się perspektywy, to od razu dasz się porwać muzyce zawodowo?

Szef musiałby mnie chyba zwolnić (uśmiech). No chyba, że miałbym tyle grania, zajęć, że przez 7 dni w tygodniu latałbym do studia, ciągle pisał teksty, bo trzeba zdążyć na czas, to tak. Poza tym etat to jednak pewność, że te pieniądze będą dziesiątego na koncie, że jest to ubezpieczanie dla rodziny. Nie muszę się martwić o to, a tutaj nie zawsze wiadomo, jak będzie. Poza tym mam wyrozumiałego szefa. W tym miejscu bardzo chciałbym mu podziękować za to. Panie Mirku, dziękuję.

Dojrzałeś nie tylko muzycznie. W wywiadzie z 2014 roku nie ukrywałeś tego, że raczej nie należysz do grzecznych chłopców. Czyżby Damian Michalski wydoroślał?

Za rok już 30-tka... To jest temat rzeka. Patrzę na pewno teraz inaczej na te same rzeczy. Nie tak impulsywnie. Czy spokorniałem? Trzeb się zapytać moich bliskich i znajomych. Jedni mówią, że tak, inni, że nie, a jeszcze inni, że jest ze mną jeszcze gorzej...

Reklama

Ale to chyba dobrze, w tej branży trzeba być trochę wariatem?

No nie da się inaczej. Chłopaki z „Opiłków” z początku też wydawali się być poważnymi ludźmi, w trasie wszystko jednak wyszło, był niezły ubaw. Wydaje mi się, że do wszystkiego trzeba podchodzić z dystansem. Staram się nie popadać już w tarapaty tak jak kiedyś i nie broję już tyle, nie hałasuję. Siedzę grzecznie w domu. Jak już mnie nosi i chcę wyjść z kolegami, to proszę moją ukochaną o pozwolenie (uśmiech).

A żałujesz swoich poprzednich wyborów, zachowania?

Nie, nie żałuję niczego. Być może niektórych słów, które skierowałem do osób, które na to nie zasługiwały.

Reklama

A tego, że nie skończyłeś szkoły muzycznej żałujesz??

I tak i nie. W sumie to trochę zdrowia ta szkoła mnie kosztowała... Czasami szkoda, że nie poszło mi w ostatniej klasie, no ale trudno.

To pewnie masz satysfakcję, że mimo wszystko zaistniałeś gdzieś w tym świecie muzycznym. I to nie z byle kim, bo legendą polskiego rocka?

Wpajano mi, że nie umiem śpiewać, że brzmię jak tybetański mnich. Kiedy ja mam taką chrypę naturalnie, mam tam jakąś narośl i już! Ze śpiewu miałem zawsze dwóję, bo musiałem brzmieć jak Poznański Słowik, wtedy byłoby dobrze.

Podsumowując: The Voice of Poland, co by nie mówić, był jakimś przełomem w Twoim życiu, jak również  „Nadmiaru”. Nie denerwuje Cię jednak ta etykietka na plakatach: Damian Michalski, uczestnik The Voice of Poland?

Może trochę. Nie da się jednak ukryć, że to daje jakąś reklamę, promuje nas w jakiś sposób. Ludzie też chętniej wybiorą się na taki koncert. Jakby zobaczyli np.: plakat z informacją koncert zespołu z Opola i do tego 60 zł wjazdu, to nie wiem, kto by przyszedł. A tak widzą dopisek: Marek Kapłon TSA, do tego Damian Michalski z Voice of Poland i już się lepiej orientują. Na markę trzeba sobie jakoś zapracować, to trwa. Trzeba czasami walić butami, wciskać się na chama. Póki co ja jednak nie myślę o sobie. Przede wszystkim chcę, aby marką rozpoznawalną był cały zespół „Nadmiar”, a nie moje nazwisko. Kariera solowa nie jest jeszcze dla mnie.

Reklama

Rozmawiała Klaudia Siekańska[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości