Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. - Lepszej organizacji niż nasza nie ma - mówi nam jeden ze strażaków. - Życzyłbym sobie, żeby wszyscy byli tak życzliwi - w ten sposób druhów ocenia ks. Adam Andrzejczak
Strażacy z radawnickiej jednostki OSP nie zgadzają się z zarzutami, które posypały się w stosunku do nich z ust części mieszkańców wsi i nie zamierzają pominąć ich milczeniem. - Poczuliśmy się obrażeni – wyjaśnił nam jeden z nich, dodając, że absurdalne jego zdaniem oskarżenia godzą w dobre imię wszystkich druhów. - Nie szukamy zwady ani konfliktu, po prostu chcemy, żeby sytuacja była jasna – opowiada, nadmieniając, że artykuł, który ukazał się w poprzednim numerze AL, nie pozostał bez echa. - Ludzie nas pytali, co teraz, czy zareagujemy – opowiadają strażacy.
Strażacy razem
Druhowie, którzy wraz z komendantem gminnym OSP Romanem Głyżewskim zebrali się w remizie, są zaskoczeni negatywnymi ocenami, jakie skierowano w ich stronę. - Gdybyśmy artykułu nie czytali, to byśmy nie wiedzieli, że jest między nami źle – mówią. - Jesteśmy zgraną ekipą, nie ma między nami żadnego konfliktu – zgodnie wyjaśnia 12 druhów, którzy zapewniają, że gdyby nie okres żniw i prac polowych, w remizie zgromadziłoby się jeszcze więcej osób. Strażacy tłumaczą, że opowieści o grupce osób „trzymających władzę” to nosens. - Zarzucany nam „układ” i „kumoterstwo” to bzdura – mówią, nadmieniając, że jedyny układ, który u nich funkcjonuje i o którym można mówić wyłącznie pozytywnie jest taki, że są wśród nich dwaj zawodowi strażacy: Sławomir Łoboda i Paweł Kamiński. - Korzystamy z tego, że pracują w PSP, opieramy się na ich doświadczeniu. W żadnym wypadku nie jest tak, że rządzi tylko naczelnik i wszyscy musimy się mu podporządkować. W naszym imieniu decyzje podejmuje cały ośmioosobowy zarząd, sami go wybraliśmy, to nasza decyzja – druhowie naświetlają sytuację, wyjaśniając, że czarny PR funduje strażakom-ochotnikom Zdzisław Dudek, który decyzją większości członków został wyłączony ze struktur kierowniczych nie tylko w ich jednostce. - Są ludzie, którzy się nigdy nie pogodzą z tym, że wypadli już z gry. Utrata stanowiska boli – mówi jeden ze strażaków. Ochotnicy odpierają także zarzut, według którego do akcji jeżdżą ciągle ci sami druhowie, ich słowa, powołując się na zestawienie udziału w akcjach ratowniczo-gaśniczych za ostatnie półrocze, potwierdza R. Głyżewski. W dokumencie widnieje 15 nazwisk. - Najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy nie biorą aktywnego udziału w życiu jednostki i którzy w ogóle nie przybiegają gdy zawyje syrena – twierdzą strażacy. To samo stanowisko utrzymują w kwestii rzekomego wyjeżdżania do akcji pod wpływem alkoholu. - Skąd wiedzą, że ktoś jest pijany, skoro w ogóle ich z nami nie ma? – pytają. – To zarzuty bez podstawy, kompletny absurd. Absurdalnym nazywają też przekonanie, że gdyby zmienił się naczelnik szeregi strażaków zostałyby znacząco wzmocnione. Jak opowiadają, w tej chwili w skład OSP wchodzą również młodzi członkowie; poszukiwanie pracy i kontynuacja nauki sprawiają jednak, że nie są oni w stanie na co dzień uczestniczyć w życiu jednostki.
4 minuty do krzyża
Za bezpodstawne strażacy uważają także oskarżenia dotykające sprawności fizycznej. Tych, którzy zgłaszają zastrzeżenia do ich kondycji, zachęcają do pochwalenia się swoją. Roman Głyżewski zaznacza, że dla niego najważniejszy jest czas wyjazdu jednostki do akcji, a ten plasuje się na bardzo dobrym poziomie. - W ciągu dnia, od momentu kiedy skończy wyć syrena, wyjeżdżamy w 2 minuty. Koło krzyża, który stoi na wyjeździe z miejscowości jesteśmy po 4 minutach – relacjonują, zwracając uwagę na fakt, że w tym czasie dobiegają do jednostki, ubierają się i wskakują do auta. - To już nie te czasy, że strażak ubiera się w samochodzie – wyjaśniają. W nocy czas wyjazdu jest nieco dłuższy, jak opowiadają druhowie, zawsze reagują jednak możliwie najszybciej. W końcu to nie zawodowa straż, której członkowie pełnią służby i tylko czekają na alarm. Naszych rozmówców dźwięk syreny zastaje w najróżniejszych sytuacjach, odrywa od zajęć i na to trzeba wziąć poprawkę. - Jesteśmy ochotnikami, ale zawsze staramy się dogadywać tak, żeby któryś z nas, kierowców, był na miejscu – mówi Tomasz Spychała. - Tomek pracuje od rana do popołudnia – wyjaśnia, mając na myśli dh Tomasza Gracza – i ja w tych godzinach zawsze staram się być dyspozycyjny.
Zawody strażackie, na których się strażakom powiodło i które zostały im przez jednego z naszych wcześniejszych rozmówców wytknięte wywołują uśmiech. - Zawody to sport, nie tylko kwestia umiejętności, ale i szczęścia - mówią – najlepszym może się zdarzyć, że ręka zadrży.
Oskarżenia związane z zaniedbaniem sprzętu w ich ocenie równie nie znajdują potwierdzenia. - Absurd – mówią krótko. Wyjaśniają, że sytuacja, o której mowa w artykule rzeczywiście miała miejsce – nowe auto do akcji nie pojechało – w tym przypadku bardzo ważny jest jednak kontekst sytuacyjny – samochód nie był uzbrojony i nie funkcjonował jeszcze w podziale bojowym. - Uzbrojenie samochodu kosztowało nas wiele pracy i nikt za to nie wziął ani złotówki. To praca w 100% społeczna – zaznaczają. - Najgłośniej krzyczy ten, który ani jednej śrubki nie przykręcił – podsumowują. Zwracają również uwagę, że gros problemów ze sprzętem wystąpiło za poprzedniego prezesa, który dziś zdaje się już o nich nie pamiętać.
Zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej Leszek Wójcik w rozmowie telefonicznej przyznaje, że nie ma żadnych informacji jakoby radawnicka OSP nie wyjechała kiedyś do wezwania. L. Wójcik zaznacza również, że do komendy powiatowej żadna skarga czy zażalenie na działalność OSP Radawnica nie wpłynęła. [[nowa_strona]] Każdy jest ważny
Strażacy odżegnują się od zarzutów, jakoby starsi członkowie jednostki byli odsuwani od jej pracy. - Szanujemy wszystkich, którzy byli i którzy są z nami związani – twierdzą. W kwestii jubileuszu 60-lecia jednostki druhowie przyznają, że być może zdarzyło się, że któryś z np. nieaktywnych już członków OSP przez omyłkę nie został zaproszony, przy okazji zwracają jednak również uwagę, że Zofia Dudek, która wytknęła im ten błąd, w czasie kiedy organizowano uroczystość zasiadała w zarządzie i mogła im rozesłanie zaproszeń np. do wdów po strażakach podpowiedzieć. - Skoro nikt z nas o tym nie pomyślał, pani Dudek mogła nam taką myśl podsunąć – kontrargumentują.
Pomożecie? Pomożemy!
Wszyscy zgromadzeni, tj. Tomasz Spychała, Tomasz Gracz, Alfons Kulasek, Jerzy Dąbrówka, Paweł Spychała, Bronisław Pawlak, Konrad Skoczylas, Józef Goździejewski, Jerzy Nowak, Marcin Skoczylas, Zdzisław Pryczek i Stanisław Boruń, a także Sławomir Łoboda, który nie mógł pojawić się na ubiegłotygodniowym spotkaniu, swoim nazwiskiem ręczą za pozytywne nastawienie do współpracy z lokalną społecznością. - Relacje są dobre – mówią krótko, powołując się na liczne pokazy, które organizują z okazji dnia dziecka czy święta szkoły. - Ile możemy, tyle pomagamy – wyjaśniają.
Patrycja Koplin
Powiedzieli...
ks. Adam Adrzejczak – Zdanie o strażakach mam bardzo dobre, tylko pozytywnie mogę o nich mówić. Życzyłbym sobie, żeby wszyscy byli tak życzliwi jak oni, zawsze mogę na nich liczyć. Jak syrena zawyje to nieraz widzę jak szybko dobiegają – jestem pod wrażeniem.
Paweł Kamiński, zawodowy strażak (PSP Piła), członek OSP Radawnica – Jak w każdej rodzinie zdarzają się kłótnie, myślę, że po prostu trzeba się dogadać, zewrzeć szeregi i nie ma co wymyślać. Jest to grupa dość zgrana, która chce coś robić, która się stara i która wie, co robi. Razem ze Sławkiem Łobodą, który również jest zawodowym strażakiem, przybliżamy ochotnikom temat. Cały czas się rozwijamy. Myślę, że przejdziemy przez tę burzę i wszystko będzie dobrze. Trzeba pamiętać, że zgoda buduje, niezgoda rujnuje.
Jolanta Rusinowska, dyrektor Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika w Radawnicy – Na temat współpracy z OSP Radawnica, PSP i OSP Złotów mogę mówić wyłącznie pozytywnie. Jeśli tylko szkoła czegoś potrzebuje, prosi o przygotowanie pokazu na czas szkolnej uroczystości czy o pomoc w codziennych sprawach, strażacy zawsze są. Żadna z moich próśb nigdy nie została potraktowana odmownie. Otrzymałam nawet numery telefonów, żebym w każdym momencie mogła się ze strażakami skontaktować.
Andrzej Kacprzak, prezes zarządu oddziału powiatowego ZOSP RP – Biorąc pod uwagę część stricte operacyjną jednostki, nie mam nic do zarzucenia. Mamy dobrą jednostkę, dobrze przygotowaną, strażaków, na których możemy liczyć i to jest najważniejsze. Problemy, które wokół narosły to inna sprawa. Jest to sytuacja z jednej strony niedobra, z drugiej dobra, bo po burzy zazwyczaj przychodzi piękny dzień – być może sytuacja będzie szła ku lepszemu, być może będzie to otrzeźwienie, kubeł zimnej wody na rozgrzane głowy. Jeśli trzeba będzie w rozmowach pośredniczyć, deklaruję, że pomogę. Zgoda jest najważniejsza.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze