Reklama

Jak ogień i woda

31/05/2019 18:00

Ona – żywioł, On – oaza spokoju. Nią, jak sama mówi, zawsze rządziły emocje, u Niego górę brał rozsądek. – Pewnie dlatego razem stworzyliśmy związek, który przetrwał 50 lat – mówi Jadwiga (Jagoda) Harbuzińska–Turek w przededniu małżeńskiego złotego jubileuszu.

Jak wygląda obecnie nasz dzień? Brakuje nam ciągle czasu – mówi spokojnym głosem Jan Turek. To jego, 55 lat temu, w Warszawie w holu gmachu Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, po raz pierwszy dostrzegła młoda dziewczyna z  Mirosławia Ujskiego, studentka pierwszego roku polonistyki Uniwersytetu Gdańskiego.

– Wysłano tam świeżo upieczonych studentów uczelni z całej Polski. Stałam na korytarzu z dwiema koleżankami. Drzwi się otworzyły i weszło trzech przystojnych chłopaków, z których jeden szczególnie zwrócił moją uwagą – opowiada z szelmowskim uśmiechem Jagoda. Pozostałe koleżanki też nie próżnowały. Każda wybrała z tej trójki jednego dla siebie i szybko wyszły za mąż. Nam zajęło to więcej czasu. Okres narzeczeństwa trwał 5 lat– całe studia. Do dziś żartuję, że to partii zawdzięczam swoje największe szczęście – mówi, spoglądając na Jana.

Reklama

Kiedy Jadwiga opowiada historię pierwszego spotkania, jej mąż siedzi w fotelu, przysłuchując się słowom swojej wybranki. Wybranki? – To ona mnie wybrała, nigdy nie byłem lwem salonowym, dziewczyny jakoś nieszczególnie zaprzątały mi głowę. Ja chciałem się tylko uczyć – wyznaje.

– A ona jakoś potrafiła tak się koło mnie zakręcić... A to wpadła niby mi powróżyć z kart, a to próbowała mnie nauczyć tańczyć... Nie wiem, czym tak naprawdę mnie uwiodła, pamiętam, że była śliczną dziewczyną. Potem już wiedziałem, że jak się uprze, to zawsze dopnie swego – mówi wprost. Jan pochodzi spod Kraśnika na Lubelszczyźnie. Zawsze dobrze się uczył. Był dumą rodziny, wszyscy pokładali w nim nadzieję, że będzie wiódł lepsze życie. Z lubelskiego trafił do Gdańska na politechnikę, by zdobyć tytuł inżyniera budownictwa. I zdobył, w 1969 roku. W tym samym roku stanął z Jadwigą przed urzędnikiem Urzędu Stanu Cywilnego w Gdańsku. Wesele w klubie studenckim trwało dwa dni. Dwa miesiące później wzięli ślub kościelny w Ujściu. Niedługo potem Jan ruszył do Puław, gdzie dostał pierwszą pracę. Jagodzie pozostał jeszcze rok studiów na polonistyce w Gdańsku.  Tuż po ukończeniu studiów urodziła córkę Joannę. Czas było decydować, czy ruszać do Puław, czy wracać w rodzinne strony. Zdecydowali, że Jan przeniesie się do pracy do Mirosławia Ujskiego, do nowo otwartego zakładu produkującego betonowe podkłady kolejowe. Od razu na kierownicze stanowisko.

Reklama

– Takie były czasy, inżynierów nie było, a nowe zakłady otwierano w różnych miejscach – wspomina. Potem była praca w Poznańskim Kombinacie Budowlanym.  W 1976 roku trafili do Jastrowia.

– Mieliśmy plan, by mieszkać tu tylko przez dwa lata i wrócić do Poznania – opowiada Jadwiga. Ona w swoim życiorysie zaliczyła już pracę w liceum i w zakładzie poprawczym. Teraz miała razem z mężem trafić do otwartego kilka lat wcześniej Jastrobetu. Została kierownikiem działu administracji. Jan objął stanowisko zastępcy dyrektora.

Reklama

– Znaliśmy Jastrowie tylko z przejazdów drogą do Gdańska. Główna ulica była ładna, gorzej wyglądało to w częściach miasta, których zza szyb samochodu nie było widać – wspomina Jan. Lata jednak leciały, dzieci rosły (w międzyczasie pojawiła się córka Justyna), a myśl o powrocie do Poznania blakła coraz bardziej. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że w życie Turków wdarła się rutyna i stagnacja. Oboje poszukiwali dla siebie nowych wyzwań. Jagoda po Jastrobecie zarządzała ośrodkiem wczasowym „Tęgobór”, pracowała w Nadleśnictwie Jastrowie, a po namowach władz gminy została dyrektorem jastrowskiej Szkoły Podstawowej Nr 1...

– Wszędzie uczyłam się czegoś nowego. Zdobyta wiedza zawsze na coś mi się przydała, nic nie szło na marne – mówi z dumą. Jan potwierdza:

Reklama

– Oprócz tego miała ten swój wyjątkowy osobisty urok. Gdy ja chciałem coś załatwić w urzędzie, długo się do tego przygotowywałem, wyciągałem dokumenty, pisma... A Jagoda wpadała do urzędu, tu zagadała, tam się uśmiechnęła i efekt był taki, że zazwyczaj wszystko miała załatwione od ręki. Musiałem pogodzić się, że jest bardziej skuteczna ode mnie, że wiele rzeczy przychodziło jej zdecydowanie łatwiej.

1984 rok był rokiem prawdziwej próby. Inżynier Jan Turek dostał roczny kontrakt w Libii.

– Pracowałem na pustyni. Żona została w Jastrowiu z dwiema naszymi córkami. Nie było kontaktu telefonicznego – przez rok nie rozmawialiśmy ze sobą. Jedyne co nas łączyło, to listy, które do siebie pisywaliśmy – opowiada, oparty wygodnie w fotelu.

Reklama

– Pojechał tam za pieniędzmi. Każdy by pojechał w tamtych czasach – mówi Jadwiga, która przyznaje, że były dni, kiedy miała serdecznie dość wszystkiego.

– Po tym roku wiedziałam już, że zawsze dam sobie radę – dodaje. Kolejnej próby nie było. Jan nie chciał już takiej rozłąki.

– Zazdrosny o żonę? Nie, nigdy nie byłem zazdrosny. To zła cecha, która zniszczy każdy związek. Zawsze wiedziałem, że Jagoda ma otwarty sposób bycia, że lubi być w centrum uwagi. Nigdy mi to nie przeszkadzało – odpowiada szczerze Jan Turek.

Reklama

– Nigdy też nie dałam Ci powodu, byś był zazdrosny – dodaje Jadwiga, która przyznaje, że ma inne usposobienie aniżeli jej mąż.

– Prawdą jest, że w naszym związku to ja zwykle jestem motorem towarzyskich relacji. Lubię ludzi, lubię rozmawiać, spotykać się. I szanuję męża za to, że nigdy tego nie próbował zmieniać – podkreśla. W Jastrowiu jesteśmy już 47 lat. Mamy tu stałe sprawdzone grono przyjaciół.

– Tych, których mieliśmy trzydzieści, czterdzieści lat temu, oni są nadal z nami. Prowadzimy dom bardzo otwarty, często spędzamy wspólnie czas.

Reklama

– Kto wie, może udało się nam przeżyć razem i szczęśliwie tyle lat, bo nigdy jedno drugiemu nie narzucało swojej woli... Żona miała swój świat, ja swój. Oboje to potrafiliśmy uszanować. Pamiętam, jak startowała w wyborach na burmistrza Jastrowia (tak na marginesie – dobrze, że nie wygrała, bardzo ją wtedy wspierałem, mimo że miałem w tej kwestii swoje zdanie) – mówi Jan Turek.

– Zgadzam się z Tobą, Jasiu, dobrze, że nie wygrałam. Można robić coś pożytecznego bez funkcji – uważa po latach. Realizowaliśmy się odrębnie zawodowo. Ale łączą nas też wspólne pasje. Kiedyś myślistwo, a od lat podróże. Zwiedziliśmy razem kawał świata. Od Skandynawii, poprzez całą Europę, Gruzję, Krym, Indie i Karaiby po Afrykę i Stany Zjednoczone. Jesienią z przyjaciółmi lecimy do Izraela.
Oboje wychodzą z założenia, że szkoda czasu na konflikty i kłótnie. Mówią, że w życiu mieli do czynienia z różnymi sytuacjami, zawsze jednak trzeba szukać zgody i nie chować urazy.

Reklama

– Lepiej się wtedy żyje – mówi krótko Jadwiga.

Teraz Turkowie żyją życiem swoich dzieci i wnucząt, opiekują się niepełnosprawną siostrą Jana, mają pod kuratelą trzy psy.

– Jesteśmy bardzo dumni z naszych córek i wnucząt. Córki chyba bardziej mają charakter męża. Są bardzo ambitne, pracowite, niezwykle obowiązkowe i perfekcyjne w tym, co robią – mówi Jadwiga, patrząc w stronę męża, który tylko delikatnie się uśmiecha, jakby czuł satysfakcję z wypowiadanych słów.

– Wnuki oczywiście mogą wszystko. A psy? Żaden z nich nie jest nasz. Każdy trafił tu niby na chwilę, i już tak zostało. Chyba wyczuwają, że dobrzy z nas ludzie, skoro tyle wspólnych lat za nami – dodaje Jadwiga, wołając męża i czworonogi do wspólnego zdjęcia.

Reklama

Mariusz Leszczyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2019-05-31 19:00:00

    Gratuluję, szczególnie wielkiego serca dla zwierząt.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-05-31 19:27:10

    Gratulacje .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-05-31 19:53:57

    stara brzydka kwoka, ponaciągała się i myśli że jest ładna....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama